fot. The Yomiuri Simbun / AFP / East News
Patrycja Pendrakowska luty 2020

Podróż tysiąca mil zaczyna się od pierwszego kroku

Od pamiętnych wydarzeń na pl. Niebiańskiego Spokoju minęło już ponad 30 lat. Rocznica jest niewątpliwie okazją do podsumowań i refleksji nad stanem obecnych Chin zarządzanych przez Komunistyczną Partię Chin, a także nad alternatywnymi scenariuszami rozwoju Państwa Środka.

Artykuł z numeru

My, rodzice osób LGBT+

My, rodzice osób LGBT+

Na obraz dzisiejszych Chin składa się szereg czynników politycznych, gospodarczych, społecznych i kulturowych, a także różnorodne możliwości prowadzenia narracji na ich temat w zależności od reprezentowanych interesów i przyświecających nam wartości czy celów. Jedno jest pewne: o Chinach trudno jest pisać obiektywnie, bo jednych Chin po prostu nie ma. Można snuć opowieść o fantastycznym rozwoju gospodarczym przypieczętowanym nowoczesnymi metropoliami i rozbudowaną infrastrukturą czy analizować zastosowanie nowych technologii do kontroli społecznej. Można również skoncentrować się na pluralistycznej polityce prowadzonej wobec różnych mniejszości etnicznych (w Chinach jest ich ponad 50), z których najbardziej kontrowersyjna dotyczy Ujgurów w prowincji Xinjiang, czy na różnicach w rozumieniu praw człowieka i partycypacji politycznej.

Warto zwrócić uwagę, że od 2013 r. eksponowanym elementem polityki zagranicznej i wewnętrznej Pekinu jest opowieść o przywróceniu do życia Jedwabnego Szlaku, czyli tzw. Inicjatywy Pasa i Szlaku. Ta romantyczna wizja wskrzeszenia Azji Centralnej, ożywienia zachodnich rubieży Chin, a także rozbudowy szlaków komunikacyjnych na całym świecie (włączone w obręb inicjatywy są również Ameryka Południowa i Afryka) spotyka się z szeroką krytyką ze względu na połączenie wpływów gospodarczych, w tym udzielanie wysokich kredytów państwom trzecim, z interesami politycznymi Państwa Środka. Pisanie o Chinach przypomina dzisiaj bardziej spacer po polu minowym niż pole do refleksji. Cenzura i ograniczona możliwość prowadzenia badań społecznych w samych Chinach sprawiają, że sinolodzy pozostają z szeregiem domysłów i niedopowiedzeń. Stałym elementem jest również obawa, że ich opowieść o Chinach spotka się z silną dezaprobatą, cenzurą lub sprzeciwem partii od 70 lat rządzącej Państwem Środka lub deprymującą krytyką Zachodu ze względu na za mało konfrontacyjny stosunek do polityki prowadzonej przez Pekin. W realiach polskiej polityki zagranicznej państwem zza Wielkiego Muru trzeba się jednak zajmować, diagnozować wyzwania i współtworzyć strategie z innymi europejskimi państwami. W końcu jesteśmy jednym z krajów partycypujących w powołanej przez Pekin inicjatywie 16+1 zrzeszającej kraje Europy Środkowo-Wschodniej, Bałkany i Grecję, a polskie władze co roku podpisują porozumienia mające na celu pogłębienie współpracy. Przyjrzyjmy się więc chińskiej problematyce, rozpoczynając od powstania Chińskiej Republiki Ludowej, biorąc pod uwagę szczególnie te aspekty, które wciąż są obecne w chińskim dyskursie politycznym.

 

Wschód jest czerwony

Nowe Chiny powstały w 1949 r. po okresie długoletnich i wyniszczających wojen, przynosząc ze sobą zakrojoną na szeroką skalę reformę rolną, a także nacjonalizację poszczególnych sektorów gospodarczych, wywłaszczając własności niemieckie, japońskie i koreańskie. Nie był to jednak koniec dominacji logiki wojennej i koszarowego komunizmu Mao Zedonga. Na początku lat 50. Chiny zawarły długoletni układ o przyjaźni z ZSRR, włączyły się do wojny koreańskiej, wkroczyły do Tybetu i odseparowały od Zachodu. Nadrzędnym celem Mao było przeprowadzenie rewolucji na kilku poziomach. Po pierwsze, w obrębie systemu zarządzania państwem, po drugie, w zmianie modelu produkcji i promocji myśli społecznej wywodzącej się z doktryny marksistowskiej i leninizmu, a także w zbudowaniu nowego porządku społecznego opartego na gospodarce centralnie sterowanej. Wypracowana przez niego szczególna forma komunizmu miała nie tylko współgrać z chińskimi uwarunkowaniami, ale również być atrakcyjna dla innych systemów państw rozwijających się w Azji, Afryce i Ameryce Południowej. Nie należy jednak zapominać, że maoizm to nie monolit, ale ewoluująca w czasie koncepcja. Do jednej z jej faz można zaliczyć choćby odejście od modelu sowieckiej industrializacji w 1957 r. i przejście do polityki „chodzenia na dwóch nogach” (symultaniczny rozwój rolnictwa i przemysłu) czy stworzenie koncepcji kontynuowania rewolucji aż do powstania idealnego społeczeństwa (postulat ten został zaprezentowany w przemowie Mao z 1958 r. zapowiadającej wielki skok naprzód). Wcześniejszą ważną publikacją był tekst z 1941 r. Zreformujmy nasze studia, w którym Mao podkreślił, że marksizm-leninizm powinien zostać wzbogacony o praktyczne wnioski z chińskiej rewolucji. Jedną z podstawowych różnic charakteryzujących sinizację marksizmu jest zwrócenie szczególnej uwagi na chłopstwo jako grupę posiadającą potencjał do wywołania rewolucji. Jeszcze w latach 20. XX w. doszło do polemiki z Li Li-sanem, podczas której Mao podkreślił istotność wsi i chłopstwa dla tego procesu. Li Li-san był zwolennikiem dogmatycznego marksizmu i zwracał uwagę na to, że rewolucja powinna zostać przeprowadzona przez miejską klasę robotniczą, co stanowiło trzon myśli Marksa i Engelsa. Mao uważał zaś, że Chiny nie powinny naśladować i bezkrytycznie wprowadzać marksizmu, ponieważ jest to idea powstała w kulturze zachodniej i należy do zewnętrznego wobec ChRL kręgu kulturowego. Marksizm miał zostać dostosowany do kultury i społeczeństwa chińskiego oraz do lokalnych uwarunkowań politycznych i gospodarczych.

Pokłosiem ambitnej i nieracjonalnej polityki Mao było wprowadzenie reform pod sztandarem tzw. wielkiego skoku (1958–1962), czyli prób zwiększenia produkcji stali i stworzenia komun ludowych, co w konsekwencji – jak pisze Frank Dikötter w książce pt. Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958–1962 – doprowadziło do klęski, która pochłonęła kilkadziesiąt milionów ofiar. Na przełomie lat 50. i 60., oprócz tragicznego w skutkach głodu, doszło również do rozłamu przyjaźni chińsko-radzieckiej. Powodem było wiele czynników: osobista klęska Mao, którego ambicją było przewodniczenie międzynarodowemu ruchowi komunistycznemu, a także związane z sowieckim rewizjonizmem liczne oskarżenia skierowane w stronę ZSRR. Pekin skrytykował Moskwę za rozwiązanie Kominformu, podążenie wyznaczoną przez Chruszczowa drogą pokojowego współistnienia i zmianę polityki zagranicznej, w tym wznowienie kontaktów dyplomatycznych z Jugosławią.

Ważnym elementem ograniczenia wpływów sowieckiej ideologii było zanegowanie recepcji myśli Lenina w wydaniu Chruszczowa. Jako przykład krytyki sowieckiego komunizmu może posłużyć publikacja jednego z propagandowych manifestów pt. Wielkie zwycięstwo leninizmu (1965). Został on wydany w Pekinie jako upamiętnienie 95. urodzin Lenina, a jego celem była obrona rewolucyjnych założeń przywódcy bolszewików przed sowieckimi rewizjonistami i amerykańskim imperializmem.

