Judith Friedlander lipiec-sierpień 2020

Ágnes Heller. Dobrzy ludzie istnieją

Ágnes Heller była nie tylko wybitną i przystępną filozofką, ale także dobrym człowiekiem – „bycie dobrym” to był zresztą przedmiot jej filozoficznych badań. Nie żeby ona kiedykolwiek włączyła siebie do grona osób, które opisywałaby tym sformułowaniem. Ale ja – owszem – tak o niej myślę

Artykuł z numeru

Przystanek: miasto

Przystanek: miasto

Po raz pierwszy spotkałam się z Ágnes w nowojorskim New School jesienią 1993 r., gdy zostałam dziekanem Wydziału Magisterskiego. Właśnie poinformowała, że przeprowadza się do Budapesztu, razem ze swoim mężem Ferencem Fehérem. Przebywająca na wygnaniu od 1977 r. para słynnych dysydentów ochoczo wracała do domu, do nowych demokratycznych Węgier, niedawno wyzwolonych spod komunistycznego reżimu.

Kilka miesięcy po powrocie do Budapesztu Ferenc zmarł na atak serca, zostawiając Ágnes z budową ich nowego życia już bez niego. Nie była ona jednak nigdy sama. Oprócz rodziny tysiące, jeśli nie miliony, fetowały tę najbardziej podziwianą węgierską filozofkę i publiczną intelektualistkę. Po śmierci Ferenca Ágnes podróżowała więcej niż kiedykolwiek, dając wykłady dla akademików, polityków i grup kulturowych, pisząc wciąż obficie, publikując niemal jedną książkę rocznie, przeznaczoną zarówno dla uczonych, jak i szerszej publiczności.

Choć Ágnes mieszkała na co dzień na Węgrzech, wciąż jeden semestr w roku uczyła w New School. Dzięki temu miałyśmy szansę się poznać i szybko stałyśmy się bardzo dobrymi przyjaciółkami. Tak bardzo, że wiele lat później syn Ágnes György Fehér zaprosił mnie do Budapesztu na świętowanie jej 85. urodzin. Choć nie mogłam wówczas przyjechać, obiecałam, że będę na 90.

Gdy przyjechałam na jej urodziny w maju zeszłego roku, Ágnes była w świetnej formie, jak zwykle pełna życia. Każdego ranka, o 7.00 rano, schodziłyśmy do basenu w podziemiach jej apartamentowca i pływałyśmy energicznie przez pół godziny. Pomiędzy spotkaniami z dziennikarzami chętnymi do zrobienia z nią wywiadu w dniach przed jej 90. urodzinami razem z Ágnes spacerowałyśmy po Budzie i Peszcie, zwiedzałyśmy muzea, byłyśmy w operze i na koncercie oraz uczestniczyłyśmy w jednej uroczystości za drugą, organizowanych przez jej kolegów, studentów, rodzinę i przyjaciół. Byłyśmy więc zarówno na wzruszającym uhonorowaniu Ágnes przez mierzący się z wieloma kłopotami Uniwersytet Środkowoeuropejski, jak i na – najbardziej spektakularnej – imprezie-niespodziance przygotowanej przez Zsuzsę, córkę Ágnes, dla jej 120 najbliższych przyjaciół.

13 maja, dzień po tym jak Ágnes oficjalnie skończyła 90 lat, pojechałyśmy rannym pociągiem do Innsbrucka, gdzie wieczorem miała prelekcję o empatii – mówiła po niemiecku, bez żadnych notatek. Tydzień później widziałyśmy się jeszcze w Paryżu, gdzie jadła lunch z Emmanuelem Macronem i grupką europejskich intelektualistów. Wróciwszy do Budapesztu, Ágnes spędziła czerwiec i początek lipca, kończąc ostatni tom swojej historii filozofii dla węgierskich studentów. Potem jak co roku udała się na wakacje nad jezioro Balaton, gdzie zwyczajowo zatrzymała się w domku Węgierskiej Akademii Nauk. 19 lipca Ágnes jak zwykle wybrała się, by popływać przez ponad godzinę. Jednak tym razem coś poszło nie tak i nie zdołała już wrócić na brzeg

Wciąż jestem w szoku.

Towarzyszyć dobrym ludziom

Mimo iż nie jestem filozofką, również, tak jak wiele innych osób, natychmiast zareagowałam na prace Ágnes. Potrafiła trafić do czytelników z różnych akademickich dyscyplin i o różnym poziomie wykształcenia, ponieważ podejmując nawet ryzyko nadmiernego uproszczenia, nie ukrywała się nigdy za zawikłanym stylem pisarskim.

