Subskrybuj

Cela numer 21

Martwisz się. Czym się martwisz? Dają jeść? Nie biją? Tym się przecież nie martwisz. Boisz się, że zaczną. Że nie wytrzymasz i powiesz. Wszystko, nazwiska, daty, adresy. Bo za dużo myślisz. Bo za dużo masz czasu na myślenie.

I 

Jesteś? Jesteś. Więc słuchaj: cela jest długa na siedem kroków, szeroka na sześć. Dokładnie siedem i sześć. W środku stół, łóżko, zieleń. Kolor przegniłej trawy. Psiakrew, obrzydliwy. Wszystkie ściany obrzydliwe. Obrzydliwie zielona podłoga, nawet okno. Tak, okno też zamalowano na zielono, więc i światło, które przez nie wpada jest obrzydliwie zielone. No, rzygać się chce. Tylko górna szyba czysta i lufcik można uchylić do połowy. Jak przystawić stolik i stanąć na palcach, to widać prawie cały dziedziniec. Ale w drzwiach jest małe, okrągłe okienko. Trzeba na nie uważać. Przez okienko spoglądają czasem żandarmskie oczy. Jeśli stoisz na stole, a drzwi się otworzą… Mogą się wtedy wydarzyć dwie rzeczy. To zależy.

Od tego, kto pojawi się w drzwiach. Czy jest pijany, czy trzeźwy. I jak długo tu pracuje. Czy już po obiedzie, czy jeszcze przed.

Od wielu rzeczy zależy.

Albo: wywlecze za nogi, metalowym knutem strzaska plecy – skóra będzie pękać i otwierać się jak przejrzały owoc, krew spłynie po drewnianej podłodze, wsiąknie w kamień.

Albo: splunie, a potem zamknie drzwi obrzydliwie zielonej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy chrześcijanie przegrywają walkę z czasem?