Adam Zagajewski pisał:
Mieszkasz teraz za czarnymi drzwiami
i nikt nie zna twojego adresu.
Może ukrywasz się w fałdach nocy;
Ale noc przychodzi i odchodzi
obojętnie jak wędrowna jaskółka,
okna zamykają się, otwierają,
pociągi jadą niespiesznie na wzgórzach,
jabłka spadają na trawę, pachną wrzosy,
wszyscy dokoła zajęci są życiem
i życie panoszy się w liściach drzew,
nawet kamienie są dumne i nieśmiertelne.
Pada deszcz, miasto jest miękkie,
Spowite mgłą i tęsknotą.
(Kamienie).
Czyli na pozór nic się nie zmienia. Umiera człowiek, poeta, przyjaciel – a wszystko inne trwa. Najwyżej pojawia się tęsknota. Ale to oczywiście tylko jedna strona medalu. Druga jest taka, że umiera cały świat – ten, który poeta nosił w sobie i wypowiadał. I w którym mieliśmy swój udział: w jakimś wspomnieniu, w rozmowie, we wspólnym przeżyciu. Zmarły pod nieznany adres zabiera więc część nas, tu pozostałych – może ta nasza cząstka już teraz staje się nieśmiertelna?
Spowite mgłą miasto też nieuchronnie się zmieni. Tak jak zmieniło się, kiedy Adam opuścił je po raz pierwszy, wyjeżdżając na 20 lat do Francji. A potem zmieniło się znowu, kiedy wrócił wraz z Mają.
Własny głosAdama sprzed wyjazdu, którego postać odbudowuję w mojej pamięci, widzę…