Moje podróże do Estonii mają swoją historię – od dekady co roku tam wyjeżdżam, przysłuchuję i przyglądam się ludziom, najczęściej w stolicy. W Tallinnie mieszka 435 tys. mieszkańców. Trochę mniej niż w Gdańsku, trochę więcej niż w Szczecinie. Są porty, plaże, widok na morze, jest hanzeatycka historia, są zabytki, blokowiska. W estońskiej stolicy głosy rozkładają się jednak trochę inaczej. Gdyby zapomnieć o gremialnie przybywających tutaj turystach, przede wszystkim z Finlandii, wówczas na ulicach niemal naprzemiennie słychać język estoński i rosyjski. Są oczywiście dzielnice, gdzie przeważa estoński, są też okręgi głównie rosyjskojęzyczne – jak chociażby Lasnamäe, której estetykę i skład etniczny kształtowała polityka sowiecka. Jest też kosmopolityczna enklawa – Vanalinn, a więc Stare Miasto, gdzie latem przebywają głównie turyści. Moje ulubione miejsce na przemyślenia to Linnahall. Miejska hala widowiskowa z widokiem na morze zbudowana w czasach sowieckich. Typowa architektura poprzedniej epoki – morze szarego betonu i setki stopni. (Dokąd miały zaprowadzić te schody?) Widać stąd Patarei – dawne koszary i więzienie, widać też porty, monument Maarjamäe, plażę na Piricie, wieżę telewizyjną i bloki na Lasnamäe. Nie sposób natomiast dostrzec już letniej rezydencji Kadriorg zbudowanej dla ukochanej Katarzyny przez cara Piotra Wielkiego zaraz po pozbawieniu Szwedów Inflant (początek XVIII w.). Niemal całe stołeczne wybrzeże, będące jednocześnie północną granicą miasta, zostało zagospodarowane przez Rosjan – albo w czasach carskich, albo sowieckich. Tak samo sowietyzacją dotknięta została północ Estonii – umiarkowaną krańce zachodnie, całkowitą wschód: Haapsalu w piątej części, Tallinn pół na pół, Narwa właściwie całkowicie. W kraju rosyjskojęzyczni stanowią ok. 30% ludności – są to głównie Rosjanie, ale także Ukraińcy, Białorusini, Ormianie, a nawet Finowie czy Polacy. Śledząc niektóre analizy i doniesienia, można odnieść wrażenie, że obie społeczności są sobie obce, a mieszkańcy przygranicznej Narwy czekają na potknięcie tallińskiego rządu, by wrócić na łono sowiecko-rosyjskiej ojczyzny. Gdy siedziałem kiedyś na Linnall, słyszałem, jak miejscowe dzieciaki rozmawiają – estońskojęzyczne po estońsku, rosyjskojęzyczne po rosyjsku, i wszystkie, żeby się między sobą porozumieć, po angielsku. Czy między Estończykami i rosyjskojęzycznymi jest taki „angielski”…
Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. W ramach wymian studiował trzy semestry na uniwersytecie w Tartu w Estonii. Twórca portalu estońskiego Eesti.pl oraz serwisu Przegląd Bałtycki – www.przegladbaltycki.pl.