70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dziwna rzecz – pisanie

Wydaje się doprawdy, że Bräker wie o pisaniu wszystko, w każdym razie wszystko, co najważniejsze. Może dlatego pisanie, chociaż jest dla niego czymś koniecznym, nigdy nie jest czymś oczywistym: ten dziwny sposób spędzania czasu stale budzi wątpliwości i domaga się wytłumaczenia.

W osiemnastym wieku żył w Szwajcarii człowiek pióra, którego pisarskie dzieło opublikowano w całości dopiero w dwieście lat po jego śmierci. Nazywał się Ulrich Bräker, a znany jest także jako „biedny człowiek z Tockenburga”. Jego nazwisko figuruje w indeksach prac z dziedziny socjologii kultury, monografii Oświecenia, historii pietyzmu i historii pruskiego militaryzmu. W literaturze pozostawił po sobie zbiór komentarzy do Szekspira,  dwa utwory dramatyczne, trochę wierszy, nieco drobnych pism na różne tematy, systematycznie prowadzone zapiski o pogodzie, autobiografię i dzienniki. Za jego życia drukiem ukazała się jedynie autobiografia pt. Żywot i prawdziwe przygody biednego człowieka z Tockenburga, fragmentydziennika w mocno podredagowanej postaci i kilka rozprawek; edycję całej spuścizny w oryginalnej formie przygotowano dopiero niedawno.Bräker urodził się w 1735 roku w biednej chłopskiej rodzinie w Toggenburgu i tam też mieszkał i zmagał się z biedą do śmierci w roku 1798. Był samoukiem, w dzieciństwie na szkołę pozostawało mu tylko parę wolnych od zajęć gospodarskich tygodni w ciągu roku. W okresie wojny siedmioletniej zwerbowany do armii pruskiej, przy pierwszej okazji zdezerterował. Na czas jego życia przypadają początki szwajcarskiego uprzemysłowienia i uprawy kartofli, wahania koniunktury, głodowe lata siedemdziesiąte, okupacja francuska. Wszystko to zahacza bezpośrednio o losy Bräkera i jest odnotowane w autobiografii i w dzienniku. Jednakże i autobiografia, i – zwłaszcza – dziennik są przede wszystkim dokumentami osobistymi.

Zaczął prowadzić dziennik około trzydziestego trzeciego roku życia, jako człowiek żonaty, otoczony gromadką dzieci, zarabiający na utrzymanie tkactwem i handlem wyrobami tkackimi.  Pisał regularnie, najczęściej wieczorami i nocami, na kartach poliniowanych ołówkiem, bo bez tego, jak wyznaje, nie umiałby  „napisać ani jednego równego wiersza”. W sumie dzienniki liczą około trzy tysiące siedemset takich stronic.

W styczniu 1970 roku zaczyna od uwagi, że

zawsze było, a i dziś jest dużo wielkich ludzi, którzy odbyli wielkie podróże w obce kraje i do innych części świata (…), spisywali dokładnie wszystko, co im się przytrafiło, co osobliwego zobaczyli i usłyszeli, jeżeli zaś opis podróży wydali drukiem, często zyskiwali wielki rozgłos, a po ich książki sięgano często pilniej niż po książki duchowe,

ale że „na tym świecie wszyscy jesteśmy pielgrzymami i podróżnikami do wiecznej ojczyzny (…), dlaczego mnie nie wolno byłoby sporządzić opisu podróży do wiecznej ojczyzny, dla mnie samego i dla moich dzieci”, ponieważ „i w tej podróży wiele jest do zobaczenia i usłyszenia, oczami i uszami cielesnymi i duchowymi”.

