Bfot. Artiom Iwanow / Tass / Getty
Michał Cholewa luty 2020

Chiny i ład światowy w dobie rywalizacji z USA

Mimo wstępnego porozumienia z grudnia 2019 r., które oddaliło eskalację wojny handlowej między Waszyngtonem i Pekinem, napięcie między dwoma mocarstwami trwa. I jest wielce prawdopodobne, że szersza rywalizacja USA z Chinami będzie w dającej się przewidzieć przyszłości najistotniejszym elementem pejzażu międzynarodowego.

Artykuł z numeru

My, rodzice osób LGBT+

My, rodzice osób LGBT+

Kilka lat temu Lee Kuan Yew, etniczny Chińczyk, legendarny przywódca Singapuru i jeden z najbardziej wnikliwych obserwatorów spraw chińskich, został zapytany, czy rzeczywiście zamiarem władz w Pekinie jest zostanie światowym numerem jeden. Odpowiedział z charakterystyczną dla siebie wyrazistością: „Oczywiście, że tak. A dlaczego by nie? (…) Siła rozbudzonego w Chinach poczucia przeznaczenia jest przemożna. (…) Intencją Pekinu jest uzyskanie statusu największej potęgi świata”[1].

Tak jednoznaczne postawienie sprawy umożliwia statystyka, w szczególności ta dotycząca rozwoju gospodarczego. Jeszcze 40 lat temu, u progu okresu reform wewnętrznych i otwarcia Chin na świat, ich produkt krajowy brutto wynosił mniej niż 1/10 amerykańskiego. Dzisiaj ta proporcja wynosi ok. 2/3, a Chiny od dekady są drugą po Stanach Zjednoczonych największą gospodarką globu. W wielu istotnych wskaźnikach Państwo Środka już jest światowym numerem jeden: to największy eksporter, największa gospodarka przy uwzględnieniu siły nabywczej, lider w produkcji samochodów, laptopów czy telefonów komórkowych. Chiny stopniowo zrywają z wizerunkiem społeczeństwa zdolnego tylko do ograniczonej innowacyjności. W kraju funkcjonuje wysokiej klasy przemysł nowoczesnych technologii – począwszy od nagłośnionego ostatnio 5G, przez sztuczną inteligencję, do rozbudzających wyobraźnię kwantowych superkomputerów.

 

„Strategiczny rywal”

Szybkiemu postępowi Chińczyków w obszarach, które oprócz dużych środków finansowych wymagają także solidnego kapitału społecznego, towarzyszy dziś przewartościowanie stosunku do Państwa Środka w Stanach Zjednoczonych – największym indywidualnym partnerze gospodarczym Pekinu i nadal największej potędze świata. Praktycznie cała amerykańska klasa polityczna opowiada się za zaostrzeniem polityki wobec Chin. Nie lada wyzwaniem jest rozstrzygnąć, czy bardziej stanowczy jest w tej sprawie prezydent Donald Trump i jego otoczenie, czy jeden z najbardziej wpływowych senatorów Demokratów Chuck Schumer. Do tradycyjnie podnoszonego mankamentu relacji dwustronnych, jakim jest wyraźnie niekorzystny dla USA bilans handlowy, dołączyło zagrożenie „mandżurskim czipem” (odniesienie do technologii Huawei) czy „szpiegującymi pociągami” (aluzja do nowego chińskiego taboru na wyposażeniu bostońskiego metra). Dla Amerykanów Chiny stały się wielowymiarowym rywalem w najbardziej wrażliwych, rozwiniętych i wciąż zapewniających USA dominującą pozycję w świecie obszarach gospodarki. A że Amerykanie (zasadnie) uważają, iż ekspresowe tempo chińskiego rozwoju nakręcała nieczysta gra – np. kradzież albo wymuszanie na zagranicznych inwestorach transferu własności intelektualnej czy państwowe subwencje dla chińskich firm – to ta „gospodarcza agresja”[2], by użyć języka Białego Domu, musiała spotkać się z oporem.

