Redaktorką nazywam się, zwykle dodając „pracuję jako”, z szacunku dla moich wspaniałych poprzedniczek; żywych encyklopedii, mistrzyń stylistycznych niuansów, poliglotek, bywalczyń najmroczniejszych zakątków gramatyki z czasów, gdy papier czarnej serii PIW nie był jeszcze pożółkły, a o wszechwiedzy Google’a nie śniły nawet androidy. Ze sztucznym mózgiem działa się nam prawdopodobnie łatwiej, na pewno szybciej, i może się wydawać, że wiedza jest użyteczna już tylko do szermierki na Facebooku. Pracowałam kiedyś z artykułem, oryginalnie napisanym innym alfabetem i tłumaczonym na angielski przez biuro tłumaczeniowe. Techniczni tłumacze zwykle nie znają zasad transkrypcji nazwisk, tymczasem te ostatnie dotyczyły kilkudziesięciu narodowości i było ich kilkaset. Tekst składał się głównie…
Komparatystka literacka, filmoznawczyni, redaktorka książek o sztuce, współpracuje z instytucjami kultury.