Pisała tak, jak mówiła, a mówiła tak, jak żyła, odważnie i uczciwie.

Układała zdania w atrakcyjny sposób, który prowadził czytelnika krok za krokiem na drodze, na jakiej badała dane kwestie – zawsze istotne.

Ágnes była nie tylko wybitną i przystępną filozofką, ale także dobrym człowiekiem – to był przedmiot jej filozoficznych badań. Nie żeby ona kiedykolwiek włączyła siebie do grona osób, które opisywała jako dobre. Ale ja – owszem – tak o niej myślę.

Jak to ujęła Ágnes: „Dobrzy ludzie istnieją. Jak to jest możliwe? Ludzka kondycja uczyniła ich istnienie możliwym. Dobrzy ludzie istnieją nawet dzisiaj”. I dalej: „Jak to jest możliwe – dzisiaj? Ich egzystencjalny wybór sprawił, że mogło się tak stać”. To mówi Ágnes swoim czytelnikom, to może im pokazać. Ale nie może pokazać, jak to się stało, że ludzie wybierają, by być egzystencjalnie dobrymi. Ponieważ, tłumaczy, to „nie może być pokazane… przynajmniej nie przez »związek przyczynowo-skutkowy«”. Zamiast demonstrować, jak bądź dlaczego ludzie wybrali bycie dobrymi, Ágnes wskazuje przykłady, poznaje nas z dobrymi ludźmi i, by użyć jej słów, towarzyszy im w ich życiu.

A Philosophy of Morals (Filozofii moralności), drugim tomie jej trylogii poświęconej etyce i moralności, Ágnes towarzyszy swojemu ojcu w jego życiu. Ja postaram się potowarzyszyć Ágnes w jej, nie jako filozofka, ale jako antropolożka, historyczka i przyjaciółka. Opierać się będę na różnych źródłach. Należą do nich jej autobiograficzne uwagi o życiu, które kształtowała – jak nam mówiła – wedle tego, czego nauczyła się od swojego ojca. Korzystam też z uwag innych, którzy pisali o Ágnes, oraz z moich własnych doświadczeń z nią, obejmujących wiele godzin nagranych rozmów o jej życiu, z których fragmenty opublikowałam w historii New School. Ágnes czytała, co o niej napisałam, uważnie i krytycznie, poprawiając wkradające się tam błędy faktograficzne i wytwory wyobraźni.

Entuzjazm dla życia

Według Ágnes jej ojciec Pál Heller oraz babcia ze strony ojca Sophie Meller nauczyli ją, co to znaczy być dobrym człowiekiem: „Aż do czasów gdy zaczęłam studia, to ojciec i babcia mieli na mnie największy wpływ, zarówno intelektualny, jak i moralny. Uwzględniłam ich, czy też ich charaktery, w mojej książce o etyce. O polityce uczyłam się od ojca, już w wieku czterech lat, a o miłości do książek od babci Sophie, gdy zaczęłam szkołę”. Oboje zmarli w 1944 r. – ojciec Ágnes w Auschwitz, a babcia z przyczyn naturalnych miesiąc przed tym jak Niemcy rozpoczęli okupację Węgier.

Ojciec Ágnes pochodził z wykształconej rodziny austriackich Żydów, jej matka Angyalka Ligeti z drobnomieszczańskiej rodziny Żydów węgierskich. Nie mieli ze sobą „absolutnie nic wspólnego”, wspominała Ágnes, ale żyli razem bardzo szczęśliwie, ponieważ żadne z nich nie lubiło walczyć: „Oboje mieli skłonność do radości, do traktowania się dobrze. Życie było ciągłym świętowaniem. Gdy robiło się chłodno, ojciec rozpalał ogień”.

Rodzice Ágnes dzielili się entuzjazmem dla życia ze swoją córką. Szczególnie jej ojciec zawsze sprawiał, że czuła się kimś specjalnym, i zachęcał ją do stawiania sobie ambitnych celów. Powinna stać się kompozytorką lub filozofką. „Uwielbiałam słuchać, jak mój ojciec opowiadał takie szalone rzeczy – śmiała się – ponieważ były to najbardziej nieprawdopodobne zawody, które dziewczyna mogła wykonywać”. Jej własnym marzeniem było stać się naukowcem – tak jak Maria Skłodowska-Curie.

Pál Heller był z zawodu prawnikiem, ale rzadko praktykował. Gdyby urodził się później, dodawała Ágnes, ludzie nazywaliby go „hipisem”. Lubił robić wszystko z wyjątkiem zarabiania na życie. Jej matka była osobą, która utrzymywała rodzinę, pracując jako modystka. To ona troszczyła się o pieniądze, mimo iż zarabiała bardzo niewiele.