W wyniku zakończonego dwa lata temu wewnętrznego dochodzenia przeciwko praktykom handlowym Pekinu administracja Trumpa zaczęła nakładać karne cła na towary z Chin. Pekin nie pozostał oczywiście obojętny, odpowiadając własnymi środkami ochronnymi. Równolegle Waszyngton zaostrzył system przeglądu inwestycji zagranicznych, co przyczyniło się do drastycznego spadku napływu nowego chińskiego kapitału do USA. Mimo wstępnego porozumienia ogłoszonego w grudniu 2019 r., które oddaliło eskalację sporu, dodatkowe cła o różnej skali – średnio sześciokrotnie wyższe niż przed „wojną handlową” – wciąż obejmują ok. 3/4 chińskiego importu do Stanów Zjednoczonych. Amerykańsko-chińskie napięcie trwa. I jest wielce prawdopodobne, że szersza rywalizacja USA z Chinami będzie w dającej się przewidzieć przyszłości najistotniejszym elementem pejzażu międzynarodowego. Pewien stopień współzawodnictwa jest po prostu wpisany w naturę relacji największych światowych mocarstw

Trafnie zatem kluczowe dokumenty[3] wyznaczające kierunki polityki międzynarodowej Waszyngtonu wskazują na Pekin (obok Moskwy) jako „strategicznego rywala”. O Chinach mówił już w ten sposób George W. Bush, który podczas swojej prezydentury być może zaostrzyłby realną politykę wobec Pekinu, gdyby nie atak na World Trade Center oraz nadanie absolutnego priorytetu wojnie z terroryzmem. Obecna amerykańska strategia idzie jednak dalej. Wspomniane dokumenty nazywają również Chiny (znowuż w parze z Rosją) „mocarstwem rewizjonistycznym”. Takim, jakie próbuje rozchwiać albo zmienić porządek międzynarodowy powstały w wyniku zakończenia zimnej wojny. W mediach i komentarzach eksperckich fraza o chińskim wyzwaniu dla „opartego na zasadach” (rules-based) światowego porządku stała się natrętnie powtarzanym komunałem. Konkluzję tę, czasem wyrażaną wprost, można odnaleźć w wystąpieniach czołowych amerykańskich polityków.

 

Prymus globalnego porządku?

Chiny bez wątpienia podważają interesy USA, Jednak czy Pekin rzeczywiście rzuca rękawicę ładowi globalnemu? Wyniki badań przeprowadzonych m.in. na Uniwersytecie Harvarda[4] nie pozwalają na tak jednoznaczną ocenę. Chiny obecnie nie naginają ustalonych zasad w sposób tak zdecydowany i głęboki, jak sugerowałaby to najbardziej rozpowszechniona narracja.

Spójrzmy bliżej na najważniejszy dla obecnej dynamiki relacji amerykańsko-chińskich obszar globalnego handlu. Powszechnie akceptowaną normą międzynarodową jest dążenie do jak największej liberalizacji wymiany towarów i usług przez redukcję ceł, barier pozataryfowych oraz promocję umów o wolnym handlu. Kluczową ramą instytucjonalną, która pomaga wcielać te idee w życie, jest zapoczątkowany w latach 40. XX w. system GATT, przekształcony następnie w WTO – Światową Organizację Handlu. Dzisiaj skupia ona 164 państwa. WTO monitoruje przestrzeganie zasad, które zaakceptowali jej członkowie, oferuje także mechanizm rozstrzygania sporów handlowych między nimi. Wyroki wydawane w WTO są wiążące, a ich wdrażanie obowiązkowe. Amerykanie od dawna i nie bez racji wskazują na przewlekłość systemu rozstrzygania sporów WTO. Krytykują też mechanizm, a właściwie jego ostatnią instancję – Organ Apelacyjny, za wykraczanie w orzeczeniach poza ustalony przez członków WTO mandat i tworzenie nowych bądź ponowne interpretowanie wcześniej ustalonych zasad. Mają one przyczyniać się do ograniczania pola manewru Waszyngtonu w reagowaniu na niedozwolone praktyki handlowe innych krajów. Wszystko to nie przeszkadza USA być jednym z najbardziej aktywnych i skutecznych graczy mechanizmu rozstrzygania sporów. Większość skarg złożonych przez Waszyngton kończy się dlań korzystnym rozstrzygnięciem.

Chiny dołączyły do WTO relatywnie niedawno, w 2001 r., na fali jednomyślnego poparcia, jakiego temu pomysłowi udzielały amerykańskie elity. W latach 90. XX w. były one przekonane, że włączenie otwierających się gospodarczo Chin do międzynarodowego obiegu handlowego doprowadzi do liberalizacji także w innych obszarach funkcjonowania kraju. Liczono, że Chiny staną się – jak już po akcesji ujął to ówczesny zastępca sekretarza stanu USA i późniejszy szef Banku Światowego Robert Zoellick – „odpowiedzialnym udziałowcem” ładu globalnego. Ich wejście do WTO było odbierane jako wielki sukces Stanów Zjednoczonych i całej społeczności międzynarodowej opowiadającej się za wolnościami gospodarczymi. Pekin zobowiązał się do sukcesywnego obniżania ceł na towary, otwarcia sektora usług, urynkowienia cen i wycofywania subsydiów eksportowych. WTO i Chiny ustanowiły specjalny, 10-letni mechanizm pozwalający na regularny przegląd wywiązywania się Pekinu z podjętych zobowiązań. Wcześniej żaden inny kraj nie podlegał tak skrupulatnej kontroli. Nigdy też zobowiązania i ustępstwa państwa ubiegającego się o członkostwo w Światowej Organizacji Handlu nie szły tak daleko.

