70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Photo by Joe Raedle/Getty Images

Zrozumieć Trumpa

O Trumpie wiele już napisano i powiedziano. Szanuję spostrzeżenia dokonane przez inteligentnych i elokwentnych komentatorów. Jednakże jako doświadczony badacz w zakresie kognitywistyki i lingwistyki chciałbym wnieść perspektywę tych nauk do zrozumienia fenomenu Trumpa.

Ta perspektywa nie jest nieznana. Ponad pół miliona ludzi czytało moje książki, a Google Scholar podaje, że uczeni piszący w czasopismach naukowych zacytowali moje prace ponad 100 tys. razy.

Nie przeczytacie jednak prawdopodobnie tego, co mam do powiedzenia, w „New York Timesie” ani nie usłyszycie o tym od swoich ulubionych politycznych komentatorów. Nie dowiecie się też niczego takiego ani od kandydatów Partii Demokratycznej, ani od partyjnych strategów. Są ku temu powody i spróbujemy je później omówić. Piszę na ten temat, ponieważ sądzę, że to, co mam do przekazania, jest trafne i potrzebne, mimo iż wywodzi się z kognitywistyki i nauk o mózgu, a nie z tradycyjnych politycznych źródeł. Uważam, że wprowadzenie tych rozważań do publicznej debaty politycznej jest czymś bardzo ważnym. Nie można tego jednak zrobić w felietonie na 650 słów. Przykro mi, ale nie da się tego zmieścić w tweecie.

Zacznę od zaktualizowanej wersji wcześniejszego tekstu o tym, kto i dlaczego popiera Trumpa – oraz dlaczego polityczne szczegóły są dla jego wyborców nieistotne. Następnie przejdę do części wyjaśniającej, jak Trump używa twojego mózgu przeciw tobie. Zakończę na uwagach dotyczących kampanii demokratów – jak można prowadzić je lepiej i że powinni prowadzić je lepiej, jeśli mamy zapobiec prezydenturze Trumpa (tekst został napisany w 2016 r. – przyp. tłum.).

Kto popiera Trumpa i dlaczego?

Donald J. Trump zdołał otrzymać republikańską nominację na prezydenta. Dlaczego? Jak to możliwe? Istnieją różne teorie: ludzie są wściekli, a on odwołuje się do ich wściekłości. Albo: wyborcy nie myślą wiele o Kongresie i chcą kogoś, kto nie jest politykiem. Obie odpowiedzi mogą być prawdziwe. Ale dlaczego? Jak to wygląda w szczegółach? Dlaczego właśnie Trump?

Wydaje się, że pojawił się on znikąd. Jego stanowisko w wielu kwestiach nie pasuje do utartego schematu.

Mówi miłe rzeczy o osobach LGBTQ, co nie jest standardem w wypowiedziach republikanów. Republikanie nie znoszą mechanizmu wywłaszczenia (przejmowania prywatnej własności przez rząd) i wspierają korporacyjny outsourcing służący zwiększeniu zysków, podczas gdy Trump ma przeciwne poglądy w obu tych sprawach. Nie jest religijny i lekceważy religijne praktyki, a mimo to jest uwielbiany przez chrześcijan ewangelikalnych (a właściwie białych chrześcijan ewangelikalnych). Uważa, że firmy ubezpieczeniowe i farmaceutyczne, podobnie jak biznes zbrojeniowy, mają zbyt duże zyski i chce to zmienić. Atakuje ważne grupy wyborcze – np. Latynosów – podczas gdy większość republikanów umizguje się do nich. Chce deportować 11 mln imigrantów niemających odpowiednich dokumentów i sądzi, że dopnie swego. Chce uniemożliwić muzułmanom wjazd do kraju. O co właściwie chodzi?

Odpowiedź wymaga pobieżnego zarysowania tła.

W latach 90., w ramach moich badań z zakresu kognitywistyki i nauk o mózgu, podjąłem się odpowiedzi na pytanie: jak konserwatyści i postępowcy łączą ze sobą rozmaite stanowiska w sprawach politycznych?

