Jesienią 1995 r. przedstawiciele skrajnej prawicy w Izraelu nieśli na wiecach zdjęcia ówczesnego premiera w mundurze SS. Icchak Rabin, generał i szef sztabu z czasów zwycięskiej wojny sześciodniowej, dwa lata wcześniej uścisnął na trawniku Białego Domu dłoń przywódcy Palestyńczyków Jasera Arafata i podpisał porozumienia z Oslo, które przewidywały jakąś formę palestyńskiej samorządności. Jego przeciwnicy polityczni widzieli w oddawaniu ziemi obiecanej Żydom przez Boga zdradę, nie kompromis.
Na jednym z takich wieców grupa młodych ludzi otoczyła rządowego cadillaca premiera. Chwilę później na antenie izraelskiej telewizji stanął 19-latek w jarmułce, trzymając chromowany emblemat wyrwany z maski rządowego auta: „Dobraliśmy się do jego samochodu, dobierzemy się i do niego”. Kilka tygodni po protestach Rabin zginął od strzału oddanego przez studenta prawa na wiecu w Tel Awiwie. Chłopak z emblematem nazywał się Itamar Ben Gwir. Od końca 2022 r. odpowiada w izraelskim rządzie za policję. Jego kolega z gabinetu, minister finansów Becalel Smotricz, latem 2005 r., w trakcie wycofywania się Izraela z Gazy, jako 25-latek spędził trzy tygodnie w areszcie Szin Betu, izraelskiej służby bezpieczeństwa wewnętrznego, podejrzewany o przygotowywanie zamachu na główną autostradę Tel Awiwu; zarzutów nigdy mu nie postawiono.
Zwykle opowiada się tę historię jako kronikę upadku: dawni ekstremiści dziś są ministrami, oto miara katastrofy. To ujęcie mija się z sednem. Przez te wszystkie lata nikt nie potrafił wskazać dnia, w którym przestali być ekstremistami – bo to nie oni przeszli do głównego nurtu izraelskiej polityki, tylko główny nurt przesunął się na ich pozycje.
Dwa korzenie
W publicystyce Ben Gwir i Smotricz występują jako nierozłączny duet, ale to wygodne uproszczenie. Wyrastają z dwóch tradycji, które przez większość XX w. nie miały ze sobą nic wspólnego. Jedna przyjechała z amerykańskiej diaspory, druga wyrosła z jerozolimskiej jesziwy i dopiero niedawno, w jednym rządzie Benjamina Netanjahu, splotły się w coś, co z zewnątrz wygląda na jeden obóz. Ta różnica jest kluczem do zrozumienia, dlaczego izraelska demokracja nie potrafi się przed nimi obronić.
W 1968 r. rabin Meir Kahane założył w Nowym Jorku Ligę Obrony Żydów – organizację, która miała bronić społeczności żydowskie w USA przed napaściami, a jednocześnie sama sięgała po przemoc. Jej członkowie przeprowadzili serię zamachów bombowych,…