Subskrybuj
Powstańcy z Kompanii "Koszta", początek sierpnia 1944. Źródło: wikicommons
Dr hab., semiotyk kultury, pracownik Instytutu Kultury UW. Interesuje się mitologią współczesną, pamięcią zbiorową i antropologią codzienności. Autor książek: Mitologia współczesna (2013), Władza wyobraźni (2014), Powstanie umarłych (2016). Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Powstanie warszawskie, czyli ortografia pamięci

Być może jest tak, że obszary życia społecznego, które raz zostały zatrute nowomową, pozostają pod jej wpływem jeszcze długo po upadku dyktatury – może nawet na zawsze? Z pewnością o powstaniu warszawskim długo jeszcze nie będzie można pisać „tak po prostu”.

Od ośmiu lat naukowo zajmuję się pamięcią kulturową. W skali akademickiej to wprawdzie niewiele, jednak wystarczająco długo, by zaobserwować pewne ciekawostki i powtarzające się zjawiska. Kiedy piszę o rewolucji francuskiej, powstaniu styczniowym albo II wojnie światowej – nikt się nie dziwi. Natomiast gdy piszę o powstaniu warszawskim, pojawia się konsternacja. Czy nie chodzi aby o Powstanie Warszawskie? Niekiedy korekta w dyskretny sposób zamienia „powstanie” na „Powstanie”. Innym razem dostaję e-mail z zapytaniem w tej sprawie. Nie upieram się przy „powstaniu” – choć gdy zależy to ode mnie, to w dyskursie naukowym i publicystycznym staram się konsekwentnie stosować małe litery, a wielkie zachować dla mów okolicznościowych bądź tekstów pamiątkowych. To na pozór błahe zagadnienie skłoniło mnie do napisania tekstu o znaczeniu marginaliów i drobnych szczegółów w polityce pamięci.

Walka o język

„Kwestia ortograficzna” niekiedy pojawia się przy okazji spotkań z ludźmi, którzy „znają mnie tylko z czytania”. Małe litery w zapisie powstania sugerują wbrew mojej intencji negatywny stosunek do wydarzenia. Tymczasem zgodnie z regułami ortografii to właśnie taki zapis powinien być traktowany jako neutralny, natomiast kapitałki – wskazywać na stosunek szczególnie pozytywny. Według Wielkiego słownika ortograficznego PWN nazwy wydarzeń historycznych można pisać wielką literą „ze względów uczuciowych bądź dla uwydatnienia szacunku”. Powstanie Warszawskie jest nawet jednym z przywołanych w tym kontekście przykładów. Mirosław Bańko, autorytet w dziedzinie poprawności językowej, do którego internauci kilkakrotnie zwracali się z pytaniem o „powstanie” lub „Powstanie”, radzi, by „ze swobody, jaką daje ten przepis (…) korzystać z umiarem, aby nie spowodować dewaluacji wielkich liter jako sygnału wyjątkowości wydarzenia”. Dlaczego więc pisownia „powstanie warszawskie” zaskakuje tak wielu, a niektórych nawet oburza? Wydaje się, że nie chodzi tu o językową poprawność. Język jest podstawowym narzędziem kształtowania pamięci historycznej – bronią w walce o interpretację i ocenę poszczególnych wydarzeń. Powstanie warszawskie, szczególnie doświadczone językowymi zabiegami komunistycznej propagandy, jest niezwykle wrażliwym punktem, jeśli chodzi o wszelkie interwencje lingwistyczne i retoryczne. Cztery i pół dekady Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej to czas walki o pamięć historyczną prowadzonej różnymi środkami. Często były to także potyczki…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nazywaj rzeczy po imieniu