70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Świecki kaznodzieja

Z lektury książki Joanny Kuciel-Frydryszak można wywnioskować, że podstawową cechą Słonimskiego było pragnienie oddziaływania na środowisko, potrzeba bycia zauważonym. Był przekonany o własnej wyjątkowości. Ta podświadoma postawa, częsta u pisarzy, mogła wpływać na działania, dla których szukał innych, bardziej ideowych uzasadnień.

Antoni Słonimski to postać trudna do rozszyfrowania. Pewne jest, że poeta był jedną z kluczowych osobistości XX-wiecznej kultury polskiej i chciał mieć wpływ na kształtowanie postaw polskiej inteligencji. Próba zrozumienia jego wyborów i poglądów, umieszczonych w historycznym kontekście, pokazywałaby przekształcenia części polskiej inteligencji (niekomunistycznej, ale lewicowej), będąc ważnym dokumentem historii Polski. Być może zresztą biografia ideowa jednego z mistrzów tej formacji pokazałaby, że już te początki były zapowiedzią przyszłych klęsk?

Wstępem do takiej biografii jest Słonimski. Heretyk na ambonie Joanny Kuciel-Frydryszak. Książka godna polecenia, świetna w lekturze, wciągająca bardziej niż niejeden kryminał – bo i biografia fascynująca (a przy tym napisana lekkim stylem), i dobrze zebrane źródła (także rozmowy ze świadkami). Dodatkowym atutem jest postawa autorki, czytającej biografię Słonimskiego z dużą wrażliwością, zarówno przez pryzmat jego poezji (często cytując wiersze dotychczas nieznane), jak i np. Wspomnień polskich Gombrowicza (świetny dokument klimatu 20-lecia). A jednocześnie autorka nie popada w czołobitność, nie ucieka od spraw w jego biografii trudnych (np. problem antysemityzmu Słonimskiego). Książka ma też wartość źródłową: podaje nowe fakty, opatrzona jest zwięzłymi przypisami oraz indeksem nazwisk. Trzeba jednak uważać, bo fakty czasem podawane są tu za źródłami wtórnymi (czy nie lepiej byłoby podawać cytaty np. z pierwodruków felietonów?), czasem bez wskazania źródeł (np. fakt kolportażu w 1940 lub 1941 r. w Londynie „żółtych ulotek informujących, kto z przybyłych jest Żydem”), wreszcie cytowane za samym bohaterem, a on tworzył przecież własną legendę (z tego niebezpieczeństwa autorka zdaje sobie sprawę, niestety zapewne w wielu miejscach skonfrontowanie mitu z innymi materiałami było niemożliwe – w biografii źródłowej taką próbę trzeba by jednak podjąć). Sama autorka napisała, że Słonimski potrafił wymyślić książkę, aby łatwiej polemizować z poglądami; zmyślił też kongres esperantystów. Ponieważ wiele informacji podawanych bez odnotowania źródła pochodzi od samego Słonimskiego, warto było zaznaczyć to jakimś ogólnym zastrzeżeniem.

Dzieje legendarne

Styl książki, stanowiący jej zaletę, sugestywnością opisu może też czasem wprowadzać w błąd (czy faktycznie w czasie, kiedy rodzice wieźli Antoniego do chrztu, jego dziadek Chaim Zelig Słonimski modlił się w synagodze – czy tylko „mógł się modlić”?). Czy SB rzeczywiście zaczęła podsłuchiwać Słonimskiego dopiero po 1956 – czy tylko takie podsłuchy do dzisiaj odnaleziono? Oczywiście styl byłby cięższy, ale efektowne skróty myślowe mogą przyczynić się do powstania nowej legendy.

Zdarzają się też czasem uproszczenia, choćby w ukazaniu stosunku Słonimskiego do cenzury (jako prezes ZLP często dyplomatycznie bagatelizował przecież za granicą jej znaczenie, mówiąc o „dwóch cenzurach” – instytucjonalnej i wydawniczej). Pojawiają się też błędy wynikające zapewne z pośpiechu – np. na plenum ZLP w 1964 przeciw likwidacji „Nowej Kultury” nie występowała tylko tzw. grupa „Europy”, do której zresztą poeta nie należał; pismo Staszica Słonimski sprzedał Muzeum Narodowemu, jak jest w tekście – czy Bibliotece Narodowej, jak głosi spis ilustracji? Podobnych pomyłek jest jeszcze kilka.

Najbardziej niebezpieczne jest jednak zbytnie zaufanie do licznych historii, które zostawił o sobie Słonimski, co widać np. w opisie sprawy Listu 34, który można przecież czytać na różnych poziomach, także poza jego dzisiejszą legendą. Czy osobiste emocje Słonimskiego, podrażnionego w niechęci do Iwaszkiewicza, nie miały tu znaczenia?

Iwaszkiewicz jest ważnym współbohaterem biografii Słonimskiego. Autorka pisze o ich relacjach, od początku trudnych, traktowaniu Iwaszkiewicza niczym prowincjusza, zauroczeniu się jego żony Słonimskim… Ciekawe byłoby napisanie ich „biografii równoległej”, zwłaszcza z lat powojennych. Niechęć do Iwaszkiewicza była przecież motorem wielu działań Słonimskiego – czego symbolem jest przestawienie przecinka w wersie „Julku miły i Leszku, drogi Jarosławie” na „Julku miły i Leszku drogi, Jarosławie”…

Zarówno ze sprawy Listu 34, jak z lektury całej książki można wywnioskować, że podstawową cechą Słonimskiego było pragnienie oddziaływania na środowisko, potrzeba bycia zauważonym. Kiedy np. w 1924 r. poeta jedzie do Brazylii, w jego tekstach skrzy się od dowcipu, ale – jak napisała Kuciel-Frydryszak – „brak (…) głębszych analiz, poznawana rzeczywistość stanowi (…) raczej pretekst do pisania o sobie” (i przytacza cytat: „miasto było dziś nudne jak zapach bananów (…) jadam je codziennie (…) widziałem drzewa (…) przypomina mi to moją karierę literacką (…)”. Jest zachwycony przerażeniem współpasażerki biorącej go za komunistę: „dostał to, co uwielbiał: reakcję, emocje czytelnika”. Był przekonany o własnej wyjątkowości; dokonując bilansu życia, pisał, że po powrocie do kraju „oparł się (…) pokusie wygód i przywilejów”: „nie zgodziłem się na pięciopokojowe mieszkanie i samochód. Dostałem to, co mi przysługiwało (podkreślenie ŁG). Trzy niewielkie pokoiki na Krakowskim Przedmieściu”. Wielkość jest względna: było to 70 metrów kwadratowych w pięknym miejscu (później jako prezes ZLP otrzyma większe mieszkanie na ulicy prominentów – w Alei Róż). Ta podświadoma postawa mogła wpływać na działania, dla których szukał innych, bardziej ideowych uzasadnień.

Dwa totalizmy

Kiedy autorka zastanawia się, co zdecydowało o powrocie do Warszawy w najgorszym mroku stalinizmu – poeta przed wojną na równi stawiał przecież faszyzm i bolszewizm – pisze: „[W czasie wojny – przyp. ŁG] Słonimski jest w Londynie samotny. Musi go bardzo boleć, że znalazł się poza głównym nurtem wydarzeń, pozbawiony znaczenia i wpływów, do których był przyzwyczajony przez długie lata w Polsce (…)”. Już przed wojną, pisząc o ZSRR, choć widział, jak wygląda tamta rzeczywistość, nie krytykował jej z całą mocą, do jakiej był zdolny – wpadając w pułapkę postrzegania komunizmu jako kontynuacji rewolucji francuskiej: intelektualista w niewoli postrzegania rzeczywistości jako pasma postępu. Jednocześnie, rzucony na boczny tor, szuka wytłumaczenia, wpadając w „tunel poznawczy” – bo wszystko jest dla niego dowodem na brnięcie większości dawnego środowiska w… faszyzm. „W pierwszej rozmowie powiedział mi przyciszonym głosem i z ponurą miną, że Ciołkosz faszyzuje (…) Grydzewski faszysta i antysemita (…) Nowakowski faszysta i szowinista (…) Mackiewicz faszysta imperialista”, pisał w 1942 r. Hemar, cytowany w książce. (Zauważmy zbieżność – podobnie emigrację widział wówczas choćby Miłosz).

Przy ówczesnej radykalizacji i powszechnym oczekiwaniu reform społecznych po wojnie (zarówno na lewicy, jak i w wielu środowiskach prawicowych!) niemożliwa była dla niego postawa „trzeciego stołka”, w której chciał się ustawić. Przywoływana kilkakrotnie rada, której miał udzielić Miłoszowi („słuchaj starego mądrego Żyda, siedź jak najdłużej za granicą”), nie miała zastosowania do niego samego. Skonfliktowany z dawnym liberalnym środowiskiem, przerażony totalizmem nazizmu, coraz bardziej brnął we współpracę z totalizmem komunistycznym. Najpierw z oddali, wreszcie – wracając (autorka pisze o twardych negocjacjach, jakie miał prowadzić – to ważne). Słonimski po powrocie zapewne doznał dysonansu poznawczego, który widać w tak odbiegającym od jego stylu ataku na Miłosza, uciekającego właśnie wówczas, gdy on wraca. Odpowiedź autora Traktatu moralnego uderza w słabości postawy Słonimskiego, zarzucając mu kawiarniany socjalizm i konformizm: gdy prawdziwi komuniści gnili w więzieniach, „ty zasiadałeś w kawiarni i pisałeś kroniki tygodniowe dla liberałów z małego miasteczka. Kiedy ci liberałowie umierali przed plutonami egzekucyjnymi i w komorach gazowych, byłeś w Londynie (…) wybrałeś ortodoksję mocą faktów, których sam nie tworzyłeś i nie chciałeś”.

Rachunek sumienia

Dla Słonimskiego sprawa Miłosza pozostała wyrzutem sumienia; Michnik uważał, że to o niej pisał w Sądzie nad Don Kichotem: „Że byłem kiedyś małoduszny / (…) że milczałem wbrew sumieniu / (…) chcę zrzucić z piersi ciężar duszny (…)”. Autorka – co warto podkreślić – dokonuje porównania wersji tego poematu.

Zarzuty o „politykę kawiarnianą” wciąż się pojawiały. Powtarzała je emigracja i władza. Nie da się ukryć, że „salonowość” była słabością postawy tej formacji niekomunistycznej inteligencji lewicowej, rodząc wrogie reakcje osób „nie dopuszczonych do stolika”. Podobnie było z „terrorem moralnym”, stanowiącym w czasach PRL jeden z niewielu oręży dostępnych opozycji (jej pierwsza faza polegała na próbach zdobycia podpisów pod listami protestującymi); a Słonimski był od początku swojej drogi literackiej mało tolerancyjny. Manifestacje przeciw sztukom „patriotyczno-idiotycznym” w 1918 r. sprawiły, że ówczesna prasa pisała o „bojówkach literackich”. Skamandryci na jeden z wieczorów Wata w 1921 r. mieli sprowadzić prawdziwe bojówki, które obrzuciły go kamieniami! Nie pasuje to do naszego wyobrażenia o liberalnym Słonimskim, który także jako recenzent teatralny „jest bezlitosny (…) aby recenzje wywoływały rezonans (…) aby mówiło się o nim”.

Czy mamy prawo do tego, aby grzebać w ludzkim sumieniu? A może to obowiązek? Możemy pozostać przy historii w jej uproszczonej wersji heroicznej, ale nie byłaby to cała prawda; poza symboliką nadawaną post factum chcielibyśmy chyba zrozumieć, dlaczego coś miało miejsce. Odpowiedzi nie są koturnowe; piękne zachowania mogą mieć nieco mniej piękne korzenie – choćby egotyzm czy zazdrość. Pisanie o tym nie musi być małostkowym obalaniem pomników, jeżeli jest współczującą próbą zrozumienia. Inaczej zafałszujemy niełatwą przeszłość zbytnim upraszczaniem. A przecież trzeba starać się zrozumieć motywy – to ciekawsze i ważniejsze niż sama chronologia. Trudno się dziwić, że historia często odstrasza, przeładowanie faktami przy zredukowaniu krytycznego myślenia nie służy rozumieniu przeszłości i teraźniejszości.

Bardzo dobra książka, rysująca fascynującą i ważną postać. Warto się nad Słonimskim bliżej zastanowić.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata