Subskrybuj
fot. Andrei Stasevich / Betta / AP / East News
Redaktorka, dziennikarka specjalizująca się w tematyce wschodniej i społecznej. Współautorka książek na temat Białorusi i Armenii

Upadek wielkiego marzenia

Alaksandr Łukaszenka miał szansę przejść do historii jako ojciec niepodległej Białorusi. Tak się nie stanie. Zapamiętamy podstarzałego, zlęknionego satrapę, który ma krew na rękach.

Od dekad istniały obok siebie dwie Białorusie: jedna tworzona przez garstkę intelektualistów i druga radziecka, która przetrwała mimo upadku Związku Radzieckiego. Każda z nich miała swoją symbolikę, swoich bohaterów narodowych i swoje święta. Pierwsza zeszła do podziemia. W nim drukowała gazety i książki, wystawiała spektakle, wyświetlała zakazane filmy. W geście protestu pojawiała się na ulicach dużych miast po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Druga Białoruś w przewadze głosowała na Łukaszenkę, nazywając go czule „baćką” – czyli ojczulkiem. W „ojczulku” upatrywała męża opatrznościowego. Był dla niej symbolem stabilizacji, porządku, spokoju, ale też troski o jej system wartości.

Nowy światŁukaszenka rządzi już ponad ćwierć wieku. Pokolenie Białorusinów urodzonych podczas jego pierwszej kadencji zdążyło osiągnąć dorosłość i spłodzić własne dzieci. Nie znają innego prezydenta. Od najmłodszych lat oglądają w telewizji i słyszą w radiu tylko jego. Tych ludzi prezydent satrapa nie przekona opowieścią o stabilizacji, nie trafi do nich powtarzane przez dyktatora powiedzenie: „Byleby nie było wojny”. Bo – mówią starsi Białorusini – może i żyjemy skromnie, nawet biednie, ale nasi mężowie oraz synowie nie giną na frontach Czeczenii i wschodniej Ukrainy. Ci młodzi ludzie, dzieci epoki Łukaszenki, dojrzewali gdzieś na pograniczu dwóch opisanych wyżej światów: Białorusi-spadkobierczyni ZSRR i Białorusi-opozycyjnej, posługującej się narracją narodowościową (czasem nawet nacjonalistyczną). Często nie utożsamiali się z żadną z nich. Chcieli dla siebie innego, lepszego świata. Tworzyli więc ruchy…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kościół bez Jezusa?