Od pierwszych minut inwazji Rosji na Ukrainę nie mogę przestać myśleć, że ta wojna (zresztą jak każda inna) jest gwałtem na naturalnym porządku, zaburzeniem rytmu przyrody, a w tym konkretnym przypadku wyrasta z żądzy Putina, by kulturę ukraińską wykarczować, zniszczyć, pozbawić ciągłości, która bynajmniej nie ma swoich źródeł w 1991 r., czyli w momencie upadku Związku Radzieckiego. Od pierwszych minut tej inwazji myślę o fragmencie książki Tarasa Prochaśki W gazetach tego nie napiszą (tłum. Renata Rusnak): „Ukraina jest roślinna. Nie darmo mówi się »na zielonej Ukrainie«. Ukraina to część botaniki. Roślinna strategia najlepiej odpowiada naszej cichej ekspansji. Roślinna zdolność przetrwania – to gwarancja naszego istnienia”. Zastanawiałam się, w czym najpełniej objawia się „roślinna zdolność przetrwania” (czy ona wystarczy?), o której pisał Prochaśko, i to chyba właśnie roślinna metafora wynikająca z przeglądania kart atlasów roślin oraz opanowania systemów korzeniowych najlepiej posłuży do stworzenia panoramy literatury ukraińskiej. To nie będzie spojrzenie z lotu ptaka, to raczej praca w ziemi.
„Uczcie się, czytajcie”
Od początku wojny w Ukrainie (tego światowego początku, bo każdy Ukrainiec czy Ukrainka powie, że wojna zaczęła się w 2014 r.) co rusz widzę w mediach artykuły o tym, co z Ukrainy warto czytać, co zostało przetłumaczone na język polski, jaką muzykę należy znać, które filmy oglądać. Rankingi, listy lektur, TOP10 filmów do nadrobienia, które mogłyby szybko i bezboleśnie uzupełnić lukę w wiedzy. Od czego zacząć swoją przygodę z Ukrainą? W pierwszej chwili…