Subskrybuj
Doktorantka w Instytucie Filozofii UW, gdzie realizuje projekt NCN Działalność przemysłu farmaceutycznego – etyczne wyzwania i nowa biopolityka. Nauczycielka etyki, członkini redakcji „Kultury Liberalnej” oraz Centrum Bioetyki i Bioprawa UW.

Historia jednej tabletki

Liczne badania wykazują od lat, że nawet drobne upominki i przysługi – choćby takie jak fundowanie posiłków czy wręczanie darmowych próbek leków – wywierają wpływ na to, co przepisują lekarze.

Każda z tabletek w twojej szafce, szufladzie czy torebce przeszła długą drogę, by trafić blisko ciebie, by być zawsze pod ręką. Proces jej wynajdywania, testowania, dopuszczania do obrotu, reklamy i sprzedaży trwał wiele lat. Na każdym z tych etapów osoby pracujące nad nowym lekiem mierzyły się z odmiennymi wyzwaniami i dylematami moralnymi – niektóre były nieuniknione, inne wywołane przede wszystkim przez… chciwość. Leki są cennym towarem i, jak wszystkie produkty, mają przynosić zyski swoim producentom. Istnieje wiele sposobów na to, aby te zyski zwiększać.

 

Badania na ludziach i zwierzętachZacznijmy od badań. każdy nowy lek musi przejść przez szereg testów. Od 2013 r. w Unii Europejskiej nie wolno sprzedawać kosmetyków testowanych na zwierzętach, nadal jednak w ten sposób testujemy leki. Badania te służą do wstępnego określenia toksyczności oraz skuteczności danej substancji. Na żywych organizmach sprawdza się także bezpieczeń­stwo stosowania wielu produktów chemicznych – np. to, jakie szkody wywo­łują po dostaniu się do oka… Pytanie, na jak wielkie cierpienie jesteśmy gotowi narazić inne czujące istoty dla zdrowia lub wygody ludzi, stanowi osobny problem moralny. W procesie produkcji leków jest to jedno z tych wyzwań, których trudno uniknąć. Dalej robi się tylko trudniej. Załóżmy, że badana przez nas substancja sprawdziła się w trakcie testów na zwierzę­tach – przystępujemy więc do badań na ludziach. Przed dopuszczeniem do obrotu nowy lek przechodzi przez kilka faz badań z udziałem ludzi. Pierwsza z nich nie służy jeszcze określeniu sku­teczności danej substancji – podaje się ją zdrowym ochotnikom, by ocenić bezpieczeństwo jej stosowania i zaobserwować wywoływane przez nią efekty uboczne. Uczestnicy badań pierwszej fazy, „ludzkie króliki doświad­czalne”, jak sami czasem o sobie mówią, otrzymują rekompensatę finan­sową za wystawienie własnego zdrowia na ryzyko. Część z nich uczyniła sobie z udziału w badaniach klinicznych źródło regularnego przychodu. Czy taka forma „biopracy”, czego domagają się niektórzy testerzy leków, powinna zostać uznana za zawód? Z jednej strony, każdy ma prawo dobrowolnie i świadomie narazić samego siebie, a udział w badaniach klinicznych służy pożytecznym celom. Z drugiej strony, czy wybór podej­mowany w sytuacji przymusu ekonomicznego jest w pełni dobrowolny? I czy w traktowaniu ludzkiego ciała jako zasobu, w uprzedmiotawiającym charakterze biopracy nie ma nic złego? Załóżmy, że planujemy przeprowadzić wszystkie konieczne badania…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dlaczego fascynuje nas wojna?