W 70. rocznicę akcji „Wisła” Smoleński postanowił odtworzyć ze swojej pamięci to, czego się na temat akcji wysiedleńczej z 1947 r. przez lata dowiedział, co przeczytał, usłyszał, czego sam się domyślił na podstawie analiz (często także psychoanaliz) wypowiedzi, zachowań, statusu materialnego ofiar. Konsekwentnie podążał logiką pamięci i nie chciał burzyć jej rzetelną pracą badawczą i reporterską. Zamiast przynajmniej przejrzeć setki pozycji dotyczących tematu, którego się podjął, żeby zweryfikować i uporządkować swoją wiedzę, zjadł flaczki z pulpecikami w knajpie na warszawskim pl. Bankowym i ruszył w teren, na biedne i zacofane (co nieustannie podkreśla) północny i południowy kraniec wschodniej granicy, gdzie podawano mu kawę sypaną w szklankach i goszczono na małym metrażu (jednej ze swoich rozmówczyń wymierzył precyzyjnym rzutem oka mieszkanie) wśród meblościanek i portretów Tarasa Szewczenki. Ruszył jednak symbolicznie, bo choć trudno to jednoznacznie wywnioskować z toku narracji, wywiady (albo ich część) zbierał na długo przed napisaniem tej książki.
*
Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła”to reportaż, który swoją premierę miał w listopadzie 2017 r. W tym roku przypadała okrągła rocznica tego wydarzenia, jednak, co ważniejsze z punktu widzenia atrakcyjności tematu, rząd polski nie przyznał żadnych dotacji na jej obchody stowarzyszeniom skupiającym i reprezentującym mniejszości, które były głównymi ofiarami akcji wysiedleńczej – etniczną łemkowską i…