Patriarcha Wszechrusi Cyryl i minister obrony Rosji Siergiej Szojgu na uroczystości inaugurującej działalność Głównej Katedry Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej w Kubince w obwodzie moskiewskim, 14 czerwca 2020 r. fot. Andrey Rusov / AFP / East News
Siergiej Czapnin maj 2022

Cerkiew rozłamana

Cerkiew dostawała od państwa nie tylko brudne pieniądze, ale po prostu zapłatę za krew. Patriarcha Cyryl ma na swoich rękach krew niewinnych ofiar tej wojny i zmyć tej krwi nie będzie już w stanie.

Artykuł z numeru

Tu mówi Ukraina

Czytaj także

Janusz Poniewierski

Cyryl i jego metody

Rosyjski Kościół Prawosławny nigdy nie był monolitem, choć bardzo starano się podtrzymać mit jedności Cerkwi. Zarówno w  okresie sowieckim, jak i postsowieckim mistycznej jedności zawsze musiała towarzyszyć jedność ideologiczna. Patriarcha Cyryl, odkąd przejął cerkiewne zwierzchnictwo, domagał się tego szczególnie stanowczo. Po bezwzględne środki sięgał również wtedy, kiedy próbował ustrzec jedność geograficzną wspólnoty – uważając, że wszystkie kraje dawnego bloku sowieckiego powinny uznawać jego prymat, choć przyznawał im też pewien (jednym mniejszy, drugim większy) zakres wolności w podejmowaniu decyzji.

Do niedawna można było przyrównać rosyjską Cerkiew do „odświętnego kulebiaka” – nadzianego najróżniejszymi grupami, które się nawzajem nie znosiły, i zajmowały skrajnie różne pozycje na ideologicznym spektrum, ale wciąż znajdowały własne nisze i jakoś tam współistniały wewnątrz jednej Cerkwi. Sytuacja zmieniła się gwałtownie po ataku Rosji na Ukrainę. Dziś można już stwierdzić, że rosyjska Cerkiew uległa rozłamowi. Podzieliła się na trzy obozy. Kościelni notable, z patriarchą Cyrylem na czele, de facto pobłogosławili tę wojnę. Pojedyncze głosy sumienia opowiedziały się przeciwko i publicznie wyraziły niezgodę ze stanowiskiem patriarchy. Wreszcie pozostała trzecia, jak zawsze najliczniejsza, grupa wszystkich, którzy milczą i nie decydują się odezwać.

Błogosławieństwo dla wojny

„Oficjalna Cerkiew” bez wahań i wątpliwości wyraziła solidarność z działaniami reżimu Putina, który wypowiedział Ukrainie krwawą wojnę, i codziennie zachęca do modlitw w jego intencji. Najwyraźniej widać to w kazaniach duchownych na prowincji. Ks. Elizbar Orłow z obwodu rostowskiego otwarcie głosi, że rozpętana przez Rosję wojna ma religijną legitymizację: „Rosyjska armia tak jak przed wieloma laty oczyszcza świat z diabelskiej zarazy. Przez osiem długich lat Rosja dopominała się o pokój, rozsądek oraz sumienie, ale była wyśmiewana i wyklinana przez wariatów. A dziś, kiedy nasi żołnierze ofiarowują samych siebie, żeby uczłowieczyć zdziczałego od zupełnej samowoli sąsiada, mieszkający w Rosji wyrodni niegodziwcy, którzy przez osiem lat nie zauważali mordowania cywilnej ludności w Odessie, Mariupolu, Charkowie, Doniecku, Ługańsku i po całej Małorosji, obłudnie protestują, domagając się pokoju dla Ukrainy. W istocie zaś usprawiedliwiają zbrodnie ukraińskiej władzy i ludobójstwo własnego narodu”. W Rosji słychać mnóstwo równie „patriotycznych” kazań.

Duchowieństwo stolicy nie ustępuje tu pola. Oto co głosi jeden z najpopularniejszych moskiewskich kaznodziejów, protojerej Aleksandr Szargunow: „To, co się dzieje dziś na Ukrainie[i], to nie tylko anty-Rosja, konfrontacja ze strony zatrutego propagandą nienawiści do ludzi rosyjskich[ii] narodu ukraińskiego. To nie tylko wojna geopolityczna i ekonomiczna wypowiedziana Rosji przez Amerykę i Zachód, ale wojna duchowa. Chodzi w niej o to, aby zniszczyć człowieka rozumianego jako istota moralna i duchowa, żeby zaprowadzić wszędzie wolność od Bożych przykazań, uczynić normą szaleństwo Sodomy i Gomory, a wreszcie prawosławie zamienić jedynie w zewnętrzny pozór”.

