Subskrybuj
Policjantka zajmująca się książeczkami hukou w urzędzie w mieście Jinhua w prowincji Zheijang we wschodnich Chinach fot. Zhang jiancheng/Imaginechina/AFP/East News
Sinolożka, od 2015 r. tworzy najpopularniejsze w polskim internecie treści o Chinach. Razem z Nadią Urban i Piotrem Sochoniem prowadzi podkast Mao powiedziane, niedługo ukaże się ich wspólna książka Chiny jednego dziecka. Mieszka w Szanghaju.

Nierówności po chińsku

Dostęp do edukacji i ochrony zdrowia, szansa na karierę, a nawet małżeństwo? O tym wszystkim decyduje w Państwie Środka niepozorna czerwona książeczka.

Jak ona mogła?! – wykrzyczał znad kufla piwa chłopak na oko dobiegający trzydziestki. Atmosfera była ponura. Patrzyli-śmy a to w podłogę, a to w swoje ledwo napoczęte napoje.

Była wiosna 2016 r., mój pierwszy rok w Chinach. To właśnie wtedy miasto Szanghaj postanowiło zaostrzyć wymagania dotyczące zakupu nieruchomości dla osób z obcym meldunkiem. „Od tej pory osoby bez lokalnego hukou, aby nabyć nieruchomość, będą musiały dostarczyć dowód opłacania podatków oraz składek na ubezpieczenie społeczne przez pięć ostatnich lat, a nie tak jak wcześniej, dwa” – grzmiało tongzhi(zawiadomienie) opublikowane przez rząd lokalny największej metropolii Chińskiej Republiki Ludowej. A to oznaczało, że nasz kolega – pochodzący z Nankinu w prowincji Jiangsu George (niektórzy Chińczycy przybierają anielskie imiona jako pseudonimy) – z zakupem własnego M będzie musiał poczekać kolejne trzy lata. – Od początku, co się tak dokładnie stało? – zapytała jedna z koleżanek. – Nie mam hukou, to nie mam mieszkania, a jak nie mam mieszkania, to i żony nie będę miał. – No, ale co powiedziała ci dokładnie? – Dokładnie to powiedziała. Odwołała ślub, bo stwierdziła, że trzech lat czekać nie będzie. W tym czasie znajdzie kogoś z mieszkaniem i zdąży zorganizować ślub. Zapadła głucha cisza. Cała nasza ekipa znała chińskie realia lepiej lub gorzej, jednak ta sytuacja obcokrajowcowi wydawała się absurdalna. Wiedziałam, że bez mieszkania nie ma ślubu, a nieruchomość musi zapewnić pan młody. Była to jednak pierwsza sytuacja, która sprawiła, że dotarło do mnie, jak brutalne są chińskie realia randkowe. Realia, w których małżeństwo to nie wyraz miłości, lecz szansa na awans społeczny dla dwóch rodzin. Kartami przetargowymi w tej grze są nie tylko status rodziny i posiadana nieruchomość, ale i licha, wypełniona długopisem czerwona książeczka. Książeczka, jaka uruchomiła domino, którego ostatnią kostką była zrywająca z George’em dziewczyna. A mimo że tamtej nocy wydawało mu się, że jest najnieszczęśliwszą osobą na świecie, w rozdaniu pod tytułem „życie” jego karty były całkiem niezłe. Miał przecież meldunek w Nankinie, który i…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kiedy w Polsce będą Chiny