Zapach piwnicy, zawsze wilgotnej, nawet w najgorętsze dni. Zapach pełen kurzu, którego rodzaje można wymieniać bez końca: okrywający słoiki, wnikający w futro matki, brudzący dłonie. Jest to zapach zapomnianego życia – słodki, mokry i ciemny – odnajduję go w niemal każdym amatorskim albumie fotograficznym, czy to kupionym na aukcji internetowej, czy odnalezionym na targu staroci. W Kanadzie lub Belgii. W Krakowie, Rzymie, Charkowie. Jakby istniała wspólna (międzynarodowa) woń właściwa miejscom, do których trafiają rzeczy niepotrzebne, niechciane, zniszczone. Nie woń, smród.
Poza światło
„Tak jak rozwojowi muzyki cyfrowej za sprawą formatu MP3 i streamingu towarzyszył renesans płyt winylowych – pisze Nathan Jurgenson w książce Fotka. O zdjęciach i mediach społecznościowych– tak też cyfrowa fotografia sprowokowała próby odzyskania i przedefiniowania sposobów użycia materialnych odbitek. Zdjęcia analogowe uważa się za czasochłonne, drogie i rzadkie w porównaniu z tym, jak szybkie, tanie i liczne mają być zdjęcia społecznościowe. Sama materialność odbitki – jej waga, zapach i namacalność – zyskuje nowe znaczenie…