Dyskusja nad fragmentem książki Johna Ellisa Literature Lost. Social Agenda and the Corruption of the Humanities odbywa się w kilkanaście lat od publikacji. Osłabia to siłę zawartych tam argumentów. Jeśli jednak nie tyle cały tekst, opisujący sytuację humanistyki w Stanach Zjednoczonych, ile wyciągnięte zeń wnioski, dotyczące współczesnego sposobu uprawiania literaturoznawstwa, budzą wciąż emocje – i to w zupełnie innym kraju – to znaczy, że przedstawione tezy, także reakcje na nie, warte są ponownego rozważenia.
Dodatkowymi bodźcami do napisania tych kilku uwag stały się: spotkanie na Uniwersytecie Jagiellońskim, będące obszernym komentarzem do toczonej na łamach „Znaku” debaty wokół wspomnianego tekstu, a także spory na temat literaturoznawstwa i akademickiej polonistyki oraz sztuki współczesnej, prowadzone ostatnimi czasy na łamach różnych gazet, w tym zwłaszcza „Tygodnika Powszechnego”.
Nie będę posługiwać się nazwiskami, bo nie chcę polemizować z konkretnymi osobami czy wypowiedziami. Pragnę jedynie ustosunkować się – na marginesie głośnych dyskusji – do kilku kwestii, które wydają mi się niezwykle istotne.
Opozycje binarne – reaktywacjaJest swoistym paradoksem, że odrzucane wraz ze strukturalizmem i wszelkim konserwatywnym myśleniem opozycje binarne wracają, jak gdyby nigdy nic, w rozmowie o współczesności. Chłopcem do bicia został esencjalizm, za…