Choć Pál Heller był politycznie postępowy, nie miał żadnej sympatii dla socjalizmu bądź komunizmu. Chciał żyć w demokratycznym społeczeństwie, tłumaczyła Ágnes, które chroniłoby prawa obywateli. Skoro jego krąg przyjaciół z międzywojennych Węgier skłaniał się bardziej na lewo niż on, długo pozostawał samotnikiem bez politycznej wspólnoty. Aż do 1933 r.: „Pierwszą sprawą, w którą się wpasował, był antyfaszyzm. Wtedy zaczął działać”.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Ojciec Ágnes dołączył do grupy, która dostarczała fałszywe paszporty Żydom i nieżydowskim uchodźcom politycznym, pomagając im, gdy było to możliwe, wydostać się z Europy. Z tego powodu, że wyglądał na Aryjczyka i znakomicie mówił po niemiecku, jego grupa antyfaszystowskich działaczy wysyłała go do Niemiec na specjalne misje. W trakcie tych wyjazdów jadał tylko w restauracjach, które odmawiały obsługiwania Żydów. Była to kwestia zasad, mówił, a przy okazji miał wielką przyjemność z łamania prawa – dodawała Ágnes z podziwem.

Potrzebujesz tylko trochę więcej szczęścia

Węgierski rząd nie czekał na nadejście Hitlera z wprowadzaniem restrykcji dla swoich żydowskich obywateli. W 1920 r. Węgry stały się pierwszym krajem w międzywojennej Europie, który ograniczył liczbę Żydów mogących studiować na uniwersytecie. Latem 1939 r., gdy Ágnes miała 10 lat, Węgry objęły numerus clausus także uczniów szkół ponadpodstawowych, wprowadzając te działania 15 miesięcy przed tym, gdy oficjalnie dołączyły do państw osi – Niemiec, Włoch i Japonii.

Rząd Miklósa Horthyego ogłosił tę nową politykę kilka tygodni przed rozpoczęciem roku szkolnego, mając na celu wywołanie jak największego chaosu w tysiącach rodzin, które w ostatnich dniach sierpnia, skołowane, zaczęły szukać miejsca dla dzieci w prywatnych żydowskich szkołach, gdy te – nie wiedząc wszak o niczym – nie przygotowały wystarczającej liczby miejsc. Dzięki ciotce, uczącej w jednej z żydowskich szkół, Ágnes należała do tych, którym się poszczęściło. I tak zaczęło się jej formalne wprowadzenie w judaizm i żydowską kulturę, której jej świeccy rodzice nigdy nie zamierzali jej przekazywać.

Pewnego razu jeden z przyjaciół zapytał Pála Hellera, dlaczego nie przeszedł na chrześcijaństwo, skoro i tak nie wierzy w żydowskiego Boga. Dlatego, odpowiedział mu ojciec Ágnes, że nie wierzy również w Boga chrześcijańskiego, a co więcej – nie wierzy w uciekanie z tonącego okrętu.

Nie żeby mogło mu to zresztą pomóc: rodzice Ferenca Fehéra dokonali konwersji, ale cała rodzina i tak skończyła w centralnym getcie Budapesztu, ponieważ jego dziadkowie byli Żydami.

19 marca 1944 r. niemiecka armia zajęła Węgry. Miesiąc później, 14 kwietnia, nazistowscy żołnierze zaaresztowali ojca Ágnes, ale widząc jego paszport, oddali go natychmiast w ręce węgierskich władz. Jak tłumaczy Ágnes, Niemcy „byli ludźmi przestrzegającymi prawa”. Gdy Węgrzy spostrzegli, że Pál Heller jest Żydem, wysłali go do obozu na Węgrzech, „a stamtąd, 20 czerwca, do Auschwitz”.

Pál Heller nie miał złudzeń co do tego, co się z nim stanie. Przygotowując się na nieuchronne, spisał swoją ostatnią wolę i testament kilka tygodni przed aresztowaniem przez Niemców. Jego słowa pojawiły się we wstępie do A Philosophy of Morals, jako dowód, wyjaśniała Ágnes, że „w tej książce niczego nie wymyśliłam. Spisałam tylko wariacje na temat przekazane mi przez mojego ojca”: „Moja droga córeczko, Agi. Gdy będziesz o mnie myśleć, proszę, pamiętaj, że jeśli wybierzesz drogę miłości, będziesz żyć życiem pełnym harmonii i dostatku. Wszystko, czego potrzebujesz, to trochę więcej szczęścia, niż miał go Twój ojciec, wówczas wszystko będzie dobrze… Mimo tego, co działo się w ostatnich latach, nie straciłem mojej wiary (…). Zło może dziś tryumfować – ale dobro na końcu zwycięży. Każdy dobry człowiek wnosi swój mały kawałek do tego ostatecznego zwycięstwa (…). Proszę, zachowaj przyjazne i szczęśliwe wspomnienia o mnie”.

