Subskrybuj
fot. Bridgeman/Photopower
Prof. dr hab., pracownik naukowy Wydziału Polonistyki UJ. Anglista i polonista przekwalifikowany na niderlandystę i historyka sztuki. Znawca dawnej kultury holenderskiej, tłumacz literatury niderlandzkiej, zbieracz fajansów, książek i rupieci. Opublikował 25 książek (w tym 10...

Gliniana fajka

W I poł. XVII w. sięgnięcie po tytoń zalecali chorym niemal wszyscy holenderscy uczeni. Miał on rzekomo ratować przed zarazą, chronić od ospy, leczyć z kiły, ba, zaciągnięcie się fajką gwarantowało szybki i bezbolesny poród.

W 2000 r. wróciłem do Krakowa po półrocznym stypendium w Lejdzie. Gdy zamawiałem piwo w pewnej nieistniejącej już piwnicznej knajpie, moją uwagę przykuła znajoma skądś cudzoziemska angielszczyzna stojącego przy barze faceta, na tyle swojska, że musiałem spytać: Ben je misschien Nederlander?– Czy nie jesteś czasem Holendrem? Był. Tak poznałem Alberta i Roba. Albert Visscher – jasnowłosy, niebieskooki, wysoki, ogorzały słońcem i wiatrem chłopak z Hattem, średniowiecznego hanzeatyckiego miasteczka w prowincji Geldrii. Urodzony pod wiatrakiem w ortodoksyjnej kalwińskiej rodzinie i cytujący z pamięci niemal każdy werset Biblii. Rob ten Haaf – pochodzący z Limburgii potomek francuskich hugenotów, ironiczny, krzepki, czarnowłosy i czarnooki, katolik z wychowania i libertyn z wyboru. Jeśli tylko istnieje coś takiego jak przyjaźń od pierwszego wejrzenia, to był to właśnie ten przypadek. Mieszkałem potem w ich domu w Velp przez trzy miesiące, zagraciłem go tonami książek i kończyłem pisać doktorat. Żebym czasem nie zapomniał – do rodziny należał też wówczas stary, rozleniwiony kot Grimpier, posag Roba z jego kawalerskich czasów. Kiedy pewnego dnia przekopywaliśmy ogródek, coś nagle trzasnęło pod łopatą. Była to…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak pięknie różnią się nasze mózgi