Subskrybuj
Kibice Górnika Zabrze witają w barwach drużyny Lukasa Podolskiego. Urodzony w Gliwicach piłkarz to gwiazda reprezentacji Niemiec, na Śląsku traktowany jest jak swój fot. Karina Trojok / Dziennik Zachodni / Polska Press / East News
Dziennikarz, reporter. Za książkę Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku (2020) otrzymał Nagrodę Nike.

List od norweskiego króla

Spacerowałem po Gliwicach, po których jak zombie snuli się śląscy powstańcy, niemieccy cesarze, komunistyczni sekretarze i piastowscy książęta, każdy z nich miał rację i każdy się mylił, a mi zlewali się w jeden dziejowy bulgot. Gdy uważniej zacząłem się przyglądać temu, co mi opowiadali, większość okazywała się bujdą.

Daję głowę, że norweski król napisał do nas ten list. Widziałem go raz w życiu i dobrze pamiętam, choć wówczas listy od skandynawskich monarchów jeszcze niezbyt mnie, prawdę powiedziawszy, zajmowały.

Pamiętam tę scenę, jakby właśnie trwała: wieczór, w babcinym salonie pali się górne światło, obok na wersalce siedzi dziadek, pewnie jest w owerolu, pewnie jemy jakieś andruty, a babcia spomiędzy różnego marasu leżącego w szafce nad barkiem wyjmuje różnobarwną kartkę papieru.

To był on – list od króla Norwegii. Wysłany ze 100 lat temu, chyba gdzieś pod koniec lat 20. XX w. Monarcha przekazywał w nim wyrazy współczucia w związku ze śmiercią niemieckiego rybaka na norweskich wodach. Rybakiem był brat mojej prababci Else, mój onkel. Chyba ten, który za młodu był zapaśnikiem i po którym mam cztery pozowane zdjęcia w obciągniętym na ciele kostiumie weimarskiego atlety. Nie mam pojęcia, ani dlaczego nikt nie pamięta o tak ważnej rzeczy, ani czemu wciąż nie potrafię tego listu znaleźć.

Gdy babcia pokazała mi pismo od norweskiego króla, miałem może z piętnaście lat. Dziś mam trzydzieści parę i wiem, że czas między dziecięctwem a dorosłością jest dla pamięci najtrudniejszy. Wcześniej są legendy, później fakty, a pomiędzy cała galaktyka obrazów zbyt wyraźnych, by je zapomnieć, zbyt rozmazanych, by dokładnie pamiętać.

Pozostają powidoki, jak gdybym pół życia przeżył na mocnej bani. Dziś już to wiem i dlatego nie wiem, jak mogłem się całe życie pieklić, gdy starsi ludzie nie pamiętali już w szczegółach dawnych czasów. Ja też nie pamiętam, mimo że nigdy jeszcze nie żyłem w dawnych czasach. Krew mnie jednak zalewa, gdy pomyślę, że ktoś mógł ten list zniszczyć. Bo tak, w naszym domu bezpowrotnie przepadło wiele niemieckiego, niewiele zdołałem uratować. Udało mi się to raptem parę razy, np. wówczas gdy dziadek, siedząc przy piecu na ryczce, bąknął pod nosem: „Ten niemiecki szajs…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Planeta Śląsk