Subskrybuj
Okładka książki Magiczna Rana
fot. Wydawnictwo Karakter
Doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Wydała biografię Kownacka. Ta od Plastusia (2016), monografię naukową Korespondent Witkacy (2014) oraz autorski notes z fotografiami i wyborem literatury Finlandia. Książka do pisania (2017). Redaktor naczelna portalu Popmoderna. Stale...

Skóra zdjęta

Relacje Doroty Masłowskiej z publicznością można by opisać zapożyczonymi tytułami. W mniej intensywnych momentach: „polskie drogi”; w tych najtrudniejszych: „polskie piekło”.

W dyskusjach na temat twórczości Masłowskiej rzadko podnosi się zagadnienia metafizyczne. Metatekstowe, metarefleksyjne, nawet dotyczące metamimesis – chętnie, zasadnie, bogato. Najnowsza proza autorki nie pozwala jednak utrzymać tej strategii. Zmusza nie tylko do zmierzenia się z mokrą i zimną wizją zaświatów, ale i zadania pytania o to, gdzie współczesna proza może postawić granicę, za którą udajemy się (bądź nie) w stanach innej świadomości.

O tym, że dzieje się w tej prozie coś nieoczekiwanego, zorientowałam się w kilku odsłonach. Początkowo towarzyszyła mi niejaka konfuzja, mieszająca się z irytacją i przytłoczeniem, z której trudno było mi wybrnąć. W pierwszym podejściu była to dla mnie bowiem lektura przywołująca przede wszystkim doskonale już znaną tonację, rejestr stylistyczny i bezlitosne portrety bohaterów. Nawet odjazdy narkotykowe znane z wcześniejszych utworów znajdowały tu kolejną realizację. Proza pozornie parodystyczna, zasadniczo krytyczna wobec zarówno śmieciowości miejskiej rzeczywistości, jak i inicjatyw podejmujących próbę jej oczyszczenia i znormatywizowania. Przenikliwa, ale i w tej przenikliwości repetytywna. Trudno było mi jednak pogodzić tę powierzchowną refleksję ze zmieszaniem, które mimo wszystko mnie nie opuszczało. Wycofałam się z tej lektury, zorientowawszy się, że rolę odgrywa tu – niespodziewanie – jej zewnętrzny kontekst.

Magiczna rana to bowiem premiera późnowakacyjna.

Reklamowaną przez Wydawnictwo Karakter jako powieść, nową prozę Masłowskiej na pewno łatwiej opisać jako zbiór opowiadań z wyrazistymi tematami czy nawet wątkami wspólnymi. Mimo tej fragmentarycznej formy nie sposób korzystać z uroków rozproszonej czy przerywanej uwagi, na które zwykle pozwalają opowiadania. Bliżej jej raczej do Innych ludzi (2018), którzy wymagali pełnej koncentracji i interpretacyjnej pieczołowitości. Nadmiarowo wręcz ciągła, wielogłosowa forma tego poprzedniego tekstu była jednak przede wszystkim mroczna, lepka, przytłaczająca i naprawdę straszliwa. Zaskoczyły mnie skojarzenia, jakie u mnie wzbudziła z Szatańskim tangiemLászló Krasznahorkaiego. Do…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Historie, z których się składasz