il. Jagna Wróblewska
Wioletta Grzegorzewska październik 2020

Czasu przezwyciężanie

Wiesław Myśliwski stał się w Polsce klasykiem, pisarzem oswojonym, pozornie rozpracowanym i niestety odczytywanym przez klisze.

Artykuł z numeru

Wiesław Myśliwski. Słuch absolutny

Czytaj także

Stanisław Baj

Biblia mojej codzienności

że piewca kultury wiejskiej, przedstawiciel nurtu chłopskiego, że stosunek u niego do języka też chłopski, nabożny, że jego książki są medytacją nad ludzkim losem, szukaniem ukrytych sensów życia i uniwersalnych prawd o świecie i człowieku. Myśliwski, któremu ciążą takie kategoryzacje, odbija czasem piłeczkę, mówiąc z zawadiackim uśmiechem na twarzy, że posiada twardy ołówek 3H, ale częściej pisze gumką, czyli – jak rozumiem – przede wszystkim ściera, oraz że kategoria losu ludzkiego nie istnieje, jest jedną z jego udręk, ponieważ nie odpowiadają mu żadne definicje losu. „Los jest kategorią intelektualną – przyznaje w Rozmowach poszczególnych Filipa Dzierżawskiego. – Dane jest nam życie, nie los. Los jest zabiegiem naszego umysłu, naszej świadomości. Musimy w życiu wyeliminować przypadkowość, a w związku z tym musimy życiu nadać rangę losu”.

Wiele lat temu po lekturze Kamienia na kamieniu, poruszona tą książką, postanowiłam, podobnie jak jej bohater, Szymon Pietruszka, ukroić kromkę chleba, tak cieniusieńko, żeby prześwitywał przez nią świat. W tym symbolicznym przypatrywaniu się światu przez kromkę chleba dopatrzyłam się analogii do sposobu budowania narracji przez Wiesława Myśliwskiego i kiedy po latach myślę o jego powieściach, słyszę stukot kopyt na kamiennej drodze, szczekanie Kruczka, melodię tanga, melancholijne i rozproszone głosy ludzi, którzy gwarzą o świecie z dozą wyrozumiałości. „Ta wyrozumiałość jest mieszanką goryczy i godności, strachu i wzniosłości, poczuciem zbawienia i klęski” (Kamień na kamieniu).

Myśliwski pokazuje jednostki będące w zawieszeniu, w chwilach zadumy, w takim czasie, w którym życie nie jest za nimi czy przed nimi, lecz z nimi, wypełnia ich pamięć po brzegi i wciąż na nowo określa ich tożsamość: „Jak teraźniejszość obecne całe w sobie, całe w swej okazałej pospolitości” (Nagi sad). To opisywanie „okazałej pospolitości” wydaje mi się czymś istotnym. Krojenie chleba, łuskanie fasoli, rąbanie drewna, rozpalanie w piecu, gotowanie rosołu, wszystkie te codzienne i zwykłe czynności tworzą splot dni i w tym misternie utkanym gobelinie ludzi, zwykle ciężko doświadczonych przez życie, trapią ich wewnętrzne konflikty. Narratorzy w swych bogatych monologach próbują się na oczach czytelnika dookreślić, wydobywają się z czasu, jak orzech z łupiny, stają się. A pamięć, która czasem jest zawodna, formuje ich od nowa. Ludzie zawieszeni w pamięci, między pragnieniem zachowania tego, co było, tego, co jest i będzie, między starym a nowym i niezbyt wspaniałym światem, w pajęczynie pamięci. Nie chodzi jednak o żonglowanie retrospekcjami, symultaniczną narrację, która tasuje różne płaszczyzny czasowe lub po proustowsku jest symbolicznym maczaniem magdalenki w herbacie. Myśliwskiemu nie chodzi raczej o walkę z czasem, trzymanie ręki, albo raczej pióra, na coraz słabszym pulsie świata polskiej prowincji. Pisarz podkreśla w wywiadach, że pisze intuicyjnie.

Dobra opowieść snuje się we wszystkie strony, nie podlega regułom czasu, bo ten rozlewa się w niej jak strumyk, który nagle wytrysnął spod ziemi. Żywioł opowieści jest najważniejszy.

