Kiedy nieśmiało zeznaję, że nie mogę ich znaleźć, okazuje niespodziewaną wyrozumiałość. On też czegoś nie może się doszukać, ale – jak mówi – to i tak drobnostka w porównaniu z sumami, które „zapodziały się gdzieś” audytorom badającym aktywa finansowych gigantów po obu stronach Atlantyku. I tak rozmowa niepostrzeżenie schodzi na temat gospodarczej zapaści, w jakiej pogrąża się wolnorynkowy świat. Politycy nie unikają już takich słów jak kryzys czy recesja; ba, nie stronią nawet od bardziej nacechowanych emocjonalnie, choć mało technicznych…