Ágnes jako filozofka wyjaśniała, że ojciec nie wymyśla filozofii moralnej. „On tylko opisywał moralne akty i zachowania, które uważał, w swoim świecie, za najbardziej wzorcowe”, oparte na ludziach, jakich znał. Natomiast ona opisuje „akty i charakter »dobrego człowieka« wedle wzoru swojego ojca (…). Postanowiłam naśladować przyzwoitego człowieka w jego życiowej drodze, poczynając od najprostszych wyborów w życiu codziennym po ostateczne konflikty moralne, sytuacje graniczne. Nie wszyscy ludzie idą tą drogą do końca. Mój ojciec, owszem”.

Straszną pokusą jest dobroć

W maju 1944 r. budapeszteńscy Żydzi zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domostw i przeniesienia się do specjalnie wyznaczonych domów „z żółtą gwiazdą”; był to pierwszy etap przed zapędzeniem ich do naprędce stworzonego getta. W połowie października armia sowiecka zaczęła okrążać całe Węgry z wyjątkiem zachodniej granicy, przez którą wycofywały się wojska okupacyjne. Zakładając, że wojna się niedługo skończy, Horthy próbował zmienić stronę, ogłaszając 15 października przez radio, że poddaje się aliantom. Niemieckie władze odpowiedziały na to aresztowaniem syna Horthyego, po którym regent szybko ustąpił, oddając władzę w kraju strzałokrzyżowcom, węgierskiej partii faszystowskiej.

Kilka tygodni później strzałokrzyżowcy nakazali budapeszteńskim Żydom opuszczenie domów z gwiazdą. Dali im kilka dni na zapakowanie resztek rzeczy, które były jeszcze w ich posiadaniu. Każdy, kto przekroczyłby termin, miał być z miejsca deportowany. Zdecydowana większość Żydów została stłoczona w nowo powstałym getcie centralnym. Ci ze specjalnymi dokumentami wydanymi przez Watykan, Hiszpanię, Szwecję bądź Szwajcarię zostali odcięci w tzw. domach międzynarodowych umieszczonych poza murami getta. Mimo iż Ágnes i jej matka nie miały specjalnych dokumentów, dzięki znajomej kobiecie zostały wysłane do podziemnej kwatery grupy syjonistycznej, gdzie wytwarzano fałszywe szwajcarskie paszporty

Gdy zdobyły dokumenty, było już późno. Krążyła plotka, że gwardziści strzałokrzyżowców rozrywają na strzępy paszporty tych Żydów, którzy czekali do ostatniej chwili, i wysyłali ich z pustymi rękami do getta. Nawet ci, którzy posiadali „autentyczne” dokumenty, nie byli dłużej bezpieczni. Spodziewając się najgorszego, Ágnes zaczęła układać swój plan, który brał pod uwagę jej odpowiedzialność nie tylko za siebie i za matkę, ale także za trzy inne rodziny będące w tym samym położeniu. Będą mogli przejść, wnioskowała Ágnes, jeśli przyjdą do domów międzynarodowych w asyście niemieckiego żołnierza. Żaden strzałokrzyżowiec nie zakwestionuje zdania nazisty, w to chciała wierzyć 15-letnia dziewczyna. Warto było przynajmniej spróbować.

Ágnes rozglądała się za jakimś członkiem Wehrmachtu. Lepiej byłoby spróbować z nimi, niż zbliżać się do SS. Żołnierz stojący sam, bez presji kolegów, mógł zareagować jak przyzwoita ludzka istota i zgodzić się towarzyszyć tej małej grupce. Jej plan zadziałał i weszli bez trudności.

Jako studentka po wojnie natknęła się na poruszający werset w Kaukaskim kole kredowym Bertolta Brechta, który przypomniał jej o tym przyzwoitym niemieckim żołnierzu: „O jakże straszną pokusą jest dobroć”.

W ostatnich tygodniach wojny Ágnes zobaczyła, że los Żydów, którzy pozostali w Budapeszcie, nie zawsze był lepszy od losu tych, którzy zostali deportowani. Gwardziści od strzałokrzyżowców zaczęli robić cykliczne, acz trudne do przewidzenia, obławy na ludzi z gett. Kazali im maszerować nad Dunaj, gdzie rozstrzeliwali ich na oczach przerażonych świadków, których odsyłali z powrotem do getta, tylko po to, by powtórzyć to samo kilka dni później. „To było swego rodzaju gra”, mówiła Ágnes, którą ona i jej matka cudem przeżyły. Egzystowały na krawędzi głodu – „niekończącego się Jom Kippur” – aż do 17 stycznia 1945 r., kiedy sowiecka armia wyzwoliła centralne budapeszteńskie getto i domy międzynarodowe.

