Sama konwencja pisania buduje przestrzeń dialogu. Autor chce zagadnąć niewierzącego czytelnika, skracając dystans i ujawniając zamiar spotkania, czyli czegoś intymnego i najzupełniej jednostkowego. Wyraźna obecność „ty” bierze się z nawyku prowadzenia audycji radiowych, a także blogowania, ale jest w tym coś bardzo autentycznego, co rodzi poczucie, że słyszy się głos autora, że mówi on wprost do nas, wierzących i wątpiących. Użyłem liczby mnogiej, bo Sosnowski burzy sztuczny mur, który rozdziela dwie strony dialogu. Robi to przekonująco, bo był po jego obu stronach, i bardzo szczerze opisuje swój powrót do Kościoła, w którym nie ma śladów triumfalizmu. Potrafi przyznać się do wątpienia,…
krytyk i historyk literatury, adiunkt na Wydziale Polonistyki UJ