Pisarz Mariusz Szczygieł w mieszkaniu na tle regału fot. Michał Mutor
fot. Michał Mutor
z Mileną Rachid Chechab rozmawia Mariusz Szczygieł październik 2025

Już nie traktuję ludzi jak postaci z komiksu

Gdy zaczynałem pisać reportaże ponad 30 lat temu, na nikim nie umiałem się skupić dłużej. Wydobywałem z bohaterów głównie komizm. Psychoterapia i przebyta żałoba sprawiły, że postrzegam ludzi w bardziej złożony sposób, widzę, jak są niejednoznaczni

Artykuł z numeru

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Czytaj także

Mężczyzna i kobieta patrzą na horyzont. Zachodzi słońce. Rozmawiaja. Ilustracja Justyna Frąckiewicz

Cveta Dimitrova

Kłopotliwe pytania

Portret blondyna w bordowym golfie, lekki zarost. To Michał Jędrzejek

Michał Jędrzejek

Rozmowa jako święto

Są takie rozmowy, o których sądzisz po latach, że jakoś zmieniły Twoje życie?

Może pierwsza rozmowa z psychoterapeutą 22 lata temu? Wojtek Tochman wysunął kiedyś tezę, że chyba wymagam psychoterapii, bo zawsze jestem zadowolony, na wszystko reaguję dowcipem i nie wchodzę w konflikty. Lata całe uważałem, że żadnej terapii nie potrzebuję, i takie sugestie zaraz mnie irytowały. No, ale w końcu się zdecydowałem. Zbyt długo byłem sam i dotarło do mnie, że właściwie chroniczna nieumiejętność znalezienia partnera też wymaga analizy. Ta pierwsza rozmowa na pierwszej sesji tak mnie wybiła z rytmu, że nie pojechałem po niej do pracy. Otóż nie minęło 15 minut, a rozpłakałem się jak nigdy. Terapeuta uspokoił mnie, że to typowe.

Co było niezwykłego w tej rozmowie?

Otóż ktoś, kto mnie nie znał, zadał proste a ważne pytania…

Ważną rozmową, która przesądziła o moim życiu, było także próbne nagranie, a właściwie casting na prowadzącego do pierwszego polskiego talk-show Na każdy temat, który wygrałem. Przyjechałem do studia i nie miałem pojęcia, z kim będę rozmawiał. Posadzono przede mną striptizerkę – „Proszę rozmawiać…”. Pierwsze pytanie, jakie jej zadałem, brzmiało: „Czy pani się często przeziębia?”. I to był ponoć strzał w dziesiątkę. Reszta kandydatów rozmawiała po dziennikarsku, a ja nie i od razu zacząłem od środka, bez tzw. dziennikarskiej gry wstępnej. Prowadziłem ten program od połowy lat 90. do 2001 r.

A ta może najważniejsza i najtrudniejsza rozmowa musi pozostać tajemnicą, bo jest bardzo osobista i dotyczy osób trzecich. Jestem za obnażaniem siebie, jeśli ma to przynieść pożytek i ulgę innym. Uważam, że to fantastyczne, gdy możemy skorzystać z cudzego życia, żeby pomóc sobie. Po to chyba też wymyślono reportaż, którym się zajmuję. Ale nie mogę odkrywać swojego podbrzusza i narażać się na gmeranie przypadkowych ludzi w moim życiu. Najgorsze jest to, że jeśli się tylko powie coś osobistego, a już nie daj Boże intymnego, to natychmiast porywa to internet, robi z tego wirale i ktoś publiczny, kto się zwierza, widzi wyabstrahowane z kontekstu własne słowa, którymi ludożerka się bawi jak kot piłeczką. Mam na myśli oczywiście wyznania osób publicznych. Ja mam wtedy poczucie jakiejś przemocy, która na mnie się odbywa. Nagle wpadają na mnie w nieoczekiwanym miejscu wypowiedziane przeze mnie słowa. Osobiste wyznanie, oderwane już ode mnie, staje się publicznym ha­­słem. Mimo że dzisiejsze media ratują się clickbaitowością, to jednak jeszcze mnie to rusza. Z tego powodu jestem ostrożny.

Czy jako reporter rozmawiasz inaczej niż „zwykły człowiek”?

Przeważnie nie rozmawiam jak dziennikarz. I to mi pomaga w pracy. Przyjeżdżam do bohaterów reportażu, oni są troszkę speszeni na początku. Bo reporter, a jeszcze mnie kojarzą z książek czy z telewizji… No to pytam od progu, co to za rower w przedpokoju, bo ciekawie wygląda. „A ile pani tu kaktusów ma na parapetach! To kolekcja…? A ile sztuk…?” I ci ludzie baranieją. Zapominają, że przyjechał reporter, bardziej szwagier dawno niewidziany. Albo brat cioteczny.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się