W efekcie procesu akcesji do WTO chiński wskaźnik średniej ważonej stawki celnej – bodaj najbardziej podstawowy i ustandaryzowany parametr określający stopień protekcjonizmu – spadał z ponad 32% na początku lat 90. XX w., przez niecałe 8% w pierwszym roku członkostwa, do 3,8% w ostatnim w pełni zbadanym roku 2017[5]. To wciąż powyżej średniej światowej i powyżej Stanów Zjednoczonych (analogicznie 2,6% i 1,7%). Jednak tendencja dostosowawcza do globalnego standardu jest wyraźna. Nieprzypadkowo po 2001 r. amerykański eksport do Chin zaczął rosnąć w niezwykłym tempie. Chińska średnia ważona stawka jest niższa, czasem znacznie, niż w przypadku wielu innych dużych gospodarek, w tym zamożnej Korei Południowej. W utrzymywaniu relatywnie wysokiej stawki celnej Pekinowi, tak jak wielu innym, pomaga samozwańczy, ale dozwolony przez WTO status gospodarki rozwijającej się, który pozwala na korzystanie ze specjalnych uprawnień i wydłużonych okresów wdrażania niektórych zobowiązań. Status ten jest zresztą jedną z niesprawiedliwości systemu Światowej Organizacji Handlu, którą podnoszą Amerykanie. Trudno jednak mówić tutaj o podważaniu przez Chiny podstawowych zasad czy łamaniu prawa. To nic innego jak wykorzystywanie będących do dyspozycji narzędzi polityki.

Chiny są jednym z najbardziej aktywnych podmiotów w systemie rozstrzygania sporów WTO – kwintesencji opartego na zasadach światowego porządku handlowego. W postępowaniach Pekin najchętniej występuje jako strona trzecia, czyli obserwator, a nieprzychylni powiedzieliby „gapowicz”, inicjowanych przez innych sporów, argumentując, że ma w danej sprawie istotny interes. Dzięki tej strategii Chińczycy podpatrują metody negocjacyjne innych członków organizacji. Dotychczas wniesiono przeciwko nim w WTO 44 oskarżenia, najczęściej robiły to Stany Zjednoczone. Sam Pekin też wielokrotnie skarżył Waszyngton. W sporach z USA, jeśli strony nie porozumiały się w trakcie konsultacji, a sprawa trafiała do rozstrzygnięcia przez zespół orzekający, Chiny w większości przypadków przegrywały.

Jednak kluczowym pytaniem w kontekście twierdzeń o rewizji ustalonych zasad międzynarodowego porządku przez Pekin jest, czy Chiny wdrażały zasądzone rekomendacje. Dostępne dane wskazują na to, że w zdecydowanej większości tak. Znane są przykłady nieuzasadnionego zwlekania z implementacją niekorzystnych orzeczeń – zwłaszcza w sprawie dostępu zagranicznych operatorów kart kredytowych do lokalnego systemu płatności elektronicznych (choć wydaje się, że w 2019 r., po wielu latach, doszło do postępu). Generalnie jednak Chiny nie kwestionują „perły w koronie” WTO, jaką jest mechanizm rozstrzygania sporów. Na tle swojego głównego rywala – Waszyngtonu, którego konsekwentna niezgoda na mianowanie bądź odnowienie mandatu sędziów Organu Apelacyjnego WTO właśnie doprowadziła do paraliżu systemu, wypadają wręcz pozytywnie. Co więcej, historia przestrzegania przez USA orzeczeń Światowej Organizacji Handlu, tj. stosowania się do zasądzonych rekomendacji w określonym czasie, jest niejednoznaczna – bardziej niż w przypadku Chin.