W 1966 r. rozpoczęła się Wielka Proletariacka Rewolucja Kulturalna, która miała doprowadzić do wcielenia idei maoistowskich w życie. Mao zależało też na tym, aby usunąć swoich politycznych rywali. Rewolucja kulturalna doprowadziła do zniszczenia dziedzictwa kulturowego Chin. Czerwonogwardziści na szeroką skalę rozpoczęli niszczenie chińskich zabytków, a także tego, co uważali za burżuazyjną kulturę materialną lub niematerialną. Jiang Qing, prywatnie żona Mao, starała się nawet przekształcić tradycyjną operę pekińską w formę maoistowską. Warto zaznaczyć, że do dzisiaj tego typu opery są wystawiane w teatrach przy głównej arterii Pekinu – Jianguomen.

Przełom lat 60. i 70. wiązał się z kolejnym pogorszeniem stosunków między Pekinem a Moskwą. Punktem kulminacyjnym stał się tzw. konflikt nad Ussuri, w wyniku którego doszło do konfrontacji wojskowej między obiema stronami. W obliczu trudnych stosunków z Moskwą Chiny dokonały zwrotu i na początku lat 70. stały się swojego rodzaju półsojusznikiem USA w konfrontacji z ZSRR. Otwarcie się Pekinu na USA nie mogłoby nastąpić, gdyby nie zaakceptowanie przez środowisko międzynarodowe polityki jednych Chin. W 1971 r. uznano przedstawicieli ChRL za legalnych reprezentantów kraju w ONZ, tym samym odsuwając Tajwan na tor boczny. Kolejnym ważnym wydarzeniem była wizyta Richarda Nixona w Pekinie w 1972 r., która zaowocowała obietnicą niepodważania polityki jednych Chin.

Przełomowy okazał się rok 1976, kiedy odsunięto od wpływów politycznych tzw. bandę czworga i aresztowano jej członków, a także zakończono rewolucję kulturalną wobec licznych protestów przeciwników tej polityki na pl. Niebiańskiego Spokoju. Mao zmarł we wrześniu tego samego roku, pozostawiając po sobie trudną schedę. Z jednej strony uważany jest za ojca nowych Chin i bohatera wojennego, a z drugiej – za zbrodniarza odpowiedzialnego za śmierć dziesiątek milionów Chińczyków. Wydaje się, że do dzisiaj nie rozliczono się w pełni z jego dziedzictwa – mimo że codziennie setki Chińczyków z całego państwa podróżują do mauzoleum Mao, równolegle podkreślane są jego błędy i zbrodniczy charakter politycznych decyzji. Zaledwie dwa lata po jego śmierci w pekińskiej al. Xidan powstał tzw. Mur Demokracji, gdzie Chińczycy zamieszczali swoje krytyczne komentarze i osobiste historie związane z okresem represji w formie tzw. dazibao, czyli gazetek-plakatów. W 1979 r. Deng Xiaoping, ówczesny lider, zarządził jego usunięcie w obawie o wzrost popularności frakcji demokratów.

 

Nie można klaskać tylko jedną ręką

Dzięki wprowadzonej przez Deng Xiaopinga w 1978 r. polityce otwartych drzwi Chiny przeszły szereg przełomowych zmian na gruncie ekonomicznym, kulturowym i politycznym. W 1978 r. Xiaoping zapoczątkował reformy otwierające rynek chiński na kapitał zagraniczny. W 1979 r. podczas III Plenum KC KPCh zapadła decyzja o utworzeniu Specjalnych Stref Ekonomicznych (SSE), które przyciągnęły zagraniczne inwestycje dzięki programowi preferencyjnego traktowania podatkowego i niskim kosztom pracy. Pierwsze strefy powstały w 1980 r. m.in. w Shenzhen i Zhuhai, odpowiednio w pobliżu Hongkongu i Makau. Umożliwienie podmiotom zagranicznym funkcjonującym w realiach wolnego rynku prowadzenia inwestycji w Chinach było ściśle związane z decyzjami politycznymi i utworzeniem ram prawnych dla ich działalności w systemie z definicji socjalistycznym. W 1979 r. doszło do ustanowienia pełnych stosunków dyplomatycznych USA z Pekinem. Ceną było wycofanie się Waszyngtonu z oficjalnych relacji z Tajwanem. Lata 80. i 90. to czas wzmożonej budowy infrastruktury w państwie zniszczonym przez politykę prowadzoną przez Mao. Okres ten był również postrzegany przez Zachód jako szansa na liberalizację systemu politycznego ChRL wraz z rozwojem gospodarczym i polepszeniem poziomu życia. Dostatek miał przynieść liberalizację życia politycznego. To się jednak nie powiodło. Faktem jest niemniej, że w wyniku reform Deng Xiaopinga Chiny niezwykle szybko się rozwinęły, w dużej mierze dzięki transferowi technologii i know-how z krajów zachodnich na ich terytorium. Istotną rolę odegrali również tzw. Chińczycy zza morza pochodzący z Chin, Tajwanu i Azji Południowo-Wschodniej. To patrioci mieszkający wówczas w innych państwach decydowali się na wsparcie gospodarcze ojczyzny ze względu na wprowadzone za Deng Xiaopinga reformy. Sukces nie byłby możliwy bez transferu kapitału, technologii z liberalnych gospodarek do autorytarnego reżimu.

Oceniając dzisiaj stan relacji między Waszyngtonem a Pekinem, który od zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich stoi pod znakiem sporu handlowego, warto pamiętać o współzależności tych dwóch gospodarek [więcej o tym w tekście Michała Cholewy – przyp. red.]. Chiny stały się beneficjentem amerykańskich inwestycji i globalizacji, co zostało przypieczętowane w 2001 r. poprzez przyjęcie ich do Światowej Organizacji Handlu.

Trzeba jednak zaznaczyć, że sukces gospodarczy to nie jedyny aspekt relacji Chin z Zachodem. Ważnym zagadnieniem pozostają prawa człowieka, które w oczach Zachodu są w Chinach notorycznie łamane. Kością niezgody pozostają nie tylko dysydenci polityczni, ale również wolność słowa oraz działania prowadzone przez Pekin w Tybecie i Xinjiangu.

Pochodną reform Deng Xiaopinga był także rozwój turystyki, która stała się jednym z kluczowych sektorów prowadzących do modernizacji. Jak argumentują niektórzy badacze (np. Trevor Sofield i Fung Mei Sarah Li), powolny rozwój turystyki i polityki kulturowej miały za zadanie połączyć socjalizm, modernizację, globalizację i tradycyjną kulturę. Polityka kulturowa w latach 80. i 90. zmieniła się niemal całkowicie w porównaniu z okresem maoistowskim. Postanowiono pielęgnować i chronić lokalne kultury, a jednocześnie dbać o dziedzictwo narodowe, które miało prowadzić do wzmocnienia chińskiej jedności. Dbanie o lokalne kultury nie ma jednak wiele wspólnego z naszym europejskim wyobrażeniem na ten temat. Bardzo często ta kulturowa pielęgnacja może nasuwać skojarzenia z „tradycją wynalezioną” Hobsbawma. Lokalne tradycje, obyczaje czy kulturę materialną wymyśla się na nowo na użytek turystyczny. Na przykład całość starego miasta Kaszgaru podległa gruntownym renowacjom, w ramach których dekoracje ścienne na budynkach mieszkalnych wyeksponowano na zewnętrznych fasadach. Tradycyjnie bogato zdobione były nie zewnętrzne mury domów, lecz wewnętrzne przestrzenie dziedzińca. Autentyczne elementy kulturowe czy religijne, które są niewspółmierne z wykładnią socjalistyczną, po prostu eliminuje się. Było tak zarówno w erze Mao, jak i dzisiaj w czasach Xi Jinpinga. To, co potencjalnie może stanowić zagrożenie dla budowanej przez KPCh „wspólnoty losów ludzkości”, jest usuwane z przestrzeni publicznej.

