Wydanie pierwszej części w 1990 roku było dla krytyków zaskoczeniem porównywalnym chyba jedynie z tym towarzyszącym kilka lat wcześniej publikacji tomiku wierszy reportera. Najnowsza książka znów była ostentacyjnie odmienna od tego wszystkiego, co autor napisał dotychczas. Zamiast syntezy proponowała estetykę fragmentu, zamiast wartkiej narracji – komentarz, zamiast poruszających historii – błyskotliwą myśl, trafny cytat i strzępy rozmów. Ryszard Kapuściński oczywiście miał świadomość, że porzucając żywą narrację na rzecz chropowatej sylwy znów, by sparafrazować myśl Krzysztofa Karaska o Notesie: rzucał na szalę swój autorytet i raz jeszcze debiutował.
Reporter niezrażony stosunkowo krytycznym przyjęciem tej serii, pisał swoje Lapidariaprzez ponad dwadzieścia lat. Jeśli przyjrzeć się, nawet pobieżnie tylko, owym sześciu tomom, to łatwo daje się zauważyć, że rejestrują one ważne przełomy w życiu zawodowym pisarza. Początek pierwszego tomu to typowy notatnik reporterski. Jest opisem doświadczeń meksykańskich z roku 1972, kiedy reporter przebywał w Ameryce Łacińskiej jako etatowy pracownik PAP….