Moje pierwsze ukłucie erotyczne w dziewczęcym brzuchu spowodował następujący obraz: owłosiony, umięśniony Marek Perepeczko przy blasku zachodzącego słońca kroczy pośród biegnącego stada owiec. Słońce zachodzi, Perepeczko wstępuje na szafot. Pokryty gęstą zawiesiną mgły krajobraz niepokojąco przecina zwisający hak. Perepeczko daje ostatni pocałunek Marynie, krwiste słońce zastyga nad horyzontem.
Zawiśnięcie na haku (za poślednie ziobro) tego silnego, wielkiego, rosłego jak dąb, tryskającego testosteronem mężczyzny, który bogatym zabierał, a biednym dawał, budziło skrajne emocje, których jako mała dziewczynka nie byłam jeszcze w stanie zdefiniować. Janosik był w moim wczesnym dzieciństwie jedynym słusznym punktem odniesienia wszystkich zabaw, marzeń i snów. Po powrocie z przedszkola przebierałam się w strój góralski, włączałam kasety Trebuniów-Tutków i Twinkle Brothers, wirowałam w takt krzesanego albo wykonywałam dramatyczne figury do pieśni Wisi harnaś, wisi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że melodia ta jest równocześnie melodią hymnu Słowacji. Niewiele też wiedziałam o Słowacji, bo w domu wciąż mówiło się: Czechosłowacja. Kiedy pierwszy raz usłyszałam Nad Tatrou sa blýska, jako typowa Polka pomyślałam, że Słowacy ukradli nam nasze Wisi harnaś, wisi. Nie wiedziałam, że tak naprawdę melodia hymnu wywodzi się ze słowackiej pieśni Kopala studienku. Pierwotny tekst o zalotach podczas pojenia pawi i o skokach do studzienki został zamieniony w waleczną odezwę do narodu. Słowacy w swoim hymnie, podobnie jak my, podkreślają, że kiedyś przyjdzie dzień, że się odrodzą, ożyją. Przyjdzie dzień ich potęgi, jak grom z jasnego nieba.
Szybko zrozumiałam, że łańcuch górski nie stanowi większej przeszkody w podróżowaniu melodii. I że nie tylko melodie nie znają granic. Bohaterowie również.
I chociaż całe dzieciństwo żyłam w przeświadczeniu, że Janosik jest tylko jeden – polski – i że ma twarz Marka Perepeczki, wystarczyło pojechać na wycieczkę do Bardejowa, żeby usłyszeć okrutną, druzgocącą prawdę.
Zbójnickie korzenieTo my, Polacy, jesteśmy złodziejami. Janosik był Słowakiem z krwi i kości. Pochodził z Terchovej, która znajduje się daleko od wąwozu Homole, gdzie kręcono mój ukochany serial. Z faktami się nie dyskutuje. Tym bardziej że zachowała się metryka chrztu z 1688 r. zapisana w kronice wsi Varin przez księdza o wdzięcznym nazwisku Smutko, świadcząca o tym, że Janosik był postacią prawdziwą:…