Najważniejsza rzecz na świecie

Między 1945 a 1947 r. Ágnes ukończyła dwa ostatnie lata szkoły średniej. Jako maturzystka ze świetnymi wynikami dostała się na uniwersytet we wrześniu 1947 r., marząc o tym, by stać się następczynią madame Curie. Wtedy, po kilku tygodniach pierwszego semestru, porzuciła chemię i fizykę dla filozofii, a mówiąc precyzyjniej: dla Györgya Lukácsa. W późniejszych latach Ágnes z przyjemnością przywoływała to, co można opisać jedynie jako młodzieńczą coup de foudre: „Miałam chłopaka, który był uczniem Lukácsa. Chciał, abym towarzyszyła mu na jednych z zajęć filozoficznych. Mówiłam mu: »Nie jestem tym zainteresowana«. Filozofia nie była prawdziwą nauką, a ja chciałam być przecież naukowcem”. W końcu, aby sprawić mu przyjemność, zgodziła się przyjść na wykład Lukácsa w ramach zajęć z historii filozofii kultury. „Gdy zasiadłam w sali – wspomina – nie rozumiałam ani słowa z tego, o czym była mowa”. Miała jednak poczucie, że to nie tylko coś ważnego, ale że to „najważniejsza rzecz na świecie”. Musiała zrozumieć. Musiała nauczyć się tego „nowego sposobu myślenia”, który był tak różny od sposobu rozwiązywania problemów znanych jej z zajęć przyrodniczych czy matematycznych. Tym, co ją zafascynowało u Lukácsa, była idea, że kwestie, które podnosił, uporczywie trwały. Nie miały żadnych ostatecznych odpowiedzi. Żadnych siedmiu formuł, żadnego zbioru reguł. Nieważne, jak mądrzy byliby filozofowie, wracają wciąż i wciąż do tych samych pytań.

Gdy Ágnes zaczęła studia, jak wspominała, nie interesowała się węgierską polityką. Zrobiła po prostu to, czego od niej oczekiwano, i dołączyła do Komunistycznej Partii Węgier. Jednakże gdy stała się studentką Lukácsa, została również „żarliwą marksistką”. Z młodzieńczym przekonaniem, dodaje Ágnes, uważała: „Skoro Lukács był marksistą, a ja stałam się jego uczennicą, to muszę być też marksistką”. Nie tylko marksistką, ale i komunistką. Miało to wciąż sens w 1947 r., tłumaczy, gdy przyciągnięto właśnie 1,2 mln nowych członków z entuzjazmem wspierających partię ludzi z utopijnymi ideałami. Dwa lata później, podczas tzw. partyjnych czystek, partia straciła swoją szeroką popularność. „To był początek stalinizacji, gdy 400 tys. członków węgierskiej partii zostało z niej usuniętych”. Pośród wielu innych celów władze oskarżyły również Lukácsa o bycie „rewizjonistą”. Mimo iż nie wyrzuciły go z partii, to odsunęły go od nauczania na rok; kara wywołała oczekiwany efekt, odstraszając znaczną grupę jego słuchaczy. Gdy wrócił w 1950 r., czekało na niego dwoje studentów: Ágnes i jej chłopak István Hermann, za którego wyszła rok wcześniej. Zachowując wierność wobec Lukácsa, Ágnes „została zdegradowana do tzw. tymczasowego członkostwa w partii, ponieważ”, wyjaśniała, „uważali mnie za osobę »niegodną zaufania«, w czym mieli absolutną rację”.

Patrząc wstecz na lata swoich studiów, Ágnes pisała: „Największym fartem w moim życiu było to, że zostałam uczennicą Györgya Lukácsa. Bez niego nigdy nie zostałabym filozofką (…). Nie mogę myśleć o takiej możliwości; retrospektywnie obawiam się nawet o tym wspominać. Lukács wpłynął na mnie głęboko, szczególnie na początku”. Lecz nawet wówczas, jako młoda studentka, potrafiła zachować swoją niezależność.

