Ewa Drygalska 789

Kto zabrał nam przyszłość?

Świat nie skończy się wielką powodzią ani drugim zlodowaceniem, jak prorokują obrazy science fiction. Pełzająca apokalipsa rozgrywa się codziennie, na naszych oczach świat się psuje, kiedy my tkwimy w marazmie.

Artykuł z numeru

Czytaj także

Ewa Drygalska

Jak uciec z zakonu polskości?

Czytamy depresyjne książki, oglądamy depresyjne filmy, gry wideo, (…) naszymi ulubionymi lekturami stały się biografie depresyjnych bohaterów masowej kultury. Żyjemy aktualizowanymi co jakiś czas statystykami samobójstw” – pisał w wydanym niedawno Pokoleniu wyżu depresyjnego Michał Tabaczyński. Jako jeden z licznych autorów uznaje on właśnie melancholię za powszechne uczucie towarzyszące doświadczeniu współczesności. Coraz trudniej nam się skoncentrować na kognitywnie wymagających czynnościach, po donkiszotowsku walczymy z prokrastynacją, brakiem motywacji, uciekającym gdzieś czasem. Początek XXI w. to niebywały rozwój technologii informacyjnych, ale i kolejnych kryzysów: ekonomicznego, ekologicznego i politycznego. Mimo bezprecedensowego dostatku i dostępu do narzędzi komunikacyjnych – jako globalne społeczeństwo, przed którym stoją globalne wyzwania – tkwimy w stuporze intelektualnym, tam gdzie potrzebne są radykalne rozwiązania, dokonujemy raczej małych korekt. Jak to się stało, skąd ten paraliż wyobraźni? Dlaczego coraz więcej osób dyskredytuje oświeceniowe zdobycze nauki i racjonalnego myślenia? W jaki sposób dokonała się amputacja myślenia krytycznego?

Na te pytania próbował odpowiedzieć Mark Fisher, którego głośny Realizm kapitalistyczny pisany w trakcie kryzysu gospodarczego w 2009 r. został wreszcie przetłumaczony na język polski. Pochodzący z Wielkiej Brytanii autor był krytykiem kultury, jednym z niewielu akademików, którzy potrafili przenikliwie pisać o jej popularnych fenomenach, ani na chwilę nie obniżając intelektualnych lotów. Jego wybitne eseje i recenzje, najczęściej o kinie i muzyce, były jednocześnie świeże, osobiste, przemycały czytelnikom koncepcje dyskutowane we współczesnej filozofii kultury. W kulturze, czasami pogardliwie nazywanej masową, Fisher widział odbicie dominujących stosunków społecznych i pole do refleksji nad kondycją życia w późnym kapitalizmie.

Wydany niedawno przez Instytut Wydawniczy „Książka i Prasa” zaledwie kilkudziesięciostronicowy esej stał się najpopularniejszym tekstem profesora z uniwersytetu w Warwick, odnosząc niespodziewany sukces i rezonując wśród całego pokolenia anglojęzycznych pisarzy i publicystów. Fisher pisze w nim o neoliberalnych reformach, filmowych dystopiach, stanie opieki psychiatrycznej, rozbuchanej biurokracji i przemyśle muzycznym. Błyskotliwie łączy wszystkie te elementy-symptomy jedną diagnozą: przestaliśmy tworzyć wizje przyszłości przytłoczeni panującym status quo.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Przyglądając się przemysłowi rozrywkowemu, kulturze internetu i sferze publicznej, Fisher próbował przeanalizować, co się stało z naszą utopijną wyobraźnią. Jeszcze pionierzy internetu, kultura rave’u i techno w latach 90., podchodziły do tworzenia tak, jakby nic się wcześniej nie wydarzyło, wprowadzając nowatorskie brzmienia i wizje z przyszłości. Lata dwutysięczne z kolei stały się synonimem retronostalgii, serii sequeli, readaptacji i maniakalnego przerabiania wszystkiego, co stare: od dizajnu po telewizję. Dlaczego w pewnym momencie zwróciliśmy się ku archeologii przeszłości i przestaliśmy marzyć o lepszym świecie, projektować utopie czy pisać manifesty?

