To naturalne, że chcemy, aby cenieni przez nas literaci byli nieskazitelni, by nie tylko jako koryfeusze pióra, ale i jako ludzie okazali się godni szacunku. I choć stara to prawda, że wybitni twórcy często prowadzili żywot nienadający się, by stawiać go jako wzór dla młodzieży, wolimy o niej nie pamiętać. Przygnębiać musi fakt, iż to inteligencja, elity dały się złamać (ale też to właśnie one znajdowały się na celowniku władzy i Służby Bezpieczeństwa). Korci, żeby powiedzieć, że wśród delatorów przeważali autorzy drugo- i trzeciorzędni, najróżniejszej maści hochsztaplerzy, miernoty intelektualne i artystyczne. Choć do pewnego stopnia jest to konstatacja prawdziwa, nie rozwiązuje jednak problemu. Co bowiem począć z takimi przypadkami jak Andrzej Kuśniewicz? Niewątpliwie współpraca z SB w niczym nie umniejsza rangi jego powieści, ale pamięć o niej pozostawia jakiś niesmak.
Teczki z IPN zawierające donosy oraz materiały oparte na podsłuchach są lekturą odstręczającą. To wiedza o ludzkich słabościach, wadach i przywarach, od których nikt z nas nie jest wolny. Drobne uszczypliwości, złośliwości pośród literatów nie są zjawiskiem rzadkim, często wynikają z zazdrości zawodowej. I choć nie stanowi to zapewne powodu do chwały, nie należy ich demonizować ani nimi epatować. Winniśmy się do tego przyzwyczaić, a wypowiadane niepochlebne opinie ludzi pióra o kolegach niekoniecznie muszą odpowiadać ich autentycznym przekonaniom. Przytaczanie tego typu sądów przez Siedlecką in extensoi nieopatrywanie ich choćby krótkim…