Lukács namawiał Ágnes, by poświęciła swoją rozprawę doktorską estetyce; Ágnes chciała ją pisać z etyki. Gdy nalegała, Lukács odparł, że w takim razie powinna zrobić doktorat z etyki Lenina. Ona znów się opierała, przekonując w końcu swojego nauczyciela, by pozwolił jej badać pisma rosyjskiego pisarza Nikołaja Czernyszewskiego. Bądź co bądź Lenin w dużym stopniu opierał się na jego pracach, nawet zapożyczając tytuł z powieści Czernyszewskiego Co robić? dla swojej słynnej rozprawy. Ze względu na Lukácsa Ágnes dodała uwagę we wstępie swojego doktoratu, iż napisała o etyce przedmarksisty Czernyszewskiego, przygotowując się do pracy o etyce Lenina.

Nigdy jednak nie poszła tą drogą, ponieważ, jak to ujęła lata później, „etyka Lenina nie istniała”.

Swoją drugą pracę napisała o etyce Arystotelesa.

Po uzyskaniu doktoratu w 1955 r. została zatrudniona przez Lukácsa jako adiunktka z zakresu estetyki i filozofii kultury na Wydziale Humanistycznym uczelni, która dziś nazywa się Uniwersytetem Loránda Eötvösa. Przeciwstawiając się istniejącej tradycji, zapoznawała studentów z pracami pisanymi po 1848 r., dodając z dumą, że prowadziła pierwsze na Węgrzech zajęcia o fenomenologii i egzystencjalizmie, koncentrując się w szczególności na pracach Husserla i Kierkegaarda. Mimo iż Lukács uważał to za kolosalną stratę czasu, nie powstrzymywał jej. Wręcz przeciwnie: on i jego koledzy nagrodzili Ágnes za niezależność, wyznaczając ją na pierwszą powojenną redaktorkę „Węgierskiego Czasopisma Filozoficznego” („Magyar Filozófiai Szemle”). Dwanaście miesięcy później jej uniwersytecka kariera na Węgrzech z dnia na dzień się skończyła – aż do 1989 r.

Zawsze ma się czas

Ágnes opisywała rok 1956 jako „rok wielkich nadziei”. Mówiąc za siebie i Ferenca Fehéra – którego poślubiła w 1963 r. – Ágnes odnotowywała: „Nasze najpiękniejsze i najbardziej trwałe doświadczenie polityczne związane jest z rokiem 1956”. Trwałe, oczywiście w znaczeniu oddziaływania na resztę ich życia, ponieważ rewolucja węgierska trwała tylko 18 dni, od 23 października do 10 listopada. Kiedy tej jesieni premier Imre Nagy formował swój koalicyjny rząd, uwzględnił uznanych intelektualistów takich jak Lukács, którzy należeli do partii, ale podzielali pragnienie Nagya, by stworzyć na Węgrzech wielopartyjny system polityczny.

Gdy armia sowiecka dokonała inwazji i usunęła nowy rząd, władze aresztowały Nagya i jego ministrów, w tym Lukácsa, i deportowały ich do Rumunii. Rok później, w 1957 r., uwolniły filozofa i pozwoliły wrócić do Budapesztu, oszczędzając mu losu Nagya i jego najbliższych współpracowników. Został jednak wyrzucony z partii.

Po powrocie do Budapesztu Lukács uznał swoje błędy i wycofał się z życia publicznego. Kilka lat później, na początku lat 60., partia pozwoliła najsłynniejszemu filozofowi Węgier wrócić na dawną pozycję i cieszyć się w ostatnich latach przynajmniej szacunkiem, jeśli nie do końca zaufaniem komunistycznych władz. Zmarł w 1971 r., w wieku 86 lat.

Gdy Lukács wypadł z łask partii, jego uczniowie podzielili jego los. W 1956 r. Ágnes została nie zdegradowana, lecz wyrzucona z partii – tym razem na dobre. Jeszcze bardziej bolesne było to, że straciła miejsce na uniwersytecie i posadę redaktora „Węgierskiego Czasopisma Filozoficznego”: „Nie mogłam przekraczać bram uniwersytetu – wspomina – aż do 1990 r. Uważano mnie za zagrożenie dla studentów”. Dwa lata później władze dały jej stanowisko w szkole średniej, gdzie uczyła języka i literatury węgierskiej. „Niezłe ćwiczenie”, przyznawała, choć na początku przerażało ją prowadzenie 22 godz. zajęć w tygodniu: „Obawiałam się, że nie będę mieć czasu na filozofię, ale jakoś zawsze ma się czas, jeśli coś się naprawdę chce zrobić”.

Przez kilka lat po 1956 r. władze nie pozwalały jej opublikować niczego prócz wstępów do nowych wydań klasycznych filozoficznych tekstów. Sytuacja poprawiła się na początku lat 60., gdy wraz z rehabilitacją Lukácsa partia dodatkowo pozwoliła również jego ulubionej studentce opublikować kilka swoich prac. Wtedy też, w 1963 r., raz jeszcze dzięki Lukácsowi, Instytut Socjologii zaoferował Ágnes etat badawczy. Wciąż nie mogła jednak uczyć na uniwersytecie. W tym samym roku Ágnes, Ferenc, György Márkus oraz Mihály Vajda stworzyli filozoficzną szkołę budapeszteńską.

