Jest tu, w Beskidzie Sądeckim, w starym domu, który powoli staje się moim, sporo triggerów, jak to się teraz mówi, które (czuję to) przesuwają moją granicę wyobraźni. Wystawiam się tu na jej pracę, prowokuję ją, karmię. Oto bowiem zamieszkałam w miejscu, które, odkąd pamiętam, wyobrażałam sobie jako wymarzone, ale którego przecież też się bałam. Bałam się go z uwagi na jego oddalenie od świata. Brak tu dobrej drogi dojazdowej, wichury często kładą drzewa na linie wysokiego napięcia, odcinając dopływ prądu, wiele tu tajemniczego, przemilczanego. Znakomita to miejscówka, aby zacząć pisać kryminały albo kontynuować tworzenie, a jakże, poezji. Przez to, że rodzone ze mnie dziecko Beskidu, te wszystkie okoliczności w ostatecznym rozrachunku decydują jednak, że chcę tu być i tu budować z moimi bliskimi wspólnotę. Uważnie przyglądam się temu, co to miejsce robi ze mną. A robi wiele, w tym ćwiczy mnie w pracy wyobraźni. Pozwala mi wypuszczać się bezkarnie w krajobraz i czerpać z niego. A moja kreatywność, jak w dzieciństwie, dorastaniu, tak i teraz w dorosłości, jest łakoma tego, co z natury. Możliwe, myślę, że natura jest mi do życia koniecznie potrzebna. Oczywiście można tu uruchomić dyskusję nad tym, czy możliwe jest mówienie teraz, w XXI w., o czymkolwiek, nazywając to „naturą”. Wiem jedno, nigdzie w ciągu ostatnich kilkunastu lat nie widziałam tylu dzikich zwierząt podchodzących pod dom, takiej obfitości ziół, tak różnorodnych lasów, takiego natężenia potoków i strumieni,…
Pochodząca z beskidzkiej wsi Żeleźnikowa Wielka autorka sześciu książek poetyckich, w tym nagradzanych tomów Matecznik i Sny uckermärkerów (Nagroda Literacka Gdynia, 2019). Za tom Mer de Glace (Wydawnictwo Warstwy, 2021) dostała Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej (2022). Jej...