Pomyślmy o konserwatyzmie. Co sprzeciw wobec aborcji ma wspólnego z poparciem dla posiadania broni? Co wiąże posiadanie broni z negowaniem istnienia globalnego ocieplenia? Jak łączy się stanowisko antyrządowe z pragnieniem silniejszej armii? Jak można być jednocześnie pro-life i za karą śmierci?

Progresiści mają przeciwne poglądy. Jak łączą je ze sobą?

Odpowiedź przyszła z uświadomienia sobie, że wykazujemy tendencję do metaforycznego rozumienia narodu poprzez kategorie dotyczące rodziny. Mamy ojców założycieli. Wysyłamy naszych synówcórki na wojnę. Istnieją służby broniące ojczyzny (homeland security). Podział między konserwatywnym i postępowym światopoglądem, który istnieje w naszym kraju, można w najbardziej czytelny sposób zrozumieć w kategoriach światopoglądów moralnych, mieszczących się jak w pigułce w dwóch bardzo różnych formach rodzinnego życia: rodzinach opiekuńczego rodzica (postępowcy) oraz surowego ojca (konserwatyści).

Co łączy sprawy społeczne i polityczne z rodziną? Najpierw podlegamy władzy w naszych rodzinach, więc dorastamy, myśląc o instytucjach władzy w kategoriach systemów panujących w naszych rodzinach.

W rodzinie surowego ojca to on wie najlepiej. Potrafi odróżnić dobro od zła i ma ostateczny autorytet – jego dzieci i żona robią to, co mówi, i co uważa za słuszne. Wiele konserwatywnych żon akceptuje ten światopogląd, podtrzymując autorytet ojca i i same będąc surowymi w tych zakresach rodzinnego życia, za które odpowiadają. Gdy dzieci są nieposłuszne, moralnym obowiązkiem ojca jest ich ukaranie w sposób na tyle bolesny, by chciały – dla uniknięcia kary – zachowywać posłuszeństwo (robić to, co słuszne), a nie to, co im wydaje się dobre. Poprzez fizyczną dyscyplinę mają się stać karne, wewnętrznie silne i zdolne do dawania sobie rady w świecie zewnętrznym. Co z ludźmi, którzy nie dają sobie rady? Brak im zdyscyplinowania, dlatego nie mogą być moralni, a ich ubóstwo jest zasłużone. Takie rozumowanie pojawia się w konserwatywnej polityce, w której ubodzy postrzegani są jako osoby leniwe, niezasługujące na nic, podczas gdy ludzie zamożni zapracowali na swoje bogactwo. Odpowiedzialność jest więc osobista, a nie społeczna. To, kim jesteś, zależy tylko od ciebie; społeczeństwo nie ma z tym nic wspólnego. Jesteś odpowiedzialny za siebie, nie za innych; ci inni także odpowiedzialni są za samych siebie.

Zwyciężanie i znieważanie

Jak powiedział legendarny trener drużyny Green Bay Packers, Vince Lombardi: „Zwycięstwo nie jest główną rzeczą. To rzecz jedyna”. Dlaczego Donald Trump w bezlitosny sposób publicznie znieważa innych kandydatów i liderów politycznych? To proste: ponieważ wie, że może zwyciężyć w telewizyjnej grze w obrażanie. W oczach surowych konserwatystów czyni go to silnym kandydatem, który zasługuje, by stać się triumfatorem. Wyścig wyborczy postrzegany jest jako bitwa. Zniewagi, które przykleją się po drodze do przeciwnika, to zwycięstwa – zwycięstwa zasłużone.

Pomyślmy o wypowiedzi Trumpa, że John McCain nie jest bohaterem wojennym. Rozumowanie jest następujące: samolot McCaina został zestrzelony. Bohaterami zaś są zwycięzcy. Oni pokonują wielkich złych gości. Nie mogą zostać zestrzeleni. Ci, którzy zostali zestrzeleni, zmaltretowani i zamknięci w klatce, to ludzie, którzy nie wygrali, lecz przegrali.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter