Przed laty, podróżując po Australii, szukałem kontaktu z resztkami dawnych mieszkańców tego kontynentu, nazwanych przez białych przybyszów – tyleż z pogardą, co ignorancją – „Aborygenami”, czyli „rdzennymi”. Nie wysilili się zbytnio transportowani z Londynu więźniowie i ich strażnicy (odległy kontynent był początkowo kolonią karną), podobną nazwę stosowano w różnych częściach świata na określenie tubylców; nawet starożytni Rzymianie nazwali „Aborigines” swoich przodków, pierwotnych mieszkańców Lacjum, z którymi potem – według legendy – zmieszali się uciekinierzy z pobitej Troi, by dać początek antycznemu supermocarstwu. Australijskim Aborygenom daleko do jednolitości; gdy zaczęto badać i opisywać ich kulturę, naliczono około 200 plemion i prawie tyle języków, nieraz tak odmiennych, że plemiona nie potrafią porozumieć się ze sobą. Nie wszyscy z nich są też czarni, wielu spośród licznego plemienia Pitjandjara to biali blondyni o negroidalnych rysach, sam takich spotykałem. Trudno wśród dzisiejszych resztek plemion przemieszanych ze sobą i po trosze z białymi odnaleźć pozostałości dawnych zwyczajów i wierzeń. Kiedyś na stepowym płaskowyżu na zachód od nadmorskiego, tropikalnego Townsville spędziłem kilka dni w domu czarnego hodowcy bydła z plemienia Arunda, żonatego z białą, którego adres dali mi wcześniej poznani Pitjandjatrowie. Mój Czarny miał już – tak powiada się zarówno w Australii, jak w Stanach Zjednoczonych – „białą duszę”, ale przez niego poznałem wielu rozproszonych po stepie Arundów, którzy z racji odległości i rzadkiego zaludnienia zachowali jeszcze sporo pierwotnej „czerni” w swym wnętrzu. Byli powściągliwi, choć po poznaniu sympatyczni – podobnie jak farmer o białej duszy – ale szorstko, nieprzyjaźnie zwracali się do swoich kobiet, szarpali je i tłukli w razie różnicy zdań czy choćby złego humoru. Wielki to kontrast z moim gospodarzem, który swą żonę miał za księżniczkę i tak się do niej odnosił. Czyżby zbawienny skutek ucywilizowania czarnucha? Ale jeśli tak, to dlaczego kobiety Arunda akceptują brutalne traktowanie, a nawet wydają się zadowolone? Okazało się, że to pradawny zwyczaj plemienia, oczywistość akceptowana przez obie płci. Córka jest własnością ojca i…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.