Dziewczynka przygląda się przez szybę karabinowi na wystawie
Fot. Matthew Hatcher/SOPA/LightRocket/Getty
Paul Auster czerwiec 2026

Kraj skąpany we krwi

Amerykanie są 25 razy bardziej narażeni na zabójstwo z broni palnej niż mieszkańcy innych bogatych krajów rozwiniętych. Dlaczego Ameryka jest tak odmienna – i co czyni ją najbardziej brutalnym krajem w świecie Zachodu?

Artykuł z numeru

O czym śni Ameryka?

O czym śni Ameryka?

Czytaj także

Czarno‑biała fotografia grupę imigrantów na pokładzie statku. Wiele osób siedzi lub leży na podłodze i drewnianych platformach, owiniętych w koce i płaszcze. Niektórzy opierają się o siebie lub ściany, inni stoją w tle przy relingu. Widoczne są różne elementy wyposażenia pokładu, w tym metalowe konstrukcje i barierki.

Maciej Jarkowiec

Do widzenia, Ameryko

Według ostatnich danych z Instytutu Badawczego przy Szpitalu Dziecięcym w Filadelfii 393 mln sztuk broni palnej jest obecnie w posiadaniu osób zamieszkujących w Stanach Zjednoczonych – to więcej niż jedna sztuka na każdego mężczyznę, kobietę i dziecko w tym kraju. Co roku blisko 40 tys. Amerykanów ginie od ran postrzałowych, co w przybliżeniu odpowiada rocznemu wskaźnikowi zgonów wskutek wypadków na amerykańskich drogach i autostradach. Spośród tych 40 tys. ofiar śmiertelnych ponad połowa z nich to samobójstwa, co z kolei stanowi połowę liczby wszystkich rocznie popełnianych samobójstw.

Do tego należy dodać wszystkie morderstwa dokonane przy użyciu broni palnej, wypadki śmiertelne, zabitych z tej broni przez służby porządkowe, tak więc co dzień od kul ginie średnio ponad 100 Amerykanów. Ponad 200 osób dziennie odnosi rany, co w skali rocznej oznacza 80 tys. poszkodowanych. 80 tys. rannych i 40 tys. zabitych, 120 tys. wezwań karetki i tyleż wizyt na oddziale ratunkowym rocznie, jednak żniwo przemocy z użyciem broni wykracza daleko poza widok podziurawionych i zakrwawionych ciał samych ofiar, dotyka bowiem niszczącą siłą ich najbliższych i dalszych członków rodziny, przyjaciół, współpracowników i sąsiadów, destrukcyjnie wpływa na ich środowisko szkolne, wspólnoty kościelne, drużyny softballa i na szeroko pojęte społeczności – życie ogromnej liczby ludzi zostaje naznaczone działaniem jednej osoby, która w tym życiu jest obecna lub nie – co ostatecznie oznacza, że każdego roku giną miliony bezpośrednich i pośrednich ofiar przemocy z użyciem broni.

To są fakty potwierdzone liczbami, lecz wciąż nie składają się one na odpowiedź na pytanie, dlaczego dzieje się tak akurat w Ameryce, a nie w żadnym innym miejscu na świecie. Rozlew krwi i przypadki śmiertelne na taką skalę i z taką częstotliwością powinny skłonić państwo do działania, do wspólnego wysiłku ze strony władzy federalnej i rządów stanowych, aby zająć się tym, co zgodnie z racjonalnym podejściem stanowi kryzys w dziedzinie zdrowia publicznego.

To prawda, przywiązanie Ameryki do broni palnej ma logiczne podłoże i dlatego zrobiliśmy niewiele albo wręcz nic, aby ten problem rozwiązać.

To jednak nie znaczy, że nie mamy odpowiedniej wiedzy i środków, żeby uwolnić społeczeństwo od strachu przed utratą bezpieczeństwa i życia w spokoju, lecz z wielu złożonych przyczyn historycznych zabrakło nam woli, żeby to zrobić, i do tego stopnia staliśmy się bezduszni i zapiekli w wypieraniu tego problemu, że doczekaliśmy, by w roku 1996 Kongres zabronił Amerykańskiej Agencji Epidemiologicznej (CDC) korzystania z funduszy federalnych przeznaczonych na badania, „które mogłyby służyć kontrolowaniu prawa o posiadaniu broni”. Dla kontrastu spójrzmy na postęp, jaki dokonał się w prawie o ruchu drogowym, gdy na przestrzeni lat skutecznie obniżyliśmy wskaźnik zgonów i urazów wywołanych wypadkami na drodze. I nie ma żadnych wątpliwości: samochody nie różnią się drastycznie od broni palnej. Zarówno karabin maszynowy o dużej mocy, jak i niemal dwutonowy Chevrolet toczący się z dużą prędkością po autostradzie stanowią śmiercionośną broń.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się