Pójście w świat

To właśnie w tym okresie Ágnes i inni członkowie szkoły budapeszteńskiej „poszli w świat”, jak to ujęła, początkowo niemal niedostrzegalnie. Ich pisma ukazały się w tłumaczeniu serbsko-chorwackim, a następnie powoli także w innych językach. W 1965 r. zaproszono Ágnes na międzynarodową szkołę letnią na wyspie Korczula, której pierwsze spotkanie odbyło się w 1962 r. i która przyciągała lewicowych intelektualistów z całej Europy i USA, z uwzględnieniem takich luminarzy jak Habermas, Marcuse i Kołakowski. Ágnes opisywała to wydarzenie: „Wszyscy tam byli lewicowcami, ale różnego typu; wszyscy byli antysowieccy (choć nie wszyscy byli antykomunistami); wszyscy chcieli zrzucić ciężar sowieckiego typu ideologii w ramach marksizmu (…). W ten rodzaju dyskursu zostałam wrzucona w sierpniu 1965 r. i nie wychodziłam z niego przez ponad dekadę”.

W 1967 r. opublikowała A mindennapi élet (Życie codzienne), która stała się jej najczęściej czytaną książką. W tym okresie jednakże kilka lat zajęło jej wydanie na Zachodzie; stało się to dopiero po jej kolejnej książce, poświęconej teorii potrzeb u Marksa. Antystalinowscy włoscy komuniści jako pierwsi wydali tłumaczenie ich obu. Potem szybko pojawiły się wydania w innych językach. Dzięki tym dwóch pracom Ágnes zdobyła szerokie grono czytelników pośród zachodnioeuropejskich intelektualistów z kręgu nowej lewicy.

Latem 1968 r. Ágnes wróciła na Korczulę razem z czworgiem innych kolegów z Węgier (György i Maria Márkus, Vilmos Sós oraz Zádor Tordai). Jak odnotowuje filozof Richard Bernstein: „Każdy znaczący lewicowiec ze Wschodu i Zachodu” tam był, uwzględniając „wszystkich przywódców ruchu studenckiego z Niemiec, Europy Wschodniej i USA”. Dyskusje trwały, gdy 20 sierpnia sowieckie czołgi wjechały do Pragi.

Korzystając ze względnej wolności, jaką mieli w Jugosławii, piątka Węgrów napisała deklarację sprzeciwiającą się sowieckiej inwazji w Czechosłowacji, niezależną od zbiorowego stanowiska sygnowanego przez wszystkich obecnych na Korczuli. Podpisując się jako węgierscy intelektualiści, krytykowali wstydliwą kolaborację ich państwa i innych członków Układu Warszawskiego. Udało im się przekazać ich „deklarację korczulańską” w ręce dziennikarza Agence France Presse, który oddał ją do „Le Figaro”. Dziennik opublikował ją trzy dni później.

Chronieni przez Lukácsa Ágnes i jej koledzy nie stracili pracy, lecz ona nie mogła już dłużej opuszczać Węgier. Niemniej po śmierci Lukácsa władze postanowiły wziąć odwet na Ágnes i innych przedstawicielach szkoły budapeszteńskiej.

