Subskrybuj
Pisarz, publicysta, felietonista. Debiutował na łamach czasopisma „Science Fiction”. Autor wielu opowiadań oraz powieści, m.in: Tracę ciepło (2007), Widma (2012), Szczęśliwej ziemi (2013), nominowanej do Nagrody Nike. W 2013 r. był nominowany do Paszportów „Polityki”...

Klawo jak cholera. Dziennik z Kopenhagi – część 1

Nie przepadam za jedzeniem i mógłbym żyć w świecie, w którym wszyscy wsuwają pyszności dla kosmonautów. Najbardziej nie znoszę śniadań, tego żwiru podsypanego pod rozpędzone sanie poranka. Z potraw prostych, wyznam szczerze, zdołałem umiłować jedynie śledzie. Moim zdaniem to szlachetna, bogata w walory smakowe i bardzo niedoceniana ryba. Śledź. Jak mogłem zapomnieć o tym księciu oceanów!

28/12/2011

Wyjeżdżam do Danii na rok lub dwa lata.

Dania kojarzy się z Gangiem Olsena i klockami lego. Wiemy, że jest tam zimno, a co gorsza, drogo. Mieszkańcy porozumiewają się kaszlnięciami, brzmiącymi czasem jak echa komend wikingów. Generalnie zgroza. A jednak – spakowałem dobytek i wyczekuję teleportu do Kopenhagi, gdzie będzie mój nowy dom. Aby zrozumieć Danię, spoglądam na nią polskimi oczyma. Ślepia te są niebagatelnie stare i szacowne: należą do Jana Chryzostoma Paska, który ów północny kraj odwiedził. Co prawda, pojechał za wojskiem, ja jadę za dziewczyną, dzieli nas trzy i pół wieku, lecz różnice winny być marginalne. Na co więc muszę się według Paska przygotować?

Dania jawi się pamiętnikarzowi jako egzotyczna kraina dobrobytu – czyli niewiele zmieniło się przez wieki. Udane wrażenie psują jedynie potwory morskie, wygrzewające się na przybrzeżnych skałach, oraz domowe skrzaty, balujące nieraz do samego świtu. Cudzoziemcze oko cieszyła natomiast intensywna obecność zwierzyny łownej, wybujałej na skutek braku naturalnego zagrożenia. Miejscowi wytępili bowiem, niemałym wysiłkiem, wilki – na jedną przyuważoną sztukę zwalało się pospolite ruszenie i goniło tak długo, aż zwierz wyzionął ducha. Wówczas zawisał na drzewie, ku przestrodze pobratymcom, a ja odkrywam w tym pierwszy paradoks Północy. Na całym świecie wilcze stada rozszarpują samotnych podróżnych, a tymczasem w Danii podziało się na odwrót i to wilk bez gromady wiał przed ludzką watahą.

Kuchnia duńska wzbudza mój niepokój. Niedawno opodatkowano tam największych przyjaciół polskiego żołądka, czyli wszelkie tłuszcze. Śnią mi się sery śledziowe i pizza ze śledziem, a także torty, chipsy i żelki, których głównym składnikiem jest ta powszechnie niedoceniana ryba. Paska dręczyły podobne koszmary. Nawykły do wieczornych sutych posiłków, nie mógł pojąć, że Duńczycy warzą cokolwiek bądź w wielkich garach, a potem podjadają przez cały tydzień, zimne, zagryzione chlebem z masłem, którego teraz tak tam brakuje. Wsuwanie kiszek z krupami i krwią również nie mieściło mu się pod czapką, tak jak teraz my z kolei dziwimy się obłędnym cenom w kopenhaskich restauracjach i tamtejszym niebieskim serom, słynącym z niezwykłego smaku, ale i szczególnej woni: pachną bowiem jak ryba pozostawiona na palącym słońcu.

1/01/ 2012 W pierwszym uderzeniu Kopenhaga jest szalenie nieprzyjemna. Mam na myśli dosłownie pierwsze wrażenie. Wyszedłem z hotelu, przemaszerowałem przez jakiś przepastny rowerenplatz i moim oczom ukazał się ichni rynek główny z ratuszem po jednej i…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak wiara zmienia Biblię?