Nie mogę, niestety, powiedzieć, że wybrałem tu wypowiedzi najradykalniejszych duchownych prawosławnych, które nie oddają powszechnych nastrojów w Cerkwi. Patriarcha Cyryl mówi mniej więcej to samo. W przeddzień Wielkiego Postu, kiedy w Ukrainie zaczął się już ostrzał miast i pojawiły się pierwsze ofiary wśród ludności cywilnej, patriarcha Cyryl wygłosił kazanie, które zszokowało wiele osób: „W Donbasie wystąpiła odmowa, zasadnicza odmowa przyjęcia tzw. wartości, które proponują dziś ludzie pretendujący do władzy nad światem. Obecnie istnieje taki test na lojalność wobec tej władzy, swego rodzaju przepustka do »szczęśliwego« świata, świata nadmiernej konsumpcji, świata pozornej »wolności«. Wiecie co to za test? To bardzo prosty, a zarazem obrzydliwy test – to gejowska parada. Żądanie wysuwane wobec wielu, żeby zorganizować taką gejowską paradę, stanowi test na lojalność właśnie wobec tego przepotężnego świata. A wiemy przecież, że jeśli ludzie albo kraje odmawiają takiemu żądaniu, to nie wpuszcza się ich do tego świata, stają się dla niego obcy”.

Patriarcha idzie nawet dalej i  wciąga swoją owczarnię w niebezpieczną awanturę, twierdząc, że „rozpoczęliśmy walkę, która ma nie fizyczne, ale metafizyczne znaczenie”.

Innymi słowy, oficjalna nauka Cerkwi całkowicie uprawomocnia i usprawiedliwia wojnę. To nauczanie zupełnie zgadza się z założeniami państwowej propagandy.

Co więcej, cerkiewna nauka zamienia się w jedną z form tej propagandy. Wtargnięcie na terytorium Ukrainy odbywa się pod hasłem ocalenia „ruskiego miru”[iii] , któremu zagrażają siły odrzucające tradycyjne wartości i organizujące „gejowskie parady”.

Cerkiew oficjalna idzie jednak jeszcze dalej. Duszpasterze wojny mówią, że ma ona „znaczenie metafizyczne” i stanowi „wojnę duchową”. Rosyjska armia oczyszcza od „diabelskiej zarazy” nie tylko Ukrainę, ale i cały świat. Całkowite uprawomocnienie wojny prowadzi do sformułowania podstawowego uzasadnienia sytuacji politycznej: Rosja, wypełniając własną mesjańską misję, rozpoczęła świętą wojnę z siłami zła, których ucieleśnieniem stała się bratnia Ukraina.

Reakcje i podziały

Takie stanowisko zbulwersowało nie tylko inne siostrzane Cerkwie prawosławne, lecz cały chrześcijański świat. Wyraźnie i ostro zabrzmiała w tym kontekście odezwa abp. Ameryki Elpidifora (z ekumenicznego patriarchatu konstantynopolitańskiego), który nie zrównywał Rosji z putinowskim reżimem, ale rozdzielał te dwie rzeczywistości: „Przepełnia nas najgłębszy ból i smutek z powodu okropieństw będących skutkiem inwazji na Ukrainę. Nie mówię tu »Rosji«, ponieważ tysiące rosyjskich obywateli protestuje przeciwko temu niesprowokowanemu i nieuzasadnionemu atakowi, ryzykując swoim życiem i wolnością. Odpowiedzialność za tę napaść należy złożyć wyłącznie na barkach Władimira Putina, który w imię własnych egoistycznych politycznych celów położył na szali pokój na świecie”.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Papież Franciszek w  rozmowie z  patriarchą Cyrylem z 16 marca br. podkreślił: „Jako pasterze mamy obowiązek być blisko i pomagać wszystkim ludziom, którzy cierpią z powodu wojny. Kiedyś, nawet w naszych Kościołach, mówiło się o świętej wojnie lub wojnie sprawiedliwej. Dziś nie możemy tak mówić. Rozwinęła się chrześcijańska świadomość znaczenia pokoju (…). Wojny są zawsze niesprawiedliwe. Bo tym, kto za nie płaci, jest lud Boży. Nasze serca nie mogą nie płakać na widok zabitych dzieci i kobiet, wszystkich ofiar wojny. Wojna nigdy nie jest drogą. Duch, który nas jednoczy, prosi nas jako pasterzy, abyśmy pomagali narodom cierpiącym z powodu wojny”. Powyższe słowa zabrzmiały jak bezpośrednia krytyka Cyryla, ale patriarcha je zignorował i obłudnie stwierdził, że w rozmowach z rzymskim papieżem i abp. Canterbury Justinem Welbym „ujawniły się daleko idące zgoda i porozumienie”.