Chiny są krajem, gdzie oficjalnie uznaje się ponad 50 grup etnicznych, z których największą jest ludność Han. W tak głęboko zróżnicowanym państwie podatność na wszelkiego rodzaju lokalne czy regionalne wybuchy sprzeciwu wobec władzy jest sprawą pierwszorzędną. Jedną z głośnych w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat była sprawa Tybetu i tłumienia niektórych praktyk buddyjskich. Dzisiaj najczęściej mówi się o delikatnej kwestii mniejszości etnicznej Ujgurów, którzy zamieszkują położoną na północno-zachodnim krańcu Chin prowincję Xinjiang. Miejscowa ludność przeciwstawia się dominacji gospodarczej, politycznej i kulturowej Han na terytorium Ujgurskiego Autonomicznego Regionu Xinjiang. Sprawa jest o tyle ważna, że Xinjiang to rejon bogaty w surowce naturalne, a ponadto leży na budowanym przez Chiny Nowym Jedwabnym Szlaku czy tzw. Inicjatywie Pasa i Szlaku. Według różnych danych ponad milion mieszkańców może obecnie przebywać w obozach szkoleniowo-resocjalizacyjnych, które mają na celu zasymilowanie ludności przez koordynację szeroko zakrojonych działań prowadzących do wykorzenienia kulturowego, a także organizowanie szeregu szkoleń mających przysposobić Ujgurów do wykonywania potrzebnych z punktu widzenia Pekinu zawodów. Przedmiot sporu stanowi nie tylko dominujący w regionie islam, lecz także tendencje separatystyczne i działające na tym obszarze grupy terrorystyczne. Komunizm nigdy nie funkcjonował w pełnej zgodzie z żadną religią, więc życie religijne wyznawców islamu – podobnie jak innych tradycji duchowych – bywa tłumione przez państwo. Warto przy tym pamiętać, że sytuacja muzułmanów w Chinach jest zróżnicowana w zależności od regionu. W wielu wysokiej klasy hotelach w Pekinie, Szanghaju czy Xi’an obowiązkowo znajdują się przestrzenie z daniami halal. Co więcej, w położonej na Wyżynie Tybetańskiej prowincji Qinghai funkcjonują meczety i szkoły koraniczne, a kobiety okrywają swoje głowy chustami. To, co dozwolone w jednej prowincji, może być silnie zwalczane w drugiej. W Kaszgarze na południu Xinjiangu przy wejściu do meczetu, który ma obecnie charakter bardziej muzealny niż religijny, kobiety muszą zdejmować z głów nakrycia. Sama nawet zostałam o to poproszona, kiedy weszłam do meczetu w Kaszgarze z turystycznie założoną na głowę chustką chroniącą mnie przed słońcem – takich próśb za to nigdy nie usłyszałam, zwiedzając muzułmańskie świątynie czy zabytki w prowincji Qinghai (zamieszkiwanej m.in. przez ludność Hui) lub w Kantonie, gdzie muzułmanie stanowią niewielki odsetek populacji.

 