W Kamieniu na kamieniu bohater istnieje w czasie relatywnym, mówi w taki sposób o swoim życiu, jakby opowiadał mit: „Czasem tylko się poczochrał”, „Czasem się tylko furażerkę na tym krzyżu powiesiło”, „Czasem lepiej wcale nie pamiętać”, „Czasem tylko nogą fiknie”, „Czasem tylko w kącie przy drzwiach”, „Czasem tylko wpadł sekretarz”, „Czasem żal mi ich było”. Czas przepływa przez bohaterów. W zwolnionych kadrach jak na obrazach Pietera Bruegla starszego, który, tak à propos, także był nazywany „chłopskim”, ludzie zastygają w codziennej krzątaninie. „Człowiek wmówił sobie, że ma za krótkie życie, w związku z czym zwykł się tłumaczyć ustawicznym brakiem czasu. Tylko, powiedzmy, gdyby żył dwa razy dłużej, miałby go więcej? Wątpię. Jeśliby komuś udało się skonstruować zegar, który odmierzałby człowiekowi czas zmarnowany, pusty, i czas pełny, poświęcony jakiemuś pożytkowi, choćby własnemu, okazałoby się, że większość życia zmarnował. Więc może i tak życie dane jest nam w nadmiarze” (Ostatnie rozdanie).

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Urodzony w wiosce województwa świętokrzyskiego, Dwikozach, syn mieszczanina oddaje głos ludziom ze stanów najniższych. W jego powieściach przemawiają rzemieślnicy: szewcy, krawcy, zegarmistrze, którzy zwykle byli tłem wielkiej historii i dramatów klas wyższych, arystokracji i królów, ludzi odnotowanych w kronikach.

Mówią wykluczeni, ludzie pracy na roli, którym nie było dane wykształcenie, choć znają się na swoim fachu. Pisarz podnosi ich istnienie, unaocznia ich, wskazuje na ich wrodzoną mądrość, przebiegłość, doświadczenie oraz umiejętność przetrwania, którą według podręczników psychologii nazywamy inteligencją. Hierarchia świata, o którym opowiada Myśliwski, jest patriarchalna: „Matka prawdopodobnie gotuje obiad, bo cóż by innego mogła robić w tę letnią, słoneczną niedzielę…” (Widnokrąg). W takim świecie żyją jego bohaterowie, w takiej rzeczywistości się urodzili, byli wychowywani i innej nie znają, od wieków jest w taki sposób ona poukładana, ale ja mam wrażenie, że pisarz taki układ dyskretnie odwraca, nadając im wyjątkową funkcję. Kobiety dzięki wrażliwości stają się kontrapunktem do odczuwania narratora, bohaterowie w ich słowach często się przeglądają, słuchają się ich, postacie kobiece bywają siłą napędową zdarzeń, na przykład Maria w Ostatnim rozdaniu. Pisarz portretuje kobiety spychane w patriarchalnym społeczeństwie na margines: samotne matki, kobiety starsze, zdane tylko na siebie. Joanna Bator spytała Myśliwskiego o to, jak udaje mu się konstruować tak doskonałe powieściowe monologi kobiet. „Umiem ich słuchać. Podczas stanu wojennego byłem głównym zaopatrzeniowcem naszego domu i spędzałem mnóstwo czasu w kolejkach. Wcale mnie to nie nudziło – stały tam ze mną głównie kobiety i wtedy nasłuchałem się za wszystkie czasy. Ich opowieści były żywe, opowiadane krwistym, wspaniałym językiem”. Człowiek w jego powieściach żyje ze zwierzętami w symbiozie, jego życie upływa w ich towarzystwie. Ludzie żyją blisko natury, jadają w polu obiad na liściu chrzanu, uważają, że koń czy pies są istotami równymi człowiekowi lub stworzeniami od człowieka mądrzejszymi, z własną osobowością i pomyślunkiem: „Pies, jak człowiek, jest nieprzenikniony. Pan ma psa? To powinien pan mieć. Od psa można się dużo nauczyć” (Traktat o łuskaniu fasoli).

Na koniec przypomniało mi się, że dwa lata temu, w Nowym Jorku, podeszła do mnie czytelniczka z angielskim egzemplarzem Kamienia na kamieniu / Stone Upon Stone, w przekładzie Billa Johnstona, jak mi się teraz zdaje, z obrazem Nikifora na bordowej okładce, i poprosiła po angielsku, czy mogłabym umieścić Myśliwskiego, tego pisarza, który pięknie opisuje Polish countryside, polską wieś, na mapie literatury światowej. Zaskoczona tym pytaniem, podrapałam się po głowie: – No można go porównać – odparłam po chwili zastanowienia – z Johnem Steinbeckiem, Williamem Faulknerem czy Erskinem Caldwellem. – To dlaczego w takim razie ten Myśliwski nie dostał jeszcze Nobla? – zapytała, a potem zerknęła na zegarek i nie czekając na moją odpowiedź, znikła w tłumie ludzi wychodzących z budynku.

Kup numer