Stephen Greenblatt spędził życie na intensywnym dialogu z umarłymi. Bohaterowie jego książek, William Shakespeare, Christopher Marlowe, Lukrecjusz, wszyscy oni, choć wiemy o nich niewiele, stają przed nami w całej złożoności swoich wyborów, żywotów, idei nie dlatego, że Greenblatt ich „wymyśla”, lecz dlatego, że zadaje im pytania, których nie zadawali inni badacze. Wychodzi z założenia, że wielka literatura i filozofia nie powstają wbrew epoce, lecz z niej wyrastają – z jej aktów przemocy, lęków, obsesji, rytuałów. Że żeby zrozumieć, jak Shakespeare „wymyślił” Hamleta, trzeba wiedzieć chociażby, jak w elżbietańskiej Anglii chowano umarłych. Że biografia geniusza to nie historia wyjątku, tylko historia środowiska, które ten wyjątek umożliwiło i ukształtowało. Tę metodę – nazwaną „nowym historyzmem” – Greenblatt rozwijał przez pół wieku jako profesor Harvardu, autor kilkunastu książek, laureat Pulitzera i National Book Award. Ale nigdy nie był „zakładnikiem uniwersytetu”.
Wiele lat temu próbował np. przekonać twórców Zakochanego Szekspira, że gonią nie tego dramaturga. Że to życie Christophera Marlowe’a – szpiega, ateisty, wagabundy i geniusza – pozwala stworzyć ciekawszy film. Nie posłuchali.
Nakręcili film o autorze Burzy. Zdobyli siedem Oscarów. A Greenblatt po niemal 30 latach sam napisał opowieść, której bohaterem jest Marlowe. Dark Renaissance jest przy okazji ciemnym lustrem jego wcześniejszej książki, biografii Shakespeare’a, która nosi nieprzekładalny na polski tytuł Will in the World. Jej nowe polskie wydanie (Shakespeare. Stwarzanie świata) niedawno się ukazało.
Czytam Twój Dark Renaissance i widzę Anglię pod panowaniem Elżbiety, świat cenzury, donosicieli i nagłej śmierci. Społeczeństwo podzielone na nienawidzące się obozy, z obcymi armiami u granic i katolickimi mocarstwami szkolącymi – jak piszesz – terrorystów, którzy mają zabić królową. Może renesans – wbrew stereotypom – nigdy nie był jasny?
Urodziłem się w Bostonie…