Każdy krok pozostawia po sobie ślad

Jaki wpływ mają idee maoistowskie i marksizm-leninizm na współczesne Chiny? Ocena nie jest prosta ze względu na zawiłą recepcję marksizmu i leninizmu, ich wielorakie interpretacje w różnych okresach przez chińskich intelektualistów i polityków. Na marginesie warto zaznaczyć, że choć maoizm posiada wiele cech przypisywanych marksizmowi (walka klas, materializm, determinizm), to inkorporował także koncepcje, które nie są zbieżne z centralnymi tezami Marksa i Engelsa. Jak wspominałam, do kluczowych różnic należy skoncentrowanie się Mao na warstwie chłopskiej, a nie robotniczej. Ponadto przywódca ChRL podkreślał wagę partyzantki i kwestii wojskowych dla budowy ideologii państwowej. Można wysnuć tezę, że było to związane z jego doświaczeniami wojennymi. Postrzegał bowiem Chiny jako państwo zniszczone przez kolonizatorów i obce wpływy. Do dzisiaj zresztą ten antagonizm wobec zepsutego czy zgniłego Zachodu przebija się przez propagandowe dzienniki i prace filozoficzne. Przy budowaniu ciągłego poczucia zagrożenia łatwiej zjednać sobie naród, legitymizować wzrost kontroli, tłumaczyć zaginięcia zagranicznych dziennikarzy czy lokalnych działaczy. Można również uzasadniać zwiększenie budżetu na wydatki militarne, a także motywować żołnierzy do poświęceń dla spornych terytoriów, takich jak np. wyspy na Morzu Południowochińskim.

Warto także dodać, że w przeważającej mierze spuścizna intelektualna od 1949 r., z pewnym okresem odwilży po 1978 r., tworzona była w ramach paradygmatu materialistycznego. Idealizm był silnie zwalczany w środowiskach partyjnych intelektualistów i filozofów. Po 1978 r. wrota dla intelektualistów otworzyły się nieco szerzej – dzisiaj Kantem, Heglem czy Foucaultem zajmują się chińscy filozofowie, nie odczytując ich jednak w sposób mogący narazić się logice socjalistycznej władzy. Wciąż działają akademie marksizmu, a także kierunki marksistowskie w formie studiów licencjackich czy magisterskich, na których studenci z wielką pieczołowitością studiują formy marksizmu w teorii i praktyce. Dzisiejsze Chiny utożsamiane są z bezprecedensowym rozwojem gospodarczym, ale też na płaszczyźnie ideologicznej są silnie związane z marksizmem-leninizmem, a także poczuciem swojego rodzaju wyższości. Są cywilizacją, która może stworzyć wspólnotę dla wszystkich kultur i narodów, czyli „wspólnotę losów ludzkości”.

Obserwując dzisiejsze media publiczne w Chinach, można odnieść wrażenie, że Pekinowi wciąż zależy na przekonywaniu obywateli, że rdzeń założeń komunistycznych Chin, w tym maoistycznych, takich jak walka klasowa, dyktatura proletariatu pod skrzydłami partii, jest aktualny.

W konfrontacji z zamożnym obliczem kraju, a w szczególności przyglądając się kaście politycznej będącej u władzy, nie wszyscy obywatele państwa mogą odnosić wrażenie, że KPCh rzeczywiście zależy na urzeczywistnieniu socjalizmu i wyplenieniu burżuazji. W „Dzienniku Ludowym” popularne są sentencje czy wplatanie do artykułów wypowiedzi Xi Jinpinga, który budując swoją wizję socjalistycznej narracji, czerpie z rewolucyjnych wzorców, odnosząc się np. do idei czerwonego rewolucyjnego genu (hongse jiyin). Ta koncepcja łączy w sobie materializm, determinizm i ciągłą potrzebę kontynuowania rewolucji.

Dzisiaj jest nią m.in. potrzeba budowania dobrobytu dzięki ciężkiej pracy. Ten wątek jest szczególnie obecny w mediach publicznych za prezydentury Xi Jinpinga, który legitymizuje panowanie komunistów, odnosząc się do ich wymiernego sukcesu gospodarczego i realizacji tzw. chińskiego snu. Statut Komunistycznej Partii Chin przedstawia urzeczywistnienie komunizmu jako nadrzędny cel swojej działalności, a program opiera m.in. na marksizmie-leninizmie, myśli Mao i Deng Xiaopinga, Zasadach Trzech Reprezentacji (zwiększenia produkcji, rozwoju kultury, konsensusu politycznego), a także od 2018 r. na myśli Xi Jinpinga. Statut łączy ze sobą modernizację państwa przez reformy i otwarcie Chin na świat z cechami typowymi dla zsinizowanej formy marksizmu, takimi jak np. potrzeba sprzeciwiania się tendencjom liberalizacyjnym ze strony burżuazji. Podkreślony jest również wątek przeciwstawienia rewolucyjnej walki imperializmowi, feudalizmowi i biurokracji.