W 1973 r. wysoko postawieni członkowie partii komunistycznej rozpętali coś, co z czasem stało się znane jako „proces filozofów” – nie żeby jednak rzeczywiście miał miejsce proces. Rezygnując z wszelkich pozorów prawnej procedury, wyrzucono przywódców szkoły budapeszteńskiej z węgierskiej wspólnoty akademickiej, oskarża jąc ich o „prawicowe odchylenie”. Nie mogąc podjąć pracy – nawet w szkole średniej – Ágnes i Ferenc postanowili spróbować wyemigrować. Ich sytuacja była wprawdzie lepsza niż w Polsce bądź Czechosłowacji, gdzie dysydenci byli wsadzani do więzień, ale wciąż nie do zniesienia. Chcieli się wydostać.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Opuszczenie kraju stało się nieco łatwiejsze po 1975 r., gdy Węgry podpisały Akt końcowy KBWE w Helsinkach, który uznawał prawa obywateli ze wschodnioeuropejskich państw komunistycznych (z wyjątkiem Albanii) do emigracji na Zachód, jeśli mają tam rzeczywistą ofertę pracy. W 1977 r. przyjaciel Ágnes Iván Szelényi dowiedział się o otwarciu Katedry Socjologii na La Trobe University w Melbourne, w Australii. On sam wyemigrował w 1974 r. i uczył w Adelajdzie. Ze swojej bazy w południowej Australii Szelényi zaaplikował o stanowisko w imieniu Ágnes. Szef katedry odpowiedział natychmiast, że on i jego koledzy byliby zachwyceni, gdyby Ágnes rozważyła objęcie posady na ich uczelni. Gdyby zgodziła się na rozmowę kwalifikacyjną, opłaciliby jej wszelkie koszty przejazdu; oferta hojna, ale bezużyteczna wobec problemu z wizą. „W końcu – opowiadała Ágnes – zrozumieli” i wysłali jednego z pracowników spędzających swój roczny urlop naukowy w Wiedniu, aby odwiedził ją w Budapeszcie. Na podstawie takiej rozmowy La Trobe dało Ágnes pracę, dzięki której mogła uzyskać stałą wizę dla siebie i całej rodziny. Jednakże ani matka Ágnes, ani jej córka Zsuzsa nie chciały wyjeżdżać. Tylko Ferenc i ich syn Gyuri pojechali razem z nią. Niedługo później australijska społeczność naukowa zaoferowała pracę również Ferencowi.

Z Australii Ágnes i Ferenc przenieśli się w 1986 r. do New School. Jak już wspominałam, po śmierci Ferenca w 1994 r. Ágnes rozpoczęła nowy rozdział w swoim życiu, który nazwała „latami wędrówki, jednak bez próby naśladowania Goetheańskiego Wilhelma Meistra”. Mimo wszystkich podróży wciąż pisała w gorączkowym tempie, głównie na temat estetyki – w końcu przyjmując radę Lukácsa.

***

Od początku lat 90. aż do dnia śmierci Ágnes otrzymywała liczne nagrody i odznaczenia w uznaniu jej naukowego dorobku, m.in. bardzo prestiżową Nagrodę Sonning. Jej ostatnim znaczącym wyróżnieniem była Nagroda Nietzschego przyznana jej pośmiertnie w październiku (2019). Ágnes dostała rozliczne odznaczenia za swoją polityczną odwagę i pracę na rzecz praw człowieka. Mówiła, że była szczególnie poruszona, gdy w 2008 r. Republika Czeska podziękowała jej za postawę podczas sowieckiej inwazji w sierpniu 1968 r.

Przez lata Ágnes pozostawała politycznie zaangażowana jako intelektualistka publiczna, pojawiając się regularnie w telewizji i radiu oraz pisząc artykuły dla liberalnych gazet.

W drugiej dekadzie XXI w. jej czytelnicy, jak politolog András Bozóki, opisywali ją w „The New York Times” jako „wzorzec wolnomyślicielki i wolnej obywatelki (…), która wierzy, podobnie jak Hannah Arendt, iż rolą intelektualistów jest obywatelskie zaangażowanie”. Miała jednak również wielu wrogów, a część dysponowała polityczną siłą i atakowała ją zjadliwie za przeciwstawianie się rządowi Viktora Orbána, którego prawicowa partia Fidesz rządzi na Węgrzech od 2010 r.

Orbán i jego zwolennicy po kawałku ograniczali wolność prasy i inne prawa chronione w liberalnych demokracjach, a także wzięli na cel Ágnes i jej przyjaciół, wytaczając im sprawę w sądzie. W 2011 r. oskarżyli ją i Mihálya Vajdę o zdefraudowanie rządowych funduszy badawczych. W kolejnym roku sąd umorzył sprawę ze względu na brak dowodów, ale nagonka na tzw. bandę Heller była kontynuowana przez „Magyar Nemzet”, wpływowe pismo radykalnej prawicy. Przeciwstawiając się tym atakom, Ágnes otwarcie wypowiadała się aż do dnia śmierci – o czym mogli się przekonać czytelnicy „Social Research” (numer wiosenny 2019), w którym zamieszczono jej esej o zagrożeniach dla wolności na Węgrzech.

Na zakończenie chciałabym powiedzieć, że próbowałam towarzyszyć Ágnes w jej drodze życiowej, koncentrując się na wyborach, których dokonywała w sytuacjach granicznych. Ale dobrzy ludzie, i to Ágnes nam pokazywała, są również przyzwoici w najprostszych decyzjach, które podejmują w swoim codziennym życiu.

Tłumaczył Michał Jędrzejek

Tekst jest skróconą wersją przemówienia wygłoszonego podczas sympozjum Celebrating Ágnes Heller, które odbyło się 7-8 lutego 2020 r. w New School (Nowy Jork).

Kup numer