Subskrybuj
Il. Katarzyna Czapska
Prozaik, redaktor, dziennikarz. Jego debiutem książkowym jest Misterium (2023, Nisza). Za powieść Trzy dni, trzy noce nagrodzony rezydencją w Vence w ramach Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza 2026. Mieszka w Warszawie.

Trzy dni, trzy noce

Fragment powieści „Trzy dni, trzy noce" Marcina Oskara Czarnika, która ukaże się jesienią nakładem Wydawnictwa Filtry.

Mój prapradziadek Andrzej został kotlarzem i wyrabiał kotły parowe na rządowe okręty, a choć była to brudna praca, prapradziadek nie przejmował się zbytnio, bo i tak był nawykły do brudu, chłop musi być nawykły do brudu i smrodu, bo jak inaczej pracowałby w ziemi, jak inaczej pracowałby ze zwierzętami, jak wybierałby gnój spod nich i jak nawoziłby nim ziemię, jak inaczej rozkopywałby ją i zakopywał, chłop musi być przyzwyczajony do brudu i smrodu i mój prapradziadek był, i dlatego wziął posadę kotlarza, i był z niej zadowolony, bo zarabiał znacznie więcej niż w warsztacie, zarabiał ponad pięć dolarów za dzień za dziesięć godzin pracy plus zarabiał za godzinę jak za dwie, jeśli zostawał po godzinach, a dość często zostawał po godzinach, bo co innego miał do roboty w obcym kraju z obcymi ludźmi, więc postanowił pracować ponad miarę i został uznany za pierwszorzędnego kotlarza, i otrzymał podwyżkę, i być może mógł posłać trochę dolarów do rodzinnego domu, a może nawet coś oszczędzić i pomyśleć o ślubie, o weselu, prawdopodobnie myślał o nim od dawna, bo stołował się w domu, gdzie pracowały młode Polki i podobała mu się jedna z nich, która miała na imię Franciszka, ona także do Stanów mogła trafić z biedy, najprędzej z biedy, możliwe, że jej rodzice mieli malutko pola albo, co gorsza, pole przepili, choć było go mało, owszem, zdarzali się chłopi hulacy, chłopi, którzy żyli, bawiąc się, a nie zważali na siebie i na dzieci i oddawali je sąsiadom albo braciom i siostrom, którzy potrzebowali w domu dzieci do pomocy, i kto wie, czy mojej praprababki Franciszki nie oddano komuś albo czy nie podrzucono jak kukułcze jajo, możliwe, że praprababka trafiła z deszczu pod rynnę, z domu, w którym jej nie chciano, do domu, w którym także jej nie chciano, a dzieci, których nikt nie chciał, oddawano czasem do ochronek i kto wie, czy moja praprababka Franciszka także nie znalazła się w ochronce, gdzie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uwolnić się od kultu produktywności