Pekin chętnie podpisuje dwu- i wielostronne umowy handlowe. Chociaż są one mniej zaawansowane niż porozumienia zawierane przez kraje zachodnie, np. nie regulują spraw ochrony środowiska czy prawa pracy, to jednak przyczyniają się do redukcji barier w handlu międzynarodowym. Zakres problemowy chińskich porozumień powiększa się[6]. W wyniku podpisanej w ostatnim czasie umowy o wolnym handlu z Australią tamtejsi przedsiębiorcy uzyskali dostęp do kilku dotychczas silnie chronionych przed zagraniczną konkurencją sektorów chińskiej gospodarki, jak opieka zdrowotna i ubezpieczenia. Porozumienie ustanawia też mechanizm rozstrzygania sporów inwestycyjnych. Podobną jakość – tj. wyższą niż w przypadku umów z odleglejszej przeszłości – mają niedawno zawarte porozumienia handlowe ze Szwajcarią, Islandią czy Koreą Południową. Tendencja w tym aspekcie jest ponownie niezgodna z domysłem, że państwo sprzeniewierza się przyjętej w świecie zasadzie liberalizacji wymiany gospodarczej.

Oczywiście Chiny wciąż są jedną z najbardziej zamkniętych dużych gospodarek świata. Pekin stosuje liczne praktyki protekcjonistyczne, jak np. presję na transfer technologii dla zagranicznych inwestorów w związku z koniecznością tworzenia joint ventures z chińskimi firmami, subsydiowanie eksportu wybranych gałęzi chińskiej gospodarki czy ograniczanie udziału zagranicznych firm w rządowych przetargach. Niektóre z tych działań są niezgodne z zasadami WTO. Inne wpadają w „szarą strefę” albo w ogóle nie są regulowane na poziomie globalnym. Dlatego też Stany Zjednoczone skoncentrowały się na działaniach jednostronnych wobec Chin i nałożyły karne cła w wyniku własnego dochodzenia. Jednakże w obszarze handlu i inwestycji nie widać znaczącego regresu, który uzasadniałby pogląd o obstrukcji przez Chiny zasad międzynarodowych. Przeciwnie, wyniki raportów poważanych OECD i Banku Światowego wskazują na ogólny postęp Chin w otwieraniu rynku i poprawianiu jakości otoczenia regulacyjnego dla biznesu[7].

Słowo „adaptacja” lepiej niż „rewizja” oddaje również stosunek Pekinu do finansów międzynarodowych. Relacje Chińskiej Republiki Ludowej z kluczową instytucją ładu monetarnego, Międzynarodowym Funduszem Walutowym (IMF), rozpoczęły się w 1980 r. Chiny niemal od początku domagają się w IMF większego wpływu na proces decyzyjny. Rządzi się on prawem głosów ważonych i zależy przede wszystkim od wielkości gospodarki, ale też stopnia jej otwartości. Dlatego siła głosu Pekinu w IMF wynosi „jedynie” 6%, podczas gdy najsilniejszych Stanów Zjednoczonych 16,5%. To niewątpliwie jedno ze źródeł frustracji Chin albo… motyw do przyjęcia postawy rewizjonisty.

Jako członek IMF Chiny są zobowiązane poddawać się okresowym przeglądom ekspertów organizacji. W raportach tych więcej jest pochwał niż upomnień. Polemika dotyczy przede wszystkim ważnego standardu IMF, jakim jest zapewnienie wymienialności waluty. Pekin raz po raz ogranicza wymienialność juana albo nim manipuluje. Nie zachęca to innych do rozliczania się w chińskiej walucie. Jest też głównym powodem dotychczasowego fiaska wysiłków Pekinu na rzecz umiędzynarodowienia juana, a co za tym idzie – potencjalnego osłabienia dominacji amerykańskiego dolara. Udział chińskiej waluty w światowym handlu wciąż jest niewielki, wręcz nieistotny, a od dolara dzieli ją prawdziwa przepaść. Chiny, jak bodaj żaden inny kraj, do dalszego rozwoju potrzebują stabilności rynków finansowych. W dziedzinie międzynarodowego porządku finansowego nie należy się zatem spodziewać rewolucji. Pekin ma swoje zastrzeżenia i problemy, ale jest co do zasady w zgodzie z podstawowymi normami – także tymi dotyczącymi adekwatności kapitałowej banków.