Zapisy z pierwszych lat noszą wyraźne ślady inspiracji religijnej. A ściślej – pietystycznej, który to nurt wówczas rozlewał się szeroko,  za pośrednictwem kaznodziejów oraz tzw. traktatów budujących i innych druków docierał do odległych od metropolii zakątków prowincji. Pietystyczne traktaty, w tym pisma Johanna Arndta,  były  obok Biblii głównymi lekturami młodości Bräkera. Codzienne zapiski były zaś sposobem uprawiania pobożności, praxis pietatis.  Mają formę modlitwy, komentarza do Biblii, rachunku sumienia, adresu wdzięczności do Boga za to, że stworzył tak piękny świat, i zwierzeń z własnych lęków przed karą za grzechy.

Pierwszym – przynajmniej explicite ujawnianym – motywem była  więc chęć poprawienia samego siebie, a jeśli to się nie uda (diarysta jest aż nadto świadomy własnych słabości), chęć uczynienia z siebie przykładu pouczającego dla innych, w tym dla własnych dzieci (miał ich siedmioro, dwoje najstarszych wcześnie zmarło wskutek zarazy). O tyle Bräker brał pod uwagę jakichś odbiorców, czytelników, choćby w przyszłości.

W 1776 roku w każdym razie wystąpił bezpośrednio na forum publicznym, zdecydował się bowiem – za namową miejscowego nauczyciela – wziąć udział w konkursie dorocznie organizowanym przez powstałe dziesięć lat wcześniej Toggenburskie Towarzystwo Moralne, za napisane rozprawki (o kredytach i o handlu bawełną) otrzymał nagrodę (w wysokości jednego dukata), i – co więcej – został przyjęty do owego Towarzystwa, gromadzącego poza tym wyłącznie członków miejscowej elity, tj. duchownych, lekarzy, nauczycieli, miejski patrycjat. Można to słusznie uznać za przykład udanego awansu kulturalnego niczym z bajki. Bräker mógł odtąd korzystać z biblioteki Towarzystwa zawierającej głównie dzieła z zakresu teologii, ekonomii, historii i filozofii, ale również literaturę piękną, miedzy innymi Szekspira i współczesnych rodzimych autorów.

Owocem tych lektur są komentarze do Szekspira i inne śmielsze próby pisarskie. Zmienia się także charakter dziennika – nie jest już wyłącznie sposobem praktykowania pobożności, ale także medium obserwowania siebie i swoich poczynań w świecie, medium autorefleksji, niezależnej od moralnych obrachunków. A przede wszystkim pisanie staje się samoistną potrzebą, a Bräker nazywa to wprost „nałogiem” albo „przymusem” pisania. W pisaniu fascynujące jest już fizyczne kreślenie na papierze znaków, które coś znaczą, i już ta dziwna transformacja dodaje zapisywanym treściom blasku. W bardziej uroczystych momentach, na przykład otwierając kolejny rok dziennika, przedstawia się jako ktoś, kto „lubi pisać” i lubi „pisać o sobie”.

Myślałem już zrezygnować z pisania albo przykrócić je, kiedy tak patrzę na te mnóstwo bazgrołów, mrzonek, bzdur, które z czystej skłonności wypisywałem, z czego teraz wiele samego mnie mierzi i ledwo gotów jestem czytać, to myślę – po co cała ta pisanina, jeśli ty sam nie chcesz tego czytać, to kto przeczyta, a jeśli przeczyta, co z tego za korzyść, to tylko głupstwa, a jeśli nawet trafiają się zacne odczucia, to zapisane niezdarnie i nieskładnie; przecież każdy człek na tej ziemi kocha swoje głupstwa i nie zdoła ich ukryć, bodajby dopiero po śmierci wyszły na jaw – nie, nie rzucę pisania, choćby pisanina zaraz po napisaniu miała przepaść; zanadto pisanie coś we mnie zaspokaja i to coś napędza mnie do pisania [styczeń 1779].

