Subskrybuj
Ilustracja wykonana akwarelą. Po drodze pośród drzew idzie postać w żółtym swetrze i niebieskich spodniach. W rękach trzyma kijki do chodziarstwa.
Ilustracja: Jagna Wróblewska
Autor książek o filozofii rosyjskiej i książki eseistycznej Donikąd. Podróże na skraj Rosji (2019). Odwiedził ponad 100 krajów. Wykłada w Instytucie Filologii Wschodniosłowiańskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Między Czukotką i Timbuktu. Filozofia dalekich podróży

Na pytanie, po co podróżuję, najchętniej odpowiadam – po nic. Geografia to obszar doświadczeń źródłowych. Doświadczenia te pojawiają się nieoczekiwanie, są nieobliczalne. Nachodzą mnie w osobliwych miejscach, najczęściej gdzieś na skraju mapy, na odludziu, na terenach opuszczonych, nieoswojonych, dzikich

Spotkałem go w Narwiku latem 2001 r. Spaliśmy w tym samym wieloosobowym pokoju. Nazywał się Yuen Yee i pochodził z Hongkongu. Niski, szczupły, zasuszony, miał na sobie znoszone ubranie i okrągłe, grube jak denka od butelek okulary. Miał 85 lat i wybrał się w podróż dookoła świata. Pokazywał mi trasę na mapie wielkości kartki A4. Dotarł tu pociągami przez Syberię. Planował dojechać do Gibraltaru, a potem udać się lądem w dół Afryki. Zaznaczona długopisem linia wiodła przez Maroko, Mauretanię, Senegal, Gwineę Bissau, Gwineę, Sierra Leone, Liberię, Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghanę, Togo, Benin, Nigerię, Kamerun, Gabon, dwa Konga, Angolę. W Angoli (albo Namibii) z jakiegoś powodu zamierzał skręcić na wschód i przez Zambię przedostać się do Tanzanii. Z Dar es Salaam chciał dolecieć samolotem do Indii i dotrzeć drogą lądową do domu w Hongkongu. Internet był wtedy w powijakach, nie mówiąc o smartfonach. Yuen Yee miał tylko tę niewielką mapę, ale emanował z niego zadziwiający spokój.

– Nie boisz się tej podróży przez Afrykę? – zapytałem. – To przecież bardzo trudna wyprawa.

– Nie boję. Najwyżej umrę gdzieś po drodze – powiedział z rozbrajającym uśmiechem.

– Umrzesz po drodze…?

– No tak. Jestem przecież stary. I jest mi zupełnie bez różnicy, gdzie umrę.

– A jak umrzesz, to co?

– Nic. Nicość. – Rozpromienił się.

Miał ze sobą tylko mały worek od śpiwora, w którym spokojnie pomieścił zaledwie kilka zabranych w drogę przedmiotów. Był wśród nich mały notatnik. Otworzył go i podał mi do ręki.

Na pierwszej stronie widniały zapisane po angielsku „złote myśli”: „Jestem w materialnym świecie”. „Jestem wolny. Mogę zrobić, co zechcę”. „Mogę iść na północ, południe, wschód i zachód”.

– Nie należy w ogóle przejmować się śmiercią – powiedział, jakby chcąc podsumować to, co zapisał w notesie, a na jego twarzy znowu zagościł jasny uśmiech.

Spędziliśmy w tym samym pokoju kilka nocy. Po godz. 22 gramolił się ostrożnie na łóżko piętrowe, a ja szedłem w góry. Miałem 20 lat i chciałem bez końca patrzeć na świecące z północy słońce. Na miękkiej, odurzająco…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Czego szukamy na końcach świata?