Obiekcje Amerykanów, nie Zachodu, wzbudziło uruchomienie w 2016 r. Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB). W oczach krytyków ta powstała z inicjatywy Chin instytucja dubluje istniejący system banków rozwojowych. Jest ilustracją szerszych intencji Pekinu utworzenia „instytucji-cieni”, które po pierwsze, będą przez Chiny zdominowane politycznie i finansowo, a po drugie, będą działać według chińskich, w domyśle niższych, standardów. Istotnie, Pekin jako największy udziałowiec AIIB ma największy wpływ na działanie banku. Siła głosu krajów członkowskich jest odwrotnym odbiciem wspomnianego IMF czy Grupy Banku Światowego – Chinom przypada 26,6% głosów, a drugim Indiom niecałe 8% (Stany Zjednoczone w ogóle nie są członkiem AIIB). System zarządzania i działania banku ma swoją specyfikę, ale generalnie został on zaczerpnięty z innych tego typu instytucji. Kredyty są udzielane według zasad rynkowych. Duża część projektów AIIB jest realizowana we współpracy z Bankiem Światowym oraz pozostałymi bankami rozwojowymi, co przekłada się na stosowanie znanych globalnych standardów. Wiele krajów zachodnich ma swoje udziały w AIIB, a sama instytucja bardzo dobre międzynarodowe ratingi.

AIIB nie wydaje się rzucać wyzwania zasadom światowego rynku kredytów i pożyczek rozwojowych (czy precyzyjniej w przypadku tego banku: infrastrukturalnych). Wątpliwości takie można jednak mieć w odniesieniu do chińskich banków, w których nie ma – tak jak w AIIB – kapitału międzynarodowego. Finansowanie projektów rozwojowych jest zazwyczaj „wiązane”, czyli udzielane tylko chińskim podmiotom, w większości państwowym. Firmy te mają następnie wystarczające pole manewru, by wykonanie zadania pasowało do ich komercyjnego interesu. Chińskie projekty otoczone są kontrowersjami dotyczącymi nieprzejrzystości działania, nieprzestrzegania międzynarodowych standardów środowiskowych i socjalnych oraz racjonalności i zdolności obsługi zadłużenia kraju-beneficjenta. Ten ostatni aspekt uzyskał w ostatnim czasie spory rozgłos.

Chiny często są oskarżane o umyślne zastawianie „pułapki zadłużenia” na kredytobiorców – kraje na dorobku – prowadząc je do nadmiernego zadłużenia bądź niewypłacalności.

Kreując takie sytuacje, Pekin ma wymuszać na swoich dłużnikach polityczne i ekonomiczne ustępstwa. W skrajnym wariancie dochodzi do przejęcia infrastruktury strategicznej kredytobiorcy, jak to miało miejsce na Sri Lance, która w zamian za umorzenie długu przekazała w dzierżawę chińskiej firmie państwowej swój port Hambantota. Znane są także przypadki wycofania się ze współpracy z Chinami partnerów w Afryce i Azji z obawy o utratę ważnych zasobów. Być może to efekt samounicestwiającej się przepowiedni. Krytyka „pułapki zadłużenia” jest bowiem przesadzona i trudno nazwać ją systemowym elementem polityki kredytowej Pekinu. W zdecydowanej większości przypadków, gdy Chiny udzielały kredytu, odbiorcy wydawaliby się wypłacalni. Więcej niż przejęć infrastruktury jest przykładów renegocjacji spłaty kredytu albo jego umorzenia. Problemem okazuje się nie drapieżna postawa Chin, ale potężna skala chińskich kredytów i niewłaściwy system kontroli. Państwo Środka w dziedzinie polityki pomocowej nie jest ani mniej altruistyczne niż Zachód, ani godnym do naśladowania modelem.

Jeśli niekoniecznie w handlu i finansach, to czy w innych obszarach Chiny otwarcie rzucają wyzwanie zastanemu porządkowi globalnemu? Ważną normą pomocniczą wolnej wymiany gospodarczej jest swoboda żeglugi. Obserwatorzy mówią o (rosnącej?) asertywności Pekinu na Morzu Południowochińskim. Przejawia się ona w rozbudowywaniu obecności, w tym wojskowej, na będących przedmiotem sporu z sąsiadami wyspach, rafach i innych strukturach akwenu. Wzmocnienie chińskiej kontroli nad tymi obszarami może – w myśl narracji o rewidowaniu porządku – doprowadzić w przyszłości do zaburzania swobody przepływu towarów przez kluczowe szlaki morskie. Być może jest to cel Pekinu albo będzie to efekt uboczny obranego kursu. Aczkolwiek z racji własnego uzależnienia od drożności tych tras bardziej prawdopodobne wydaje się, że strategia ta służy ograniczeniu swobody ruchu aktywnej w regionie, w tym w chińskiej wyłącznej strefie ekonomicznej, amerykańskiej marynarki wojennej.

Pekin, podobnie jak spora część krajów świata w analogicznych sytuacjach, sprzeciwia się udziałowi stron trzecich w rozstrzyganiu sporów na Morzu Południowochińskim i preferuje negocjacje bezpośrednie z poszczególnymi sąsiadami. Chiny jednakże są stroną Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS), której sąd arbitrażowy w 2016 r. w sprawie wniesionej przez Filipiny orzekł na ich niekorzyść. Trybunał nie odniósł się do roszczeń terytorialnych Pekinu, ale uznał, że wyspy Spratly nie mogą być częścią chińskiej wyłącznej strefy ekonomicznej. Chiny wyrok odrzuciły. I jest to klarowne sprzeniewierzenie się zasadom obowiązującego porządku. Byłby to mocniejszy argument, gdyby nie fakt, że Stany Zjednoczone nie ratyfikowały UNCLOS z obawy przed… skargami. Pekin więc znowuż nie odrzuca ładu bardziej niż inni w jego kategorii wagowej.

Postawa Chin w sąsiedztwie (oprócz roszczeń na Morzu Południowochińskim Pekin regularnie, lecz symbolicznie testuje japońską gotowość do obrony wysp Diaoyu / Senkaku, nie wspominając o kwestii Tajwanu) powiązana z szybko rosnącym budżetem wojskowym budzi w Azji uzasadniony niepokój. Pekin modernizuje swoją armię, dysponuje coraz bardziej zaawansowanym sprzętem i choć wciąż daleko mu do zdolności Waszyngtonu, to sukcesywnie nadrabia zaległości. W przyszłości Chiny mogą zatem zmienić azjatycki układ sił. Poza tym (istotnym) psychologicznym oddziaływaniem na Stany Zjednoczone i ich regionalnych partnerów na poziomie uzgodnionego militarnego porządku międzynarodowego nie widać sygnałów zasadniczej zmiany w polityce. Pekin jest stroną większości porozumień dotyczących kontroli zbrojeń, które są dla niego otwarte. Chiny odegrały istotną rolę w zawarciu porozumienia ograniczającego irański program atomowy i wspierają dążenie społeczności międzynarodowej do denuklearyzacji Korei Północnej, aczkolwiek w tych dwóch kwestiach realizują też własne partykularne interesy.

 

Wartości z chińską charakterystyką

Stosunek Pekinu do niektórych z norm światowych jest, owszem, niejednoznaczny i stanowi wypadkową interesów narodowych. Nie każdy zespół przepisów i instytucji ma pełne wsparcie Pekinu. Trudno jednak wskazać element porządku światowego, do którego Chiny dołączyły, a następnie całkowicie sprzeniewierzyły się jego zasadom.

Pekin wydaje się wychodzić z założenia, że lepiej przyłączyć się do danej organizacji albo podpisać pod określonymi normami, nawet jeśli nie zamierza się w pełni ich przestrzegać, a następnie, w drodze dyplomatycznych targów i argumentacji, stępiać ostrze krytyki międzynarodowej. Jest to wizerunkowo korzystniejsze rozwiązanie niż ostentacyjne nieuznawanie jakiejś rozpowszechnionej zasady postępowania lub organizacji. Podejście to dobrze ilustruje aktywność Chin w światowym systemie ochrony praw człowieka. Z formalnego punktu widzenia Pekin mu się nie sprzeciwia, chociaż jest wierny innym politycznym i moralnym ideałom niż te, które legły u podstaw systemu – prymatowi praw jednostki czy tolerancji dla pluralizmu. Chiny poddają się okresowym przeglądom ONZ w dziedzinie praw człowieka. Raporty są krytyczne, a Pekin musi mierzyć się z konfrontacyjną postawą wielu państw. Niemniej jednak Chiny instytucjonalnie pozostają członkiem globalnego porządku ochrony praw człowieka (pamiętajmy, że oprócz fundamentalnych wolności słowa czy zgromadzeń obejmuje on także wolność od nędzy i nierówności, gdzie Chiny odnotowują sukcesy). Z pewnością uwidaczniają w ten sposób ograniczoną skuteczność systemu. Niedotrzymywanie najwyższych standardów było jednym z powodów, dla których Stany Zjednoczone wycofały się z Rady Praw Człowieka ONZ.

W Chinach ostatnie lata upływają pod znakiem kontynuacji albo zaostrzenia niepokojących Zachód praktyk. Chińska Republika Ludowa jest niezmiennie państwem-partią urządzonym według modelu leninowskiego. Przewodniczący ChRL Xi Jinping, którego myśl została wpisana do konstytucji, ożywia zainteresowanie ideologią komunistyczną. Niektórzy muszą, inni mogą poznać najnowszą doktrynę na swoich smartfonach poprzez „małą czerwoną apkę”. Xi skonsolidował władzę w większym stopniu niż jego bezpośredni poprzednicy. Szefuje kluczowym partyjnym komitetom i ważnym dla chińskiego systemu tzw. małym grupom kierowniczym, będąc w istocie „przewodniczącym wszystkiego”[8]. Zlikwidowano ograniczenie sprawowania urzędu głowy państwa do dwóch kadencji, co zaczęło rodzić pytania o plany chińskiego przywódcy. Organizacje pozarządowe alarmują, że masowe represje i inwigilacja ludności uległy nasileniu. Dzięki użyciu zaawansowanych technologii kontrola społeczeństwa zyskuje także zupełnie nowy wymiar.

O ile więc Pekin co do zasady przestrzega „twardych”, spisanych norm obecnego porządku międzynarodowego, o tyle dochodzi do regresu na płaszczyźnie towarzyszących mu wartości. Chiny kontestują prymat demokracji liberalnej – częściej „promieniując” własnym przykładem kraju gospodarczego sukcesu niż realnym działaniem – i domagają się większej akceptacji dla odmiennych modeli państwa. Inaczej niż Zachód intepretują koncepcję praw człowieka. Odmiennie widzą kształtującą się w dobie rewolucji technologicznej normę swobodnego przepływu informacji. Wartości liberalnego ładu światowego, tak jak socjalizm ChRL, mają mieć chińską charakterystykę. Chiny nie pomagają rozprzestrzenianiu się „miękkiego” wymiaru zastanego ładu, a „podobnie myślącym” i niezadowolonym z obecnego systemu mogą, z naciskiem na przypuszczenie, jawić się jako atrakcyjny, alternatywny wobec USA lider. Niewiele jednak przemawia za tym, by tu i teraz aktywnie eksportowały swój sui generis model państwa.

Jeśli nie dziś, to czy w nieodległym czasie Pekin mógłby przyjąć postawę rewizjonistycznego aktora stosunków międzynarodowych?

Chiny spektakularnie wzrosły dzięki obecnemu ładowi i wewnątrz niego. Jego rozedrganie nie wydaje się w interesie Pekinu, ponieważ mogłoby zakłócić dalszy rozwój Państwa Środka.

Państwo jest zbyt zależne od obecnego systemu światowego i zbyt z nim powiązane (w szczególności ze Stanami Zjednoczonymi), by ryzykować otwarty konflikt o przywództwo. Pekin poszukuje i będzie poszukiwał swoiście zdefiniowanej „sprawiedliwości” porządku międzynarodowego, którego układ lepiej oddawałby obiektywnie rosnące znaczenie Chin i państw rozwijających się w świecie. Przykładem jest wyraźne rozczarowanie Pekinu odpowiedziami na przegląd systemu głosowania w IMF.

Ponadto Chiny nie wydają się mieć sprecyzowanej wizji tego, jak miałby wyglądać ewentualnie pozachodni porządek międzynarodowy. Debaty intelektualne trwają. Najciekawsza koncepcja, starożytna tianxia, która mówi o Chinach otoczonych państwami-trybutariuszami i była rozwijana m.in. w amerykańsko-chińskiej (sic!) współpracy naukowców, ma zbyt szowinistyczne na dzisiejsze standardy oblicze, by mogła zyskać szerokie poparcie nawet w samych Chinach. Władza w Pekinie wciąż zatem oficjalnie opowiada się za reformowaniem, ale jednoczesnym utrzymaniem obecnego porządku. Ideałem, do którego dążą Chiny, jest mgliście określona „społeczność o wspólnym przeznaczeniu”.

Ostatnie generacje przywódców niewątpliwie wyraźniej akcentują ambitne cele Pekinu w wymiarze międzynarodowym. Rozmach zapowiedzi jest imponujący. Podobnie jak liczba atutów po stronie Chin. Gdy jednak przychodzi do realizacji tych megaprojektów, to efekty są skromniejsze. Mimo że Europa leży na Nowym Jedwabnym Szlaku, w ramach zwrotu ku rynkowi wewnętrznemu i odchodzenia przez Pekin od „nieracjonalnych” i „opartych na spekulacji” inwestycji zagranicznych napływ chińskich pieniędzy na Stary Kontynent zaczął wyraźnie spadać. Wielkie azjatyckie Regionalne Wszechstronne Partnerstwo Ekonomiczne, które miało włączyć Chiny w strefę wolnego handlu m.in. z Indiami, Japonią i Koreą Południową, ma długą historię niedotrzymanych terminów. Nowe Delhi niedawno wycofało się z negocjacji. Projekcja siły chińskiego wojska, mimo niezaprzeczalnych postępów, wciąż nie sięga dalej niż część Pacyfiku. Plan szybkiego podwyższenia statusu juana w międzynarodowych rozliczeniach spalił na panewce. Skala wewnętrznych wyzwań, którą w skrócie można opisać jako konieczność przejścia z wysokiego tempa wzrostu na jego wysoką jakość, jest gigantyczna. Spowolnienie gospodarki, podobnie jak jej permanentne niezrównoważenie, jest faktem. Niewiadomą pozostaje skala.

