Był Pan już dziś na spacerze?
Właśnie wróciłem znad strumienia w pobliżu mojego domu. Chodzę tam niemal codziennie, żeby sprawdzić, jak się ma. W jakiej okolicy Pan mieszka?
Z Krakowa mamy blisko w Tatry, to wysokie góry. Są też podkrakowskie dolinki, popularne zwłaszcza wśród rodziców z dziećmi. Z żoną i 4-letnim synem chętnie tam jeździmy. A jakie jest Pańskie pierwsze wspomnienie związane z dzikością? Czy rodzice zabierali Pana w dzikie miejsca?
Miałem wielkie szczęście jako dziecko, bo wychowałem się w „górskiej” rodzinie, mój dziadek Edward Peck był cenionym wspinaczem i alpinistą. Nic więc dziwnego, że rodzice od bardzo wczesnych lat zabierali mnie w góry. Miłość do dzikiej przyrody mam we krwi, w kościach, to jest krajobraz wypełniający moje dzieciństwo – zarówno przez wyprawy, jak też literaturę, rozmowy na ten temat. Czasem mówię, że moje serce jest zrobione z gór, i to się nie zmieni. Niedawno wróciłem z dużej ekspedycji w północno-zachodniej Szkocji, gdzie mieliśmy zimowe warunki, i dzięki temu znów czuję, że żyję.
Trudno mi wskazać jedno konkretne pierwsze wspomnienie, ale jeśli miałbym spróbować, dotyczyłoby ono raczej rzeki niż szczytów. Miałem wtedy jakieś osiem lat. Pamiętam, jak zanurzony, unosiłem się w rzece płynącej obok domu dziadków w górach Cairngorms. Wokół mnie, w ciemnej toni, migrowały łososie, płynące w górę strumienia.
Pamiętam niezwykły moment, w którym między mną a rybą przeszedł swego rodzaju impuls elektryczny – nagłe, głębokie przeczucie, że tak blisko nas toczy się inne życie, zupełnie niezrozumiałe dla człowieka, że obok żyją organizmy wyposażone w zmysły i wiedzę, które na zawsze pozostaną dla nas tajemnicą, których nigdy nie poznamy.
To doświadczenie stało się fundamentem mojego późniejszego postrzegania świata.
W Dzikich miejscachpisał Pan, że przebywanie w nich „oznaczało (…) wyjście poza historię ludzkości”. Dzikość wymagała wyprawy – jakiegoś odległego klifu, nietkniętych wyżyn, miejsca poza zasięgiem map drogowych. Z biegiem czasu jednak w kolejnych książkach Pańskie spojrzenie wydaje się zbliżać ku tym przestrzeniom, od których zaczęliśmy rozmowę: ku…