Przekornie można wręcz powiedzieć, że przez ostatnie lata to Chiny były największym beneficjentem globalizacji i kapitalizmu, który tak zaciekle zwalczany jest w mediach. Pekin z jednej strony faktycznie otwiera się na świat, co szczególnie widać na poziomie ustawodawstwa dotyczącego prawa o inwestycjach zagranicznych, z drugiej strony na niego zamyka – wciąż istotna część zachodniego Internetu nie jest dostępna dla mieszkańców. Propaganda na potrzeby wewnętrzne i zewnętrzne robi wszystko, aby ukazać Chiny w jak najlepszym świetle. A one są przecież tak bardzo różnorodne i paradoksalne, że trudno je nie tylko opisywać wielkimi kwantyfikatorami, ale w ogóle o nich opowiadać.

Trzeba jeszcze wspomnieć o jednej ważnej dacie – dla współczesnego obrazu Chin kluczowy był 2008 r., kiedy w Pekinie zorganizowano letnie igrzyska olimpijskie. Dla Pekinu była to przeprowadzona na masową skalę kampania public relations mająca na celu uwiarygodnienie w oczach międzynarodowego środowiska i własnego narodu. Chiny dały z siebie wszystko, na część budowli olimpijskich złożyła się liczna chińska diaspora, a głowy państw grożące uprzednio bojkotem igrzysk dały się ułaskawić. Po tym wydarzeniu tematy społeczne i prawa człowieka niejako zeszły na dalszy plan. Właśnie wtedy zaczęto pisać o Chinach w kategorii nie tylko fabryki świata, ale również nowoczesnego państwa, które bez zarzutu zorganizowało imponujące sportowe przedsięwzięcie. Cegiełkę dołożył także międzynarodowy kryzys finansowy, który pogrążył społeczeństwa na Zachodzie, ukazując patologie liberalizmu i kapitalizmu. Kryzys znacząco nie odbił się na Państwie Środka, a chińscy biznesmeni przystąpili do prowadzenia jeszcze odważniejszych inwestycji na całym świecie. Ciekawą lekturę temu poświęconą stanowi książka Nieuchronny podbój świata po chińsku z 2011 r., w której dwóch dziennikarzy: Juan Pablo Cardenal i Heriberto Araújo, prowadzi śledztwo w sprawie chińskich inwestycji infrastrukturalnych i udzielania kredytów w Azji, Afryce, Ameryce Łacińskiej. Dziennikarze opisują, jak chińscy biznesmeni w najdalszych zakątkach świata realizują ambitne projekty infrastrukturalne, takie jak np. tamy wodne w Sudanie, a także rozwijają drobne interesy, np. domokrążną sprzedaż tkanin w Egipcie czy domy publiczne w Demokratycznej Republice Konga.  Diagnoza jest jednak jedna – ceną za chińskie inwestycje są brak przejrzystości, niejasne standardy i narzucanie swojego systemu wizji stosunków międzynarodowych kosztem milczenia na kontrowersyjne tematy. Warto jednak zaznaczyć, że część chińskich inwestycji prowadzonych np. w Afryce czy Ameryce Południowej jest oceniana w pozytywnym świetle przez lokalne wspólnoty.

Chińczycy, zwłaszcza w krajach Trzeciego Świata, są obecni od kilkudziesięciu lat. Jednak dopiero za sprawą ogłoszenia odrodzenia tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku przez Xi Jinpinga w Kazachstanie w 2013 r. cały wcześniejszy podbój świata został uchwycony w jednym pojęciu. Pekin postanowił uprzednie projekty inwestycyjne zdefiniować jako jedną strategię, a także zachęcił inne kraje do przyłączenia się do inicjatywy koordynowanej pod chińską batutą. Ze zdwojoną siłą do tej formuły została włączona Polska – z jednej strony ze względu na utworzenie przez Pekin inicjatywy 16+1 (dziś 17+1) w 2012 r., a z drugiej, za sprawą Nowego Jedwabnego Szlaku i rozbudowywaniem połączeń kolejowych, np. Łódź–Chengdu.

