Historia rodzinna Ojca każe zacząć od pytania osobistego: czym jest dla Ojca patriotyzm? Czy jest on na tyle pojemny, by łączyć dwie miłości – do Polski i Węgier, czy zakłada wyłączność? Czy jego składnikiem jest wyznanie – katolicyzm i/lub protestantyzm?
W moim wypadku chyba nie ma problemu. Gdybym miał pochodzenie niemiecko-polskie, to pewnie byłyby jakieś napięcia. Ja nigdy nie przeżywałem na tym tle żadnych kłopotów, bo Węgrzy są w Polsce lubiani, Polacy na Węgrzech też.
A komu Ojciec kibicuje podczas meczu Polska – Węgry?
Na szczęście nie jestem kibicem… Ale opowiem historię mojej mamy-Węgierki, która siedząc po turecku na tapczanie, oglądała za „dobrych komunistycznych czasów”, mecz bokserski Rumunia – Węgry. Nie wiedzieć czemu Polska telewizja akurat ten mecz transmitowała. I moja mama, która nie mówi za dobrze po polsku, a zwłaszcza nie używa brzydkich słów, w pewnym momencie wykrzyknęła: „W mordę go!”, zachęcając Węgra, by stłukł Rumuna. Muszę powiedzieć, że mi to zaimponowało…
A gdyby się boksował Polak z Węgrem?
Co bym wtedy zrobił? Zachowałbym wstrzemięźliwość wypowiedzi.
Co w języku biskupów nazywa się „roztropnym milczeniem”…
Otóż to!
Chciałbym jeszcze zapytać o historię rodzinną. Bardzo szczególne były okoliczności przeniesienia się Ojca rodziny do Polski i towarzysząca temu decyzja, by jako dziesięciolatek przeszedł Ojciec z kalwinizmu na katolicyzm. Co najbardziej niebywałe, pomysł taki podsunął Ojca Matce, gorliwej kalwince, jej wuj, który był pastorem.To była mądrość ze strony rodziny mojej mamy. Kiedy w 1947 roku rodzice zdecydowali się uciekać do Polski, wuj – pastor, który mieszkał w naszym mieście – Paks, polecił zmianę mojego wyznania wręcz w formie nakazu. Ponieważ był niepokorny, nękano go rewizjami i rozmaitymi upokorzeniami, więc nie miał złudzeń co do natury komunizmu. Tłumaczył mamie, że jeśli nie przejdę na katolicyzm…