Magdzie Lewandowskiej
Ilekroć pokazuję ten przedmiot na wykładzie i proszę studentów, by odgadnęli jego przeznaczenie, za każdym razem słyszę coraz to inną i coraz dziwniejszą odpowiedź (aparat do dojenia krów, holenderska nargila, nocniczek dla wielodzietnej rodziny). Fajansowy dziwoląg jest zaiste niezwykły i składa się z dwóch części. Ta dolna to lekko pękaty, owalny rezerwuar mający po bokach uchwyty w kształcie rogatych smoczych łbów z rozdziawionymi paszczami, osadzonych na długich, pokrytych łuską szyjach. Na nim spoczywa zaś wypukła pokrywa, z której wystaje 10 głów uszatych, wielkookich potworów trzymających w ostrych zębiskach walcowate tulejki. Pośrodku pokrywy gałka do jej podnoszenia. Cacko jest całkiem spore: szerokie na 60, głębokie na dokładnie 45,50 i wysokie na 35 cm. Gdybym to ja był szczęśliwym właścicielem, a nie Muzeum Sztuki i Rzemiosła Artystycznego z Hamburga, zajęłoby mi połowę biurka. Biel fajansu wypełnia błękitna, kobaltowa dekoracja, istny horror vacui. Ornamenty kwiatowe, roślinne wici, kwietne girlandy, uskrzydlone główki puttów i wstęgi, a pośród tego myśliwi polujący z psami na jelenie i sarny. Prawdziwy świat zaczarowany w błękicie.
Gdy ćwierć wieku temu po raz pierwszy pojechałem do Niderlandów, z podróży tej przywiozłem sobie sześć rolek zdjęć, na…