Oskarżanie dzisiejszego Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce o antysemityzm byłoby czymś głęboko niesprawiedliwym. Wszak mówimy tu o jednym z niewielu Kościołów w Europie, w których (w Polsce już od 18 lat) obchodzony jest Dzień Judaizmu; w dodatku – jak piszą izraelskie media – „w żadnym innym kraju katolickim obchody tego Dnia nie mają tak masowego charakteru”. Mowa też o Kościele, którego episkopat, pielgrzymując w Roku Wiary (2013) do Ziemi Świętej, oprócz miejsc związanych z życiem Jezusa odwiedził również Kneset i Instytut Pamięci Yad Vashem oraz przybył pod Mur Zachodni (Ścianę Płaczu) − jedyną pozostałość Świątyni Jerozolimskiej, obecnie najświętsze miejsce dla wyznawców judaizmu. Można by przytoczyć jeszcze wiele innych dowodów na to, że Kościół w Polsce (tzn. jego zwierzchnicy, oficjalne dokumenty i masa lokalnych inicjatyw, takich chociażby jak franciszkańska Wyższa Szkoła Filologii Hebrajskiej w Toruniu) antysemicki nie jest. Skąd zatem takie – pojawiające się tu i tam – oskarżenia pod jego adresem? Byłbyż to jedynie antykatolicki – i przy okazji antypolski – stereotyp? Pozostałość po minionej już epoce ścisłych związków katolickich hierarchów z endecją? Chyba jednak nie do końca. No bo jak tłumaczyć – niemal powszechną na niższych szczeblach Kościoła – niechęć do obchodzenia wspomnianego wyżej Dnia Judaizmu? Niechęć, która rodzi…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.