Do zrozumienia tego fenomenu autor ukuł termin „realizm kapitalistyczny” rozumiany jako paradygmat nowoczesności, w którym nie potrafimy sobie wyobrazić alternatywy wobec obowiązującego systemu ekonomicznego. Ta strukturyzująca rama krępuje naszą wyobraźnię, nie pozwala wytworzyć nowych narracji, produkuje raczej blockbusterowe fantazje o końcu wyobrażone w filmach czy literaturze postapokaliptycznej. Jak w sławnym bon mocie pisał Fredric Jameson, filozof ponowoczesności: łatwiej nam sobie wyobrazić koniec świata niż koniec kapitalizmu. Jednak świat nie skończy się dramatycznie wielką powodzią ani drugim zlodowaceniem, jak prorokują obrazy science fiction. Pełzająca apokalipsa rozgrywa się codziennie, na naszych oczach świat się psuje, kiedy my tkwimy w marazmie. Marazm taki towarzyszy choćby dyskusjom o planetarnym kryzysie środowiskowym, których fatalistyczną retorykę podsumowała Ewa Bińczyk w książce Epoka człowieka.

Czy dzieje się tak dlatego, że – jak pokazywał niedawno dyskutowany dokument Dylemat społeczny (Netflix, 2020) – nie możemy się oderwać od uzależniającej karuzeli mediów społecznościowych? A może, jak wieszczył jeszcze w latach 80. Neil Postman, ulegając urokowi ekranu i łatwej rozrywki, zabawimy się w końcu na śmierć? Fisher, czerpiący z tradycji marksistowskiej, uznawał, że moment paraliżu wyobraźni można precyzyjnie umieścić w czasie. To lata 70. i neoliberalne reformy kierujące się logiką wzrostu za każdą cenę doprowadziły do gigantycznych nierówności społecznych, napięć rasowych i społecznych, niesprawiedliwej redystrybucji dochodów, powoli wyniszczając naszą planetę poprzez eksploatację zasobów naturalnych. W takim świecie niemożliwe są masowy prąd artystyczny i myślowy na miarę modernizmu, który projektował nową wizję człowieka, ani realizacje radykalnych pomysłów awangardowych.

Jak pisał Fisher: „Realizm jest analogiczny z zaniżonym horyzontem oczekiwań osoby cierpiącej na depresję, która sądzi, że każdy stan pozytywny, jakakolwiek nadzieja to już niebezpieczne złudzenie”. Jednak zamiast szukać przyczyn owego zaburzenia w sobie, w swoim dzieciństwie czy rodzinnych traumach, autor odwraca wektor. Stawia pytanie: jak to możliwe, że w świecie prekarności, nierówności, kryzysu klimatycznego i wizji nadchodzącej katastrofy ekologicznej więcej osób nie ma depresji?

Realizm kapitalistyczny nie jest lekturą przyjemną, przebija przez nią głęboki smutek i świadomość, że autor w 2017 r. po długiej walce z depresją odebrał sobie życie. Fishera czytałam po raz kolejny w czasie pandemii i kolejnych protestów społecznych, które przetaczały się przez ulice mojego miasta. Miałam dołączyć do protestujących i wyrazić swoje niezadowolenie wobec rządzących, czy ryzykować zdrowie swoje i najbliższych oraz niewydolność służby zdrowia? Powraca do mnie pytanie postawione w książce: jak to się stało, że doszliśmy do momentu braku alternatywy?

Mark Fisher

Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy?

tłum. Andrzej Karalus

Instytut Wydawniczy „Książka i Prasa“, Warszawa 2020, s. 174

Kup numer