70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ciężar wszystkich dlaczego-i-po-co

„W moim pokoju jest tyle listów, że nie ma gdzie usiąść” – pisze Jack Kerouac 19 maja 1959 r. do Allena Ginsberga. Przyjaciele wymienili setki listów, które pozwalają naszkicować szalony, żywy, choć i niepokojący portret dwóch pisarzy i Ameryki ich młodości.

Kerouac i Ginsberg zaczynają wymieniać listy już parę miesięcy po pierwszym spotkaniu w 1944 r. Niemal natychmiast ich przyjaźń przeradza się w intensywny związek duchowy, intelektualny i zawodowy. Ponad 200 listów zebranych, opracowanych i umiejscowionych w czasie przez redaktorów składa się na niezwykle wielowymiarową lekturę – niektóre z nich tworzą dziennik intymny prowadzony na dwa głosy, inne zaś szczegółowo relacjonują podróże i poczynania Allena Ginsberga, Jacka Kerouaca oraz ich wspólnych znajomych, jednocześnie dając unikalne świadectwo wielkiej przyjaźni.

Obłędne książki

Wsparcie, jakie okazywali sobie w chwilach zwątpienia we własną twórczość, zaważyło być może na całym ich dorobku. Takie chwile nie były jednak częste. Pisarzom doskwiera ciągły brak pieniędzy, nieustające odmowy publikacji ich tekstów, pobyt w szpitalu psychiatrycznym (Ginsberg) czy domagające się alimentów żony (Kerouac). Obaj jednak zachowują niezłomne przekonanie, że urodzili się po to, by tworzyć i by odmienić na zawsze literaturę amerykańską. Zaraz po pierwszej publikacji swojej najsłynniejszej powieści W drodze Jack Kerouac tak ocenia swoje dzieło: „Obłędna książka – (pierwsza prawdziwa amerykańska powieść na miarę Dostojewskiego)”. Wiara we własną nieomylność stanowiła dla pisarza wręcz zasadę artystyczną – punkt 29. jego Credo i techniki nowoczesnej prozy głosi: „Jesteś geniuszem, bezustannie”.

Drogę do jasno wyznaczonego celu poeci okupili wysiłkiem i wyrzeczeniami, oddając się bez reszty – jak pisze Kerouac – sobie samym. Postawa, którą można nazwać również egoizmem, jest w odczuciu najważniejszych przedstawicieli Beat Generation jedyną drogą ku wolności – postrzeganej jako wyzbycie się wszelkiego poczucia powinności i wyzwolenie z okowów społecznych norm. Wiosną 1948 r. Jack Kerouac pisze do przyjaciela: „Gość pyta: »Co porabiasz?«, Ty mu na to: »Piszę powieść«, a [on] wtedy: »DLACZEGO?« – głosem Gabriela, tak że czujesz na sobie ciężar wszystkich dlaczego-i-po-co, jakie istnieją we wszechświecie, i wiesz, że już nigdy się spod nich nie wygramolisz”. Według pisarza jedyną możliwością wyzwolenia jest więc wydostanie się z „domu dlaczego-i-po-co”, na tyle skutecznie, by już nigdy do niego nie wracać. Rok później Kerouac, cytując Williama Burroughsa, pisze: „rasa ludzka wymrze, jeśli nie przestanie robić tego, na co nie ma za cholerę ochoty”. Odrzucenie pytań o sens swoich działań, pewność siebie i przekonanie o słuszności swoich wyborów prowadzi nieraz młodych pisarzy do buty i arogancji, zabarwionych – szczególnie w przypadku osiemnastoletniego Ginsberga – nutą pretensjonalności.

Wyzbycie się wszelkich zahamowań i ograniczeń stało się naczelną zasadą pisarzy nie tylko w życiu, ale i – a być może przede wszystkim – w pracy twórczej. Ich sztandarowym wrogiem staje się hipokryzja, sprzymierzeńcami – absolutna szczerość i swoboda wyrazu. Kerouac pisze do Ginsberga wiosną 1952 r.: „trzeba oczyścić umysł, pozwolić, żeby same z niego płynęły słowa (bo one, swobodne anioły objawienia, wzbijają się w niebo, kiedy stajesz twarzą w twarz z rzeczywistością), i pisać ze 100-procentową szczerością psychologiczną i społeczną itd., wywalać to wszystko kawa na ławę, zero wstydu”. Inspiracja metodą twórczą Kerouaca zaowocowała w przypadku Ginsberga powstaniem jego najsłynniejszego poematu – Skowyt, któremu zresztą tytuł nadał właśnie przyjaciel.