W przedmowie do Żywota i prawdziwych przygód pisze, że kieruje nim przy tym przedsięwzięciu pisarskim wdzięczność dla Opatrzności Bożej i myśl, że inni mogą wyciągnąć naukę z jego historii, ale nie zarzeka się też przyjemności, jaką jest „prześledzenie  własnego życia” i przypomnienie tego, co w nim „najgodniejsze uwagi”.  Do spisania autobiografii Bräker zabrał się już jako człowiek oczytany i obyty z literaturą, zręcznie stosujący zabiegi selekcji  i kompozycji materiału, a także różne chwyty stylistyczne – od powagi konfesji po żywą relację z przygody wojennej i efekt przekory w patrzeniu na wielkie wydarzenia historyczne od dołu.  Charakterystyczne zresztą, że owa werwa narracyjna wyżywa się w rozdziałach poświęconych najdawniejszym czasom, dzieciństwu, młodości, epizodowi wojennemu – tak jak gdyby praca pamięci samorzutnie podbijała literacki bębenek i formowała materiał w kształt ciekawej, dobrze opowiedzianej historii – a potem przygasa. Widać to już po tytułach rozdziałów:  „Znowu trzy lata”, „Dwa lata”, „I znowu dwa lata”, „Całe pięć lat”. Sam autor, świadomy różnicy, powiada: „ten okres mojego życia przyniósł mi nieskończenie mniej radości niż młodsze lata”.

Awans kulturalny i nawiązane skutkiem tego stosunki osobiste z niektórymi znakomitościami epoki, jak Lavater czy Johann Heinrich Füssli (wydawca), nie miały większego wpływu na codzienne życie Bräkera. Dalej biedował, nieudolnie prowadził swoje interesy, popadał w długi.  Z biedaka nie przeistoczył się w homme de lettres, choć w XVIII wieku spotyka się przecież takie kariery. Ze swoimi czytelniczymi i pisarskimi pasjami nie znajdował zrozumienia w najbliższym otoczeniu, u przyjaciół z Towarzystwa raził go wyczuwalny ton protekcjonalności. Miał poczucie, że nie pasuje „do żadnej klasy” (luty 1788).

Ta część życia, której nie dawało się przetworzyć w interesującą opowieść, zapisała się w każdym razie w dziennikach. Dziennik bowiem podlega innym impulsom i zmaga się z innymi dylematami. Bräker czuje się osamotniony, toteż dziennik spełnia funkcje jedynego przyjaciela i powiernika, kompensuje niezaspokojoną potrzebę wypowiedzi. Ale pisanie budzi też rozterki, rozmaitego rodzaju. Zwłaszcza we wczesnych zapisach powtarza się przejęty z psalmów topos niewystarczalności słów w stosunku do cudów stworzenia. Pod piórem samouka ten topos nabiera wyjątkowej, niekonwencjonalnej wymowy.

Bräker wie, że lektury i pisanie dziennika pochłaniają czas, który należy się pracy zarobkowej, że o tyle pisanie kłóci się z pierwotnym motywem samokontroli. I więcej  – że to pisanie, które jest mu niezbędne do życia, zarazem wchodzi w konkurencję z życiowymi potrzebami. I jeszcze więcej: że to pisanie, które miało dopomóc w uporządkowaniu życia, sprzeniewierza się swojej misji i samo przechodzi na stronę życiowego nieładu: „czym może być moja pisanina, jeśli nie zamętem, skoro ja sam dla siebie jestem chaosem” (styczeń 1779). Wydaje się doprawdy, że Bräker wie o pisaniu wszystko, w każdym razie wszystko, co najważniejsze. Może dlatego pisanie, chociaż jest dla niego czymś koniecznym, nigdy nie jest czymś oczywistym: ten dziwny sposób spędzania czasu stale budzi wątpliwości i domaga się wytłumaczenia.


U. Bräker, Sämtliche Schriften, hrsg. von A. Bürgi, H. Graber, C. Holliger-Wiesmann, Chr. Holliger, A. Messerli, A. Stadler, München-Bern, Bd. 1-2-3 1998, Bd. 4 2000; tenże, Żywot i prawdziwe przygody biednego człowieka z Tockenburga, przeł. Z. Fonferko, Warszawa 1979.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata