Każde społeczeństwo, jak twierdzą kanadyjscy antropolodzy zmysłów z Centre for Sensory Studies na Uniwersytecie Concordia, posiada własny wzorzec sensoryczny. Składają się na niego znaczenia i wartości zmysłowe, które uznawane są przez członków danego społeczeństwa, za ich sprawą uzmysławiają sobie oni świat i przekładają zmysłowe wrażenia na konkretny światopogląd[1]. Światopogląd, nie – dajmy na to – światoodczucie. Już sam fakt, że posługujemy się tym słowem wskazuje na to, że nadajemy (my, czyli mieszkańcy zachodnich społeczeństw) szczególne znaczenie zmysłowi wzroku. To za jego pomocą formułujemy sądy dotyczące prawdziwości lub fałszywości jakichś zjawisk czy zdarzeń. To dzięki niemu tworzymy różnorodne punkty widzenia. A dlaczego nie punkty dotyku?
*
Antropolog David Howes w tekście The Expanding Field of Sensory Studies, który stanowi podsumowanie ponad 20-letniej kariery lub rewolucji zmysłowej w naukach humanistycznych, podaje osiem tez stanowiących podstawę badań sensorycznych[2]. Jedna z nich jest szczególnie istotna: „Granice mojego języka (nie) są granicami mojego świata, ponieważ zmysły pojawiają się na długo przed językiem i daleko poza język wykraczają”. Oczywiście jest to krytyka słynnych…