Życie to tylko ułuda

Pewność siebie i jasno wyznaczony cel nie uchroniły ich jednak od bolesnych upadków. Z korespondencji wyłania się obraz prawdziwej walki z wydawnictwami i magazynami literackimi, którym Kerouac i Ginsberg proponowali publikację swoich tekstów. Ich listy przepełnione są opracowywaniem strategii, opłakiwaniem kolejnych strat i poszukiwaniem sprzymierzeńców na wydawniczej wojnie. 6 czerwca 1955 r. zrozpaczony Ginsberg pisze do przyjaciela: „Sęk w tym, że kłopoty z pieniędzmi jako element rzeczywistości wcale nie są widmowe, raczej twarde jak skała, ciągle o nie uderzam głową. Skąd my, do cholery, weźmiemy $$ na Europę i co zrobimy, jak już nam się te $$ skończą? Jak w ogóle można żyć, nie budując żadnej przyszłości?”. Proza życia nie zniknie z ich zapisków również po tym, jak osiągnęli sukces. Choć mogą na chwilę przestać szacować bilans zysków i strat, wkrótce okaże się, że wokół szumnych założeń bitników nagromadziło się mnóstwo bolesnych – szczególnie dla Jacka Kerouaca – nieporozumień. Sukces wydawniczy, pieniądze i tłumy fanów nie przekładały się na zrozumienie przekazu pisarzy. Przywykli do słuchania oskarżeń o obsceniczność, a nawet o nawoływanie do przemocy, pisarze mieli poczucie, że nie mogą liczyć na zrozumienie również ze strony swoich „wyznawców”. Żaden z filmów inspirowanych twórczością i postaciami bitników nie dotykał ich zdaniem istoty rzeczy. 16 października 1959 r. Allen Ginsberg pisze: „dla filistrów najwyraźniej wciąż jesteśmy nieprzejrzyści, na sto procent nie mają pojęcia, o co nam chodzi – no bo jak cały naród miałby w ciągu jednego roku zrozumieć, że życie to tylko ułuda?”.

Uściski z raju

Poczucie niezrozumienia i rozgoryczenie Jacka Kerouaca zadecydowały w dużej mierze o ochłodzeniu stosunków pomiędzy pisarzami i doprowadziły do coraz rzadszej wymiany korespondencji. Zanim to jednak nastąpiło, ich relacja była wyjątkowo zażyła, ale i przede wszystkim bardzo twórcza. Ich myśli w pewnym momencie wydają się ze sobą splecione tak dalece, że Ginsberg musi upewniać się, czy daną strofę wymyślił on, czy może „kradnie” ją przyjacielowi. Wielokrotnie zresztą poeta reprezentuje Kerouaca podczas rozmów z wydawnictwami, dokładając wszelkich starań, aby ten osiągnął zasłużony sukces. Ta „zawodowa” relacja wymaga jednak również szczerej krytyki, która dla impulsywnego Jacka Kerouaca jest trudna do zniesienia. W grudniu 1948 r. pisze do Ginsberga: „Rzygam już Tobą i chcę, żebyś się zmienił: może byś tak dla odmiany naprawdę umarł, zrezygnował, oszalał”.
Tego typu wybuchy nie zdołały jednak osłabić wielkiej, trwającej długie lata przyjaźni. Zanim więc Kerouac napisze jeden z ostatnich listów, kończąc go smutno: „Niestety, Allen, Dobranoc”, listy będą kończyły się słowami: „Czule”, „Ton ami”, „Całuję, Kochanie”, „Uściski z raju”, „Twój brat”. Pisarze wspólnie zaczęli cieszyć się popularnością, zyskali rozgłos w podobnym czasie, co być może uratowało ich relacje przed zazdrością, choć w 1957 r. Kerouac pisze ironicznie do młodszego kolegi po piórze: „A mnie wszędzie przedstawiają jako »tego gościa, któremu dedykowany jest Skowyt« (świnio jedna!)”. Razem również poznają i studiują buddyzm, którego Ginsberg pozostanie wyznawcą aż do śmierci.
Drogi Allena Ginsberga i Jacka Kerouaca zaczęły się rozchodzić już parę lat przed tym, jak alkohol doprowadził tego ostatniego do przedwczesnej śmierci w 1969 r. Wiele się wydarzyło w ciągu tych kilkunastu lat od ich pierwszego spotkania do ostatniego zamieszczonego w zbiorze listu z 1963 r.: odwiedzili pięć kontynentów, wypalili tysiące papierosów i opróżnili niezliczone butelki alkoholu, zapełnili kilogramy ryz papieru wierszami, myślami, powieściami, a wreszcie i listami. Tak zakończyła się wielka przyjaźń i pasjonująca przygoda głównych przedstawicieli Beat Generation, których historia znów zaczyna inspirować, co przekłada się na realizacje filmowe (Skowyt, 2010; W drodze, 2012; Kill your darlings, 2013), jak również na takie jak ta – rewelacyjnie zresztą przetłumaczona i przygotowana – publikacje.

Jack Kerouac, Allen Ginsberg
Listy
oprac. Bill Morgan i David Stanford
tłum. Krzysztof Majer
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter