70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zły klimat politycznej jesieni

Wydarzenia października potwierdziły, że w naszej polityce w dalszym ciągu panuje niedobry klimat. W dwudziestym pierwszym roku naszej niepodległej państwowości doszło do pierwszej zbrodni, motywowanej polityczną nienawiścią. W łódzkim biurze poselskim Prawa i Sprawiedliwości został zastrzelony Marek Rosiak, działacz tego ugrupowania, a inny działacz i pracownik biura został ciężko ranny.

Sprawca czynu wykrzykiwał, że nienawidzi Jarosława Kaczyńskiego i jego chciał zabić. Z dotychczasowych doniesień z toczącego się śledztwa wiemy, że zamachowiec interesował się także politykami innych ugrupowań i jest prawdopodobne, że podobny los mógł spotkać także polityka PO czy SLD.

To prawda, że ludzie głęboko zaburzeni emocjonalnie i szaleńcy znajdują się w każdym społeczeństwie. Byłoby jednak błędem uznać łódzką śmierć za przypadkową. Jest więcej niż prawdopodobne, że przyszłego zabójcę zachęcił do działania klimat agresji i braku umiaru w wypowiadanych słowach, panujący od pewnego czasu w naszym życiu politycznym. Dobrze więc się stało, że najwyżsi przedstawiciele Rzeczypospolitej, dostrzegli znaczenie tego, co wydarzyło się w Łodzi i dali temu publiczny wyraz, udając się osobiście na miejsce tragedii, by złożyć hołd ofierze zbrodni.

Kiedy w III Rzeczpospolitej zapanował w życiu politycznym klimat agresji ? Od kiedy politycy zaczęli wypowiadać się o przeciwnikach politycznych jako o wrogach, którzy nie zasługują na elementarny szacunek? Przez pierwsze kilkanaście lat naszej odzyskanej niepodległości, mniej więcej do 2006, może 2007 roku, zasadniczym politycznym podziałem w Polsce, był podział na siły wyrastające z ruchu „Solidarności” i formację politycznych spadkobierców PRL. Był to podział głęboki, wyrastający z naszej historii, ale przecież nie prowadzący do aktów nienawiści. Podział obozu solidarnościowego w 1990 roku, którego konsekwencją było starcie Wałęsy i Mazowieckiego w wyborach prezydenckich, był bolesny, towarzyszyły mu złe emocje, ale także nie było w nim wzajemnej nienawiści i pogardy.

W mojej pamięci pozostaje wrażenie, że ten ton zaczął się pojawiać w roku 1993, w trakcie demonstracji niedawnych zwolenników Wałęsy, palących kukłę prezydenta pod Belwederem. Brutalizację obyczajów i języka polityki przyniosło też wkroczenie w 2001 roku do parlamentu reprezentacji „Samoobrony” z Andrzejem Lepperem na czele. Było jednak coś, co osłabiało efekt poczynań lidera „Samoobrony” i jego ludzi. Były przerysowane, miały w sobie nierzadko coś z teatru groteski. Jest smutnym paradoksem, że traktowanie przeciwnika politycznego jako wroga upowszechniło się po wyborach 2005 roku, gdy scenę polityczną zdominowały PiS i PO, jeszcze niedawno zapowiadające wspólne rządy. To konflikt tych ugrupowań, wywodzących się z solidarnościowej tradycji, przyniósł radykalny wzrost wzajemnej werbalnej agresji. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy nie rozkłada się równo. Wyraźnie większą ponosił PiS, a zwłaszcza jego przywódca Jarosław Kaczyński. Nie jestem w tej ocenie oryginalny. Badania opinii publicznej pokazują, że tak uważa większość ankietowanych Polaków. Wydawało się, że tragedia smoleńska przyniesie wstrząs i przyczyni się do zamiany politycznych obyczajów. Te nadzieje wyrażałem ponad pół roku temu na łamach „Znaku”. Przebieg kampanii prezydenckiej zdawał się je potwierdzać. Niestety, po jej zakończeniu i wyborze Bronisława Komorowskiego nastąpiła nowa eskalacja konfliktu. Znowu nadal jej ton Jarosław Kaczyński. Było coś bardzo smutnego i gorszącego, że to wokół znaku krzyża postawionego w dniach narodowej żałoby przed Pałacem Prezydenckim, dochodziło do wydarzeń, w których objawiały się bardzo złe emocje.

Czy tak musi być nadal? Jak będzie w przyszłości, o tym zadecyduje postawa nas wszystkich: polityków, mediów, Kościoła i nade wszystko opinii publicznej, a zwłaszcza tych nielicznych ludzi, o których zwykliśmy mówić: autorytety.

Ruszyły sejmowe prace nad in vitro. W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie czterech projektów ustaw, z których trzy – poza najbardziej restrykcyjnym – zostały skierowane do dalszych prac w komisjach sejmowych. Jarosław Gowin miał rację, zwracając uwagę na fakt, że wielkim złem był brak wszelkich prawnych uregulowań metody in vitro, co oznaczało przyzwolenie na wszelką dowolność w tej dziedzinie. Jest szansa, że dzięki pracom sejmowym, obszernie relacjonowanym przez media, podniesie się w społeczeństwie stan świadomości dotyczącej problematyki bioetycznej. Tak się stało na początku lat 90. z kwestią życia nienarodzonego i aborcji. Dobrze pamiętam ogromny i w sumie pozytywny zakres zmiany, jaka wówczas nastąpiła w świadomości i postawach wielu ludzi. Pamiętam lata 70. i 80., gdy w wielu środowiskach mówiło się o aborcji jako „zabiegu” neutralnym moralnie i czasy po często dramatycznych, ale publicznych sporach na temat prawnej ochrony nienarodzonego życia ludzkiego i warunków dopuszczalności jego przerwania. Z tej debaty jako społeczeństwo wyszliśmy mądrzejsi i bardziej odpowiedzialni. Tak może być także teraz, dzięki debacie o in vitro.

Nie dziwią mnie, ale smucą głosy dominujące w mediach, wyrażające oburzenie stanowiskiem biskupów, potępiających metodę in vitro. Usłyszeliśmy wyraźnie: „jak śmieją wywierać niedopuszczalną moralną presję na parlamentarzystów”. Świętym oburzeniem zapłonął przewodniczący Napieralski i Janusz Palikot, który na znak protestu pikietował kurie biskupie i przybił do krzyża egzemplarz konstytucji. Obaj panowie publicznie piętnują biskupów i w ten sposób zabiegają o swą popularność, co jest kolejnym potwierdzeniem, że Polska jest bardzo odległa od modelu państwa wyznaniowego, którym rzekomo jesteśmy. Czego oczekują? Milczenia Kościoła w sprawie o wielkim znaczeniu moralnym, ściśle związanej z religijną wizją człowieka. Oto, przykład tolerancji!

Jest świętym prawem Kościoła wypowiadanie się w ważnych sprawach publicznych. Zupełnie inną kwestią jest ocena, jak korzysta z tego prawa, a jeszcze czym innym postawa parlamentarzystów, których nikt nie zwolni od kierowania się własnym sumieniem i własną oceną dobra publicznego.

3 listopada 2010

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata