Zaznaczamy swoją obecność na najważniejszych światowych festiwalach filmowych i zbieramy tam pozytywne recenzje. Mazurek Julii Kolberger nagradzano od Bratysławy, przez Luksemburg, aż po Los Angeles, Magma Pawła Maślony wróciła ze statuetką z Palm Springs, Święto Zmarłych Aleksandry Terpińskiej spodobało się w Edynburgu, San Sebastián i Cottbus, Matkę Ziemię Piotra Złotorowicza wyróżniono w Locarno, a Lokatorki Klary Kochańskiej, tak jak pięć innych tytułów z Polski, spełniały w ubiegłym roku warunki do ubiegania się o nominację do Oscara dla najlepszego filmu krótkometrażowego. „Uważam, że krótki metraż w Polsce przeżywa obecnie fazę rozkwitu. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Przez trzy lata, jako dyrektor artystyczny Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, oglądałem wszystkie zgłaszane do konkursów filmy krótkometrażowe i nigdy nie było problemu z wyłonieniem 20–25 godnych stanięcia w szranki” – podsumowuje Michał Oleszczyk, krytyk filmowy, aktualnie związany z TVP1.
Bez wspólnego mianownika
Filmy te więcej dzieli, niż łączy. Ich reżyserzy wywodzą się z różnych środowisk, nie występują pod jedną egidą szkoły ani formacji artystycznej, inspirują się też dokonaniami różnych twórców. Łączy je właściwie tylko tyle, że zamykają się w ramach krótkiej opowieści i że podpisali je młodzi, rezolutni artyści z chrapką na kino. „Myślę, że krótkie metraże nie mają obecnie wspólnego mianownika poza jednym: młodzi reżyserzy debiutów wkładają w nie mnóstwo energii, bo wiedzą, że za ich pośrednictwem przedstawiają się światu, anonsują swoją obecność, ambicję i charakter” – zwraca uwagę Oleszczyk.
Marta Sikorska z Polskiego Instytutu…