Zaczęło się skromnie. Najpierw była ulica Marii Jaremy z pięknym muralem na krakowskich Azorach. Mój pierwszy adres w tym mieście. Później archiwum Tadeusza Kantora przy ul. Kanoniczej, gdzie co jakiś czas wpadały z impetem osoby pytające o Jaremiankę, która wtedy była dla mnie mglistą postacią stojącą za Matroną II z Mątwy(za bardzo wówczas kochałam samego Kantora, żeby zauważać innych). Później długo nic, aż znowu spotkałyśmy się w Galerii Sztuki Polskiej XX w. przed jej płótnami. Przypomniały mi się…
Absolwentka polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego; publikowała w portalu O.pl oraz „Wielogłosie”.