Rzecz w tym, że 24 lutego obchodzimy z żoną rocznicę ślubu. Dzień wcześniej specjalnie wybraliśmy się do miasta z naszej wiejskiej kooperatywy, gdzie mieszkaliśmy w ostatnich latach. Kupiliśmy dobre białe wino, sery, ciasto, inne smakołyki. Z naszej głuszy – las prawie 30 km od Kijowa – biorąc pod uwagę covidowe czasy ostatniego półtora roku, staraliśmy się jeździć do stolicy tylko w skrajnych przypadkach. Dlatego wycieczkę do miejskich restauracji uznaliśmy za nieuzasadnione marnowanie pieniędzy, związane z ryzykiem zarażenia się wirusem.
Dwudziestego czwartego postanowiliśmy zostać i…