Czytaj także

Cyryl i jego metody

Choć patriarcha próbuje przekonywać wszystkich wokół, że pozostaje w daleko idącej zgodzie z całym światem chrześcijańskim, to przekonanie o tym, że stanowisko Cyryla jest sprzeczne z Ewangelią i nie ma żadnego uzasadnienia, staje się coraz powszechniejsze. Już 17 eparchii[iv] Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego odmówiło wymieniania imienia patriarchy Cyryla w  trakcie liturgii na znak protestu przeciwko proputinowskiej polityce hierarchy. Ze zdaniem ihumena Waleriana (Gołowczenki) zgadza się znaczna część ukraińskiego duchowieństwa: „Wielu duchownych UKP PM przestaje go [patriarchę Cyryla – S.Cz.] wymieniać bez wcześniejszych obwieszczeń czy deklaracji. My (przytłaczająca większość) kijowskiego i ukraińskiego duchowieństwa, zwyczajnie sami nie chcemy przywoływać jego imienia. Nie chcemy nawet czysto formalnie tytułować go naszym »wielkim zwierzchnikiem«. Ten patriarcha od dawna słyszy już tylko głos Putina. W imię własnych (»papistycznych«, »sztywno-hierarchicznych«, »carsko-dworskich«) ambicji od dawna korzy się przed i podlega tylko uwodzicielowi (Putinowi). Przed wojną wielokrotnie wyrażałem niezadowolenie z powodu słów lub działań patriarchy i mówiłem też, że się z nim nie zgadzam. Jednak w imię zasad wymieniałem go w liturgii, mając w głębi duszy nadzieję, że »jutro będzie odrobinkę lepszy niż dziś« (czego zawsze życzę sobie i innym). 24 lutego, dzień inwazji na Ukrainę, okazał się punktem bez odwrotu. Po prostu nie mogę kłamać, nazywając tego archijereja nie tylko »wielkim zwierzchnikiem i ojcem«, ale w ogóle jakimkolwiek autorytetem duchowym dla mnie samego i moich parafian. Nie wiem, czy Bóg nad nim czuwa i czy patriarcha słyszy głosy swojej owczarni. Na razie posłusznie podaje dalej wszystko, czego żąda Kreml. A przy tym albo nie zauważa wojny własnego państwa przeciwko mojemu krajowi, albo usprawiedliwia ją i błogosławi. Jeśli ktoś chce, niech go sobie wspomina jako swojego »ojca i wielkiego zwierzchnika«. Dla mnie osobiście jest tylko »jednym z biskupów, gdzieś tam, hen, w świecie«. Nie chcę ani go osądzać, ani o nim debatować”.

Jedna z  największych zachodnioeuropejskich wspólnot Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, parafia św. Mikołaja w Amsterdamie, poinformowała, że dystansuje się „od wersji wydarzeń [związanych z wojną na Ukrainie – S.Cz.] prezentowanej przez patriarchę Cyryla”. W pierwszej kolejności zdecydowano się zaprzestać wymieniania imienia Cyryla podczas liturgii, idąc za „przykładem prawosławnego duchowieństwa Ukrainy, które w ogromnej większości przestało wspominać patriarchę Cyryla”. Na skutek gróźb, które wobec parafialnych duchownych zaczął kierować arcybiskup haski i niderlandzki Elizeusz, rada parafialna świątyni podjęła decyzję o opuszczeniu patriarchatu moskiewskiego. Uzasadniając swoją decyzję, duchowni tego kościoła podkreślili, że: „nie ma już Cerkwi prześladowanej, jest Cerkiew prześladująca. Duchowni Rosji, którzy podpisali odezwę do patriarchy [o zaprzestaniu wojny – S.Cz.], są masowo zwalniani. Duchowni głoszący pokój stają się ofiarami prześladowań. Niektórych zmusza się do wyjazdu z kraju”.

Najdłużej milczał episkopat Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Jednak 17 marca metropolita wileński i litewski Innocenty zdecydował się na otwartą i zasadniczą wypowiedź

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer