Subskrybuj
A. van de Venne, Połów dusz, 1614 r., Rijksmuseum
Prof. dr hab., pracownik naukowy Wydziału Polonistyki UJ. Anglista i polonista przekwalifikowany na niderlandystę i historyka sztuki. Znawca dawnej kultury holenderskiej, tłumacz literatury niderlandzkiej, zbieracz fajansów, książek i rupieci. Opublikował 25 książek (w tym 10...

Daleko od Rzymu

Holandia uchodzi za kraj niemal wzorcowo ewangelicko-reformowany, ale gdy spojrzeć bliżej, sytuacja okazuje się wielce skomplikowana. Najliczniejszą grupą wyznaniową w Kraju Nizin są i prawie zawsze byli… katolicy.

Podobnie jak większość dzieci urodzonych w powojennej Polsce, próbowano mnie wychować na katolika. To się nie mogło udać. „Gen ateizmu” objawił się u mnie wyjątkowo zdecydowanie i szybko. Sprawy wiary i metafizyki traktowałem z obojętnością niemal absolutną, co nie znaczy wszak, że judaizm i chrześcijaństwo mnie na swój sposób nie fascynowały. Tyle tylko że z takim samym zaangażowaniem przyswajałem sobie i Biblię (oczywiście w opracowaniu Kosidowskiego), i Mitologię Parandowskiego – nie czułem pomiędzy owymi historiami żadnej różnicy. Uczestnictwo w obrzędach zawsze oznaczało dla mnie tylko jedną rzecz: nużącą nudę. Byłem kujonem i prymusem, więc nie przyszło mi zwyczajnie do głowy, by zamiast na mszę pójść sobie na wesołe wagary. W kościołach zajmowałem się więc głównie liczeniem płytek posadzkowych, obrazów i aniołków oraz patrzeniem na zegarek. Wreszcie zdecydowałem się na przemycanie książek. Z ukrytych za ołtarzem zacisznych stalli u bernardynów (dziś już chyba niedostępnych dla zwykłych śmiertelników) zostałem nawet wyprowadzony za ucho – pochłaniałem właśnie drugi tom Przeminęło z wiatremi przestałem być odpowiednio czujny. Wtedy sprawiłem sobie miniaturowe, angielskie, niemieckie i chorwackie książeczki do nabożeństwa – wyglądałem na rozmodlonego dewota, a tak naprawdę uczyłem się języków. A potem, w pierwszej klasie licealnej, wziąłem głęboki wdech i dałem sobie wreszcie z tym wszystkim spokój. Najważniejsza chwila miała miejsce znacznie później. Gdy w 2010 r. podpisałem oficjalny akt apostazji, poczułem się niemal euforycznie: w końcu byłem wolny, wyzwolony z dyskursów i kontekstów, które nigdy przecież moje nie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wiesław Myśliwski. Słuch absolutny