 

Nieszczęścia chodzą parami

Z wielu powodów dla Komunistycznej Partii Chin rok świni, czyli według chińskiego kalendarza okres od lutego 2019 do stycznia 2020 r., nie przebiegł pomyślnie. Po pierwsze, w 30. rocznicę wydarzeń na pl. Niebiańskiego Spokoju wybuchły protesty w Hongkongu [pisaliśmy o nich w 775 nr. „Znaku” – przyp. red.]. Skierowane najpierw przeciwko wprowadzeniu nowego prawa ekstradycyjnego, stały się wielomilionowym ruchem przeciwstawiającym się rozszerzaniu wpływów politycznych Pekinu w Hongkongu. Po drugie, rok świni odbył się pod znakiem afrykańskiego pomoru świń, w wyniku którego ceny uwielbianego przez Chińczyków mięsa poszybowały w górę, a setki milionów knurów zostały wyrżnięte. Symboliczny wymiar tego wydarzenia w oczach Chińczyka jest złym omenem. Po trzecie, chińska gospodarka spowalnia, a jeden z niewątpliwych liderów chińskiej innowacji – Huawei, spotyka się z oskarżeniami Zachodu o zagrażanie cyberbezpieczeństwu. Do tego dochodzi trwający od prezydentury Donalda Trumpa spór handlowy na linii Waszyngton–Pekin wraz z zimnowojenną narracją konfrontacyjną wobec Pekinu. To jedynie krótki katalog problemów i wyzwań, które spoczywają na barkach KPCh.

Wskazywanie możliwych scenariuszy jest w przypadku paradoksalności i zróżnicowania Chin zadaniem karkołomnym, ale potrzebnym. Najprawdopodobniej państwo będzie pielęgnować polityczne status quo wsparte przez rozrastający się mechanizm kontroli społecznej z zastosowaniem nowych technologii. Przewrót raczej nie jest możliwy – sami mieszkańcy w obawie o utratę w miarę dziś wygodnego życia boją się wszelkich politycznych tarć. Możliwe są wewnętrzne rozgrywki w rdzeniu partii, ale nie systemowa zmiana.

Przewidzieć można również wzrost nacjonalizmu spowodowany z jednej strony budową poczucia zagrożenia przez liberalny destabilizujący Zachód (przypadek Hongkongu, gdzie m.in. USA jest obarczane za wzniecanie protestów), z drugiej, skutecznością lokalnej propagandy tworzącej mit zgniłego upadającego Zachodu (uchodźcy, ataki terrorystyczne) i powodzeniem gospodarczym kraju. Teoretycznie Chiny w niedalekiej przyszłości będą dążyły do całkowitego zjednoczenia państwa, łącznie z uznawaną przez reżim za zbuntowaną prowincję Tajwan. To ostatnie może być jednak trudne do zrealizowania w związku ze sprzeciwem, którego Chiny doświadczyły przy próbach silniejszej ingerencji w Hongkongu. Żyjąc w mocno współzależnym gospodarczo światowym ekosystemie, nie sposób wymierzać wobec Chin jakichkolwiek sankcji, a co więcej, trudno się spodziewać w niedalekiej przyszłości konfliktu zbrojnego czy wojny. Istotne sprawy rozgrywają się w państwach trzecich, i to od nich będzie zależeć siła Chin, Unii Europejskiej czy USA. Z tego powodu warto badać chińskie wpływy w Azji Centralnej, Afryce i Azji Południowo-Wschodniej, a także promować w tamtych regionach europejskie wartości i kulturę polityczną. Dzisiaj powinniśmy się zastanawiać, na ile jesteśmy zdolni poświęcić własne wartości i moralność dla gospodarczych korzyści ze współpracy z państwami niedemokratycznymi.

Kup numer