 

***

Z racji swoich gabarytów i ogólnego rozwoju Chiny z pewnością rzucają wyzwanie pozycji Stanów Zjednoczonych w Azji. Także, co widać po cieszącym się dużą uwagą rynku technologii, interesom USA w wybranych sektorach globalnej gospodarki. Na poziomie zasad systemu międzynarodowego istotnych zmian w zachowaniu państwa jednak nie widać. Wszak Lee Kuan Yew wierzył, że Chińczycy wyciągnęli wnioski z doświadczeń Niemiec, Japonii i Związku Radzieckiego, gdy te podejmowały się rywalizacji o światowe przywództwo. Lider Singapuru przewidywał, że wzrost Pekinu będzie następował wewnątrz obowiązującego systemu, a jego kulminacją w odleglejszej przyszłości będzie współdzielenie przez Chiny z USA statusu prawdziwie globalnych mocarstw. Niezależnie od trafności tych prognoz granica między podważaniem statusu hegemona (łagodnego jak USA albo innego) a rządzących porządkiem międzynarodowym norm jest cienka, ale istotna. Warto pamiętać o tym niuansie.

_

[1] Lee Kuan Yew. The Grand Master’s Insights on China, the United States, and the World, wyboru wywiadów dokonali G. Allison i R. Blackwill we współpracy z A. Wyne’em, wstęp H.A. Kissinger, Cambridge-London 2013, s. 22.

[2] How China’s Economic Aggression Threatens the Technologies and Intellectual Property of the United States and the World, https://www.whitehouse.gov/wp-content/uploads/2018/06/FINAL-ChinaTechnology-Report-6.18.18-PDF.pdf (dostęp: 30 grudnia 2019 r.).

[3] National Security Strategy of the United States of America, December 2017, s. 25, https://www. whitehouse.gov/wp-content/uploads/2017/12/NSS-Final-12-18-2017-0905.pdf (dostęp: 30 grudnia 2019 r.) oraz Summary of the 2018 National Defense Strategy, s. 2, https://dod.defense.gov/Portals/1/ Documents/pubs/2018-National-Defense-Strategy-Summary.pdf (dostęp: 30 grudnia 2019 r.).

[4] A.I. Johnston, China in a World of Orders. Rethinking Compliance and Challenge in Beijing’s International Relations, „International Security” 2019, Vol. 44, No. 2, s. 9–60.

[5] Dane Banku Światowego, https://data.worldbank.org/indicator/TM.TAX.MRCH.WM.AR.ZS (dostęp: 30 grudnia 2019 r.).

[6] Dane Design of Trade Agreements (DESTA), https://www.designoftradeagreements.org/projectdescription/ (dostęp: 30 grudnia 2019 r.)

[7] W najnowszym rankingu Banku Światowego „Doing Business 2020” Chiny awansowały z 45. na 31. miejsce, https://www.worldbank.org/en/news/press-release/2019/10/24/doing-business-2020chinas-strong-reform-agenda-places-it-in-the-top-10-improver-list-for-the-second-consecutiveyear (dostęp: 30 grudnia 2019 r.). Na podobną trajektorię wskazuje raport „OECD Services Trade Restrictiveness Index: Policy Trends Up to 2019”, styczeń 2019, s. 7,  https://issuu.com/oecd.publishing/ docs/stri-policy-trends-2019-web (dostęp: 30 grudnia 2019 r.).

[8] K. Rudd, Kevin Rudd Speaks to the US Military Academy West Point: Understanding China’s Rise Under Xi Jinping, March 5, 2018, http://kevinrudd.com/portfolio-item/kevin-rudd-speaks-to-the-us-militaryacademy-west-point-understanding-chinas-rise-under-xi-jinping/ (dostęp: 30 grudnia 2019 r.).

Kup numer