Subskrybuj

Układ egzotyczny

Mandalaj jest nieformalną stolicą przeszło półmilionowej społeczności mnichów birmańskich. W południowo-zachodnim kwartale miasta wokół licznych świątyń i klasztorów powstała dzielnica buddyjskich duchownych.

Droga do MandalajŚniade, szerokie w biodrach stewardessy sprawnie poruszają się w ciasnym przejściu pomiędzy siedzeniami Fokkera F28. Pracując, nie przejawiają zbytniego entuzjazmu, ale przed startem gorliwie modlą się do Allaha. Zimna wołowina i naparstek sałatki są serwowane bez „proszę” i „smacznego”, bez żadnego kontaktu wzrokowego. Podczas startu i lądowania żaluzje przy oknach samoczynnie opadają, zaś po osiągnięciu wysokości przelotowej z nawiewu zaczyna kapać woda. Razem z nią spada pierwszy karaluch. Drugi ląduje na oparciu, trzeci – na siedzeniu obok. W „Bangladesh Today” czytam o problemach finansowych narodowych linii Bangladesh Biman Airlines, których namacalny przykład mam w kabinie: oprócz mnie z 9-milionowej Dhaki do 6-milionowego Rangunu leci tylko siedmiu pasażerów. Bangladesz i Birma mają w sumie przeszło 160 milionów mieszkańców, a łączy je dwieście kilometrów wspólnej granicy bez przejść granicznych i tylko dwa loty tygodniowo. Międzynarodowy port lotniczy w Rangunie kubaturą przypomina podrzeszowską Jasionkę: obłożony dyktą hol (wspólny dla odlotów i przylotów) z punktem odpraw, kontrolą paszportową i stolikiem informacji turystycznej. Jedna taśma bagażowa, kilku pasażerów oczekujących na lot do Bangkoku i tłum taksówkarzy, dumnych posiadaczy wysłużonych „japończyków”. Toyota corolla z późnych lat 80. niewątpliwie pretenduje do bycia symbolem birmańskiej stolicy. Embarga nałożone na Birmę przez większość państw świata sprawiły, że samochody sprowadza się niemal wyłącznie z Chin i Tajlandii. Choć gigantyczne cła kształtują cenę 10-letniej toyoty na poziomie 20 tys. dolarów, mała siła